niedziela, 30 grudnia 2012

Podsumowanie do wyzwania itp.

W tamtym roku na blogu Wrota Wyobraźni  rzucone zostało wyzwanie "Z półki". Książek na półkach w naszym mieszkaniu jest tyle, że aż regał zaczął się niebezpiecznie uginać. Większości z nich nie czytałam i pomimo najszczerszych chęci jakoś mi do tych książek nie po drodze ;) Zawsze w pierwszej kolejności są te pożyczone czy to z biblioteki czy od innych. Zresztą ogólnie mało czytam, statystyk robić nie będę choć biorąc pod uwagę to, że na lubimyczytac.pl odnotowuję przeczytane książki, zrobić mogłabym. Ale odbiegłam od tematu. 

Chciałam tylko napisać:
1) Zakładałam, że przeczytam 6 książek z półki - przeczytałam 6 i siódmą kończę :) tzn. na pewno do jutra nie zdążę jej skończyć :) 
Przeczytałam więc idealnie tyle co założyłam. 

2) Ze względu na te duże ilości książek nieprzeczytanych, stojących na moich półkach, mam zamiar wyzwanie przeciągnąć na kolejny rok :) 

3) Żeby coś zmienić, urozmaicić, utrudnić, postanawiam w 2013: 
- przeczytać więcej książek z półki niż 6 sztuk
- przeczytać chociaż po jednej książce takich autorów jak:
Musierowicz, Verne, Kraszewski i Prus - lepiej więcej nie będę wymieniać, bo wyjdzie na to, że będę później coś na siłę czytać ;)

***

Było o wyzwaniach, to teraz o konkursach :) Do dnia dzisiejszego wygrałam dwa konkursy :) 

U Leny i u Kruszynki. U Leny wygrałam książkę "Klug" o której już pisałam o TU. Książek od Kruszynki jeszcze nie przeczytałam, więc załapią się do wyzwania "Z półki" :) i do stosiku, który sobie układam: książki, które przeczytam jako kolejne (o ile coś po drodze mi w ręce nie wpadnie).



Zapisałam się jeszcze do dwóch konkursów, które kończą się 31.12.12 więc kto wie :) może jeszcze jakaś wygrana się trafi :)

Święta, święta i po świętach

Jak co roku tyle przygotowań, a później ten wolny czas tak szybko ucieka i tyle się je i tyle się odwiedza ... że człowiek nic nie odpocznie. W tym roku dodatkowo jeszcze choroba dołączyła do grona świętujących i nas męczy. 

Jeszcze przed świętami prababcia Wiki trafiła do szpitala :(  Na szczęście jej stan się poprawia. 
Wiki też chora już przed świętami była - znowu kaszel. Tydzień odkąd dostała lekarstwa minął, a jej się nie poprawiło. Do tego wczoraj i dziś ma gorączkę. Podejrzewamy, że to od zęba, ale że jest też chora to nic nie wiadomo :( Och żeby te zęby w końcu wszystkie wykiełkowały ... Na razie mamy ich 7 sztuk. Jeden nie wiem kiedy wyszedł, bo wyszedł z tyłu szczęki, a tam się go nie spodziewałam. Ciekawe gdzie teraz się pojawi ząbek.
Ja rozłożyłam się wieczorem pierwszego dnia świąt. Gorączka, łamanie w kościach, kaszel ... kaszel nadal mnie męczy, ale na szczęście inne objawy minęły. 
Mąż hmm walczy. Też trochę pokaszluje. Już dwa razy zaczynało go brać, ale po leku, nazwijmy go "napotnym", choroba dalej się nie posunęła.

Jutro sylwester. Mieliśmy uciec z Torunia do moich rodziców, by tam powitać Nowy Rok, ale w związku z tym, że jesteśmy teraz rodziną kichaczy, kaszlaczy to chyba jednak zostaniemy w domu - chociaż decyzja jeszcze nie zapadła, kto wie może jutro będziemy lepiej się czuć :) 

Właśnie przeczytałam co napisałam powyżej. Tryb narzekania chyba mi się włączył. Oczywiście było miło :) wesoło, rodzinnie :) pysznie :) Były śliczne prezenty, zadowolone dzieci z bananami na twarzy :) i uśmiechnięci dorośli. Kolędy pośpiewaliśmy sobie hmm w sumie to w samochodzie :) w drodze z wigilii na wigilię :) 

Właśnie coś zanika zwyczaj śpiewania kolęd w mojej rodzinie. Trzeba będzie chyba coś na przyszłość wymyślić. Może jakiś alakonkurs dla dzieci? Dzieci nauczyć się będą chciały to i rodziców zmobilizują do śpiewania. Z tym, że to jeszcze trochę za nim te najmłodsze pociechy, w tym nasza Wiki śpiewać zaczną :) 
Jestem ciekawa czy me dziecię talent do śpiewania będzie miało :)

piątek, 21 grudnia 2012

wtorek, 18 grudnia 2012

Budzikom śmierć!!!

Dzwoni telefon bo budzik ustawiony na 5.00. Wstałam zaspana, nieszczęśliwa, że to już. Wyłączyłam. Podłączyłam telefon pod ładowarkę, przy okazji zobaczyłam, że na radiobudziku jest 4.00!!! 

Sprawdziłam godzinę u Męża na telefonie i na jeszcze jednym zegarku. Ukradziono mi godzinę snu!!! 

Wróciłam do łóżka "jeszcze na chwilę" z zamiarem wstania wcześniej i wykorzystania tej pobudki o 4.00. Nagle słyszę budzik męża, patrzę na zegarek: 5.30!!! A przecież przed chwilą była 4.00!!! 

Te budziki się chyba za coś mszczą nade mną. Jak ja ich nie znoszę :/

sobota, 15 grudnia 2012

"Księżniczka" Jean Sasson

Przez przypadek trafiłam w bibliotece na serię książek o arabskiej księżniczce Sułtanie. Już w pierwszym akapicie gorąco polecam. Książki te szokują i zapadają w pamięć na długo. Życie kobiet islamu niewiarygodnie różni się od naszego.

W kręgu księżniczki Sułtany - Jean SassonKsiężniczka - Jean SassonCórki Księżniczki Sułtany - Jean Sasson


Jean Sasson spisała prawdziwą historię księżniczki z królewskiego rodu Sa'udów, na podstawie jej dzienników. Opisała życie Sułtany, poczynając od jej dzieciństwa, małżeństwa, w kolejnych częściach książki opisując jej dzieci, oraz historię otaczających księżniczkę ludzi. Opisała świat zdominowany przez mężczyzn, w którym nawet bogatym kobietom brakuje tego co tak ważne WOLNOŚCI. Świat, w którym prawem jest religia, z tym, że koran interpretowany jest często błędnie, bądź inaczej dla kobiet, a inaczej dla mężczyzn (np. rozwód). Świat, w którym kobiety zawsze są gorsze, stworzone są tylko po to, by służyć mężczyźnie i rodzić dzieci.

Obrzezanie kobiet.
Wydawanie 13 letnich dziewczynek, za (ładnie napiszę, choć cisną mi się na język inne słowa) starszych panów.
Gwałcenie 8 letnich dziewczynek, za zgodą ich rodziców.
Utrzymywanie żon tymczasowych - najczęściej młodych dziewczyn, sprzedanych przez rodziny. Kobiety te jak już się znudzą, zostają oddalone przez "męża".
Utrzymywanie haremu kobiet, dla zaspokojenia potrzeb pana domu, jego synów i znajomych.
Kamieniowanie.
Zamykanie do końca życia w odosobnieniu.
Topienie w basenie, na oczach rodziny.

Szokujące, prawda?

Dorzucę jeszcze wiersz, napisany przez młodą kobietę Munirę, wydaną za strasznego człowieka, kolegę jej ojca.


"Pogrzebana żywcem

Żyłam, wiedząc, czym jest uśmiech
Żyłam życiem dziewczyny pełnej nadziei
Żyłam życiem dziewczyny czującej ciepło kobiecości
Żyłam, marząc o miłości dobrego mężczyzny
Żyłam życiem kobiety, której marzenia spełzły na niczym
Żyłam pełna strachu przed mężczyznami
Żyłam, obawiając się złego małżeństwa
Żyłam świadoma, że moim działaniem kieruje diabeł w ludzkiej postaci
Żyłam, błagając tego człowieka, by zostawił mnie w spokoju
Żyłam, by widzieć, jak mój mąż cieszy się swoją męskością
Żyłam, by mógł mnie gwałcić mężczyzna, któremu mnie oddano
Żyłam tylko po to, by noc po nocy znosić jego gwałty
Żyłam, by pogrzabano mnie żywcem
Żyłam, nie mogąc zrozumieć, dlaczego ludzie, którzy podobno mnie kochają, pomogli mnie pogrzebać
Przeżyłam to wszystko, choć nie mam jeszcze dwudziestu pięciu lat"


środa, 12 grudnia 2012

Dermatolog

Po kryzysie pora zebrać się, zebrać siły i przystąpić do działania. A więc, zebrałam się i przemyślałam sprawę. Stwierdziłam, że kremy i maści, które stosuję nic mi nie dają. Jest gorzej i gorzej i gorzej ... zadzwoniłam do dermatologa, żeby się zarejestrować. Miła pani w słuchawce zapisała mnie na pierwszy wolny termin: 21.03.2012 tfuuu 2013 roku! Ślicznie, pierwszy dzień wiosny :) tyle, że to strasznie daleko. Ehhh polskie realia. 

Wcale bym do lekarza nie szła, ale recepty potrzebuję. Wymyśliłam sobie, że chcę znowu z cygnoliną się zaprzyjaźnić. 

Cóż, poczytam, znajdę przepis i pójdę do lekarza rodzinnego po receptę - może się uda.

Do wiosny chciałabym się podleczyć, tak żeby na letnie słońce skórę bez łatek wystawić :)

12.12.12

Co za data :)

http://sphotos-b.xx.fbcdn.net/hphotos-snc6/217877_434718103243822_1946316824_n.jpg


                                a kiedy ten koniec świata?


wtorek, 11 grudnia 2012

Kocham Cię :)

Dziękuję :) za miłe słowa, za wsparcie :) Miałyście rację. Musiałam się wyryczeć ... i wyprzytulać i trochę odpocząć, choć tego odpoczynku jakoś ciągle mi za mało jeszcze. Kryzys chyba przeszedł, trochę spokojniejsza jestem. Nie do końca pogodzona sama ze sobą, ale spokojniejsza. Mniej buntu we mnie. 

I Mężowi dziękuję :) On potrafi mnie pocieszyć, potrafi do mnie mówić w tym złym czasie i najważniejsze: JEST ZE MNĄ.



33 minut(y)
08:37 Kocham Cię
08:38 z plamami, z łyskami, z uśmiechem, ze łzami, z ..., z Wikusią na rękach, z wtuloną buzią w moją klatę, z pąsami od mrozu. Kocham Cię zawsze:) Nawet jak krzyczysz na mnie i się boczysz:)

piątek, 7 grudnia 2012

:(

Jaką stronę bym nie otworzyła w internecie i w świecie rzeczywistym ... wszędzie, wszędzie, wszędzie ... piękne kobiety. Męża też piękne kobiety otaczają, w internecie i w komórce też wyświetlają się piękne, bez wad ...

A ja? Zbiór czerwonych łuszczących się ran, z krzywymi nogami ... pomińmy szczegóły. Źle mi w moim ciele i z moją psychiką.

niedziela, 2 grudnia 2012

Roczniaczek

Wiki skończyła roczek ! Przez te 12 miesięcy niesamowicie dużo się nauczyła nasza dziewczynka :) 

Pamiętam rok temu, jak przyjechaliśmy ze szpitala to tylko spała, płakała i jadła :) a teraz?!

"Mówi": mama...; tata...; baba...; papa...; wrrrrr. Usłyszeliśmy już z jej ust prawdziwe"mama" i "tata", ale rzadko na razie używa tych słów. Pomimo tego, że nie wiele mówi, coraz lepiej komunikuje nam swoje potrzeby. Pokazuje palcem co chce, kręci główką "nieeee", tak fajnie razkłada rączki, żeby pokazać "nie ma", wskazuje na nocnik jak chce siusiu, a jak skończy wyciąga ręce w górę. Rozumie polecenia :) choć nie zawsze chce je wykonać. Jak gdzieś wędruje mówimy do niej: "Wiki, dokąd idziesz? Wracaj!" - odwraca się, uśmiecha i czasem zawraca, a czasem ucieka z psotnym uśmiechem na ustach :) Proszę, żeby mi coś podała to podaje np. uprane skarpetki z miski. Lubi bawić się w podawanie długopisu "proszę-dziękuje". W odpowiedzi na pytanie: "gdzie jest smoczuś? (kotek, ...)" szuka i znajduje :)
Ma swoje zdanie i głośno protestuje jak jej się coś nie podoba :)
Na słowa "Nie wolno", "nie dotykaj", reaguje płaczem. 

Przy ubieraniu pięknie współpracuje. Wkłada rączkę do rękawka. Jak coś trzyma to przekłada do drugiej ręki, żeby tą wolną wsunąć w rękaw. Z pasją odpina rzepy swych bucików :)  Jak nie chce się ubierać to pręży się tak, że ledwo ją utrzymuję na kolanach. Ciężko w takiej sytuacji namówić ją na współpracę.

Jak coś lubi, coś się jej podoba, cieszy ją, to kręci stópkami :) Reaguje tak zarówno na jedzenie, zabawki, jak i na odkurzacz :) bo odkurzanie to fajna zabawa :) 

Rozpoznaje na zdjęciach osoby i bardzo się cieszy widząc np kolegów ze żłobka :) Czy w domu, czy u dziadków, musi obejrzeć wszystkie zdjęcia w ramkach :)

Chodzi za rękę, tak troszkę śmiesznie: prawa nóżka, dostawiamy lewą, prawa i lewą dostawiamy ... :) albo trzymając się mojej nogi :) Potrafii zrobić sama kilka kroczków, jednak boi się. W związku z tym, że szybciej jest na czterech łapkach, większe odległości właśnie w  ten sposób przebywa :)

Tańczy jak tylko usłyszy muzykę :) Wskazuje na radio, żeby je włączyć. Ulubioną jej piosenką jest "Bal arlekina" śpiewany przez Filipinki. Ta piosenka to najlepszy sposób na poprawienie jej humoru :) włączamy ją i wszyscy razem tańczymy, a nasza Kruszynka od razu się uśmiecha :)

Uwielbia jeść :) Mleko, kaszki, owoce, zupki, paluszki, herbatniki ... wszystko. "Myszki"/"wagoniki" czy inaczej nazwaną pokrojoną na małe kawałeczki kanapkę sama zjada, choć zazwyczaj jej część ląduje na ziemi :) Dziś pierwszy raz jadła kefir :) z bananem - bardzo jej smakował :) Lubi pić z naszych, "dorosłych" szklanek, naszą "dorosłą" herbatę :) i jeść to co i my dorośli jemy. Ciasta to pychotka :) Wie już, że kiszony ogórek i madarynka są kwaśne i próbować więcej ich nie chce :)



Od małego śpi w swoim łóżeczku. Zasypia przytulając misia :) Pluszaki bardzo lubi :) z radością tuli je o poranku :) i lubi poprzytulać w ciagu dnia :) Lubi również książki i to nie koniecznie te dla dzieci, z rysunkami. Zdecydowanie bardziej zajmują ją książki grube, takie tylko z literkami, przykładowo Harry Potter lub rachunkowość finansowa. 

Robi siku i co nieco więcej na nocnik. Oczywiście nie oznacza to, że już chodzi bez pieluchy. Nie jest to jeszcze możliwe, chociażby z tego względu, że w żłobku Paniom na razie wygodniej jest zmieniać jej pieluchy niż sadzać ją na nocnik. W lato postaramy się "odstawić" pieluchy. Już teraz Wiki sama pokazuje na nocnik jak chce siku :) Będziemy ćwiczyć komunikawanie potrzeb, żeby w lato pupa nie musiała się w pieluszce dusić.

Jak każde chyba dziecko lubi się kąpać :) 

Żeby nie było, że taka grzeczna: broi oj broi :) Muszę znaleźć inne miejsce na jej ubranka, bo po trzy razy dziennie zrzuca je wszystkie na ziemię :) 

Zapomniałabym o ulubionej zabawie: w tej kwestii nic się nie zmieniło :) najlepsza jest zabawa kontaktowa, czyli wszelkiego rodzaju harce z mamą i tatą :)

środa, 28 listopada 2012

Pierwsze urodzinki

24.11.2012 Pierwsze urodzinki :)


Był tort, byli goście, była impreza :)



(Opuściła mnie wena, coś więcej napiszę jak powróci)

środa, 21 listopada 2012

Jelitówka czy inne wirusowe świństwo

W sobotę Wiki obchodzi roczek. Goście zaproszeni, tort zamówiony. Mamy też gościa nieproszonego: choróbsko. Znowu. 
Tydzień temu Wiki poszła do żłobka po dwutygodniowej nieobecności. Zaraz w poniedziałek miała kontakt z dzieckiem chorym na jelitówkę. Po ponad tygodniu okazało się, że Wiki i inne dzieci ze żłobka zaraziły się. 

Wymioty w pierwszej kolejności, później rozwolnienie, a teraz i gorączka dołączyłą :/ Trzy te wredoty męczą naszą Kruszynkę :/ 

Pani doktor kazała podawać probiotyk LacidoBaby i węgiel Carbosal, do tego mleko z kleikiem ryżowym i dużo płynów. W razie jakby dziecko nie chciało pić, mamy się zgłosić do lekarza po skierowanie do szpitala na kroplówkę. Chciałabym tego uniknąć :/ ale z piciem kiepsko jest.

Wiki ma odruch wymiotny gdy  tylko próbuję coś podać jej do picia/jedzenia. Rano piła jeszcze po łyczku, teraz już nie chce. Udało mi się przemycić probiotyk w mleku przez sen. Wypiła jakieś 90 ze 120 ml mleka  z lekarstwem i poszła spać. Próbowałam podać jej również herbatkę przez sen, ale wypycha smoczek od butelki. Mam nadzieje, że przy kolejnej próbie uda się przemycić trochę płynu do jej organizmu. 

Nie wiem ile może trwać ta choroba, w związku z tym nie wiem co z urodzinami Wiki, odwołać? Ciekawe, czy i my dorośli zarazimy się tym wirusem? Jak się przed tym bronić?

piątek, 16 listopada 2012

Moje czytanie, a moje blogowanie

Te dwie czynności są do siebie odwrotnie proporcjonalne ;) 

Odkąd wróciłam do pracy na pełen etat, zdecydowanie mniej bloguję, a więcej czytam. Zmiana taka nastąpiła z prostej przyczyny: wiadomo jak to jest w pracy, postów wtedy się nie pisze. Natomiast po pracy do komputera zasiada Mąż :) Mi to nie przeszkadza, bo czytać lubię, więc sięgam po książkę :) i efekty są widoczne :) 
Do tej pory bywało, że nie wyrabiałam się w czasie (na to przewidzianym) z przeczytaniem jednej wypożyczonej w bibliotece książce. We wrześniu i w październiku co najmniej po trzy książki wypożyczałam na raz i wyrabiałam się z czytaniem :) I nie było czytania po 3 strony tylko powiedzmy po 30 stron duszkiem ;) Także jestem zadowolona z  tej zmiany :) Znowu zaczęłam wypożyczać na zasadzie "co mi w rękę w padnie", czytać nie sugerując się komentarzami innych :) Stwierdziłam, że seria "pisane przez życie", E.E. Schmitt i książki o innych kulturach zdecydowanie najbardziej mi ostatnio pasują i pewnie te w pierwszej kolejności będę wypożyczać.

Zawsze jest jednak jakieś "ale"
Wszystko fajnie, pięknie, ale na blogu piszę już tak rzadko, że przestaje mi tego brakować. Zaczynam się zastanawiać co mogłabym napisać i dochodzę do wniosku, że nie wiem. Wypadłam z rytmu. Z czytaniem Waszych blogów również jest zdecydowanie gorzej. Nigdy nie jestem na bieżąco. Jak dorwę się do komputera to po kilka postów u każdego czytam, często czasowo daleko w tył się muszę cofać. I nigdy nie jestem pewna czy kogoś nie pominęłam ... :/ Szkoda mi trochę tego mojego "blogowego życia".

Cóż doba ma tylko 24 godziny, tego przeskoczyć się nie da :) więc trzeba się pogodzić i cieszyć tym co jest.

wtorek, 13 listopada 2012

Słońce gdzie jesteś?

Zdecydowanie brakuje mi słońca. Dni są takie senne, ponure, brzydkie ... Myśli paskudne gonią się po głowie. Wystarczy jakiś maleńki punkt zaczepienia i wypełzają z zamkniętej klatki pamięci. 

Wczoraj spięcie małe było. Wszystko przez moje lenistwo. Do zrobienia tyle rzeczy to i bunt się się we mnie obudził "dlaczego ja?! zmęczona jestem! chcę poczytać, polenić się, ... wszystko tylko nie gotować, zmywać, prać ..." Krótko, zwięźle i wcale nie głośno, ale wyładowałam się na Mężu. 

Dziś za to sytuacja wczorajsza powraca i wyciąga myśli dotyczące przeszłości: 
"One pewnie lepsze były dla Niego, robiły wszystko z uśmiechem na twarzy, podtykały smakołyki, wymyślały i gotowały pyszności ... nie czepiały się, nie marudziły, ... z nimi świetnie się bawił, imprezował, miło mijał im czas ...były ładniejsze ... ... ..." 
"A może to On bardziej się o nie starał. Tak to miałoby sens, bo przecież one lepsze były ..."

Ehh i znowu muszę z nimi walczyć, z tymi paskudami myślami. Słońce by mi pomogło, ale schowało się za chmurami i nie pokazuje od dłuższego już czasu. 

Może Wikusia zadziała? Ona też jak słońce potrafi uśmiech na twarz przywołać :) i myśli rozgonić :)

poniedziałek, 12 listopada 2012

Dostałam z maczugi w tył głowy

Oczywiście żartuję, ale właśnie tak się czuję. Nie mogę się skupić. Nad wszystkim myślę godzinę. Zmuszam się do pracy. 


... a taki przyjemny był weekend. Nie mógł trwać dłużej?

Wiki w sobotę pozwoliła pospać do prawie 10tej,  a w niedzielę do 9tej!!! Oby tak już pozostało, że w weekend wszyscy możemy dłużej spać :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Super 7

L4, 01.11, ... ale nie o tym dziś :)

Gracie w lotto, zdrapki ... ? Ja nie gram, ale ostatnio stwierdziłam, że muszę szczęścia spróbować i zdrapkę kupiłam (Mąż śnił o tym, że dużo kasy znalazł, no może nie znalazł, ale wiedział gdzie ona jest :) to się dodatkowo nakręciłam). Oczywiście nie miałam pojęcia jak się w to bawić :) opis nie wiele mi wyjaśniał. 

http://www.forumlotto.pl/2191.htm


Zdrapałam więc w pierwszej kolejności miejsca z napisem wygrana. I po głębokim wdechu/wydechu postanowiłam poszukać instrukcji na internecie, bo jakoś nie do końca chciało mi się uwierzyć, że miałam tyle szczęścia i 7.777 wygrałam. No i niestety moje przeczucie się sprawdziło, nic nie wygrałam :( a już taką nadzieję miałam, że szczęście się uśmiechnęło do mojej rodziny. 

Cóż wiem już o co chodzi. Zagram sobie za jakiś czas znowu, tylko tym razem zacznę od zdrapywania siódemek, i jak już jakąś znajdę to wtedy będę się "napalać" i pole z wygraną drapać :) 

Wygraliście kiedyś?

wtorek, 30 października 2012

Chore

Wiki chora, ja chora ... tylko Mąż się jeszcze trzyma

Wiki to ja już nie wiem który tydzień z rzędu chora :( Co do lekarza pójdziemy, to osłuchowo jest ok, ale jak kaszlała tak kaszle. 

W ubiegły czwartek miała rozwolnienie, w piątek wymiotowała, w sobotę gorączkę 39 stopni miała, a od niedzieli niewiele je (!)  Nie wiem, czy to po prostu na zwykłe przeziębienie, nałożyły się efekty przebijania kolejnego zęba? Bo już jakiś czas temu wydawało mi się, że zaraz się przebije kolejny ząb, ale się nie wydostał. Może to on jest winowajcą tej gorączki?

czwartek, 25 października 2012

Światowy Dzień Chorych na Łuszczycę 29.10

Wiedzieliście, że 29 października obchodzimy taki właśnie dzień? Nie? To ja Was już dziś trochę uświadomię ;) 

Na stronie http://luszczyca.org.pl  możemy przeczytać:

" łuszczyca, która wydaje się być chorobą zupełnie niegroźną, może mieć dramatyczne skutki dla psychiki pacjenta. Chory narażony jest na nieprzyjemne reakcje otoczenia, ponieważ wiedza społeczeństwa o tej, częstej przecież, chorobie jest ciągle niewystarczająca. Niebagatelnym problemem towarzyszącym tej chorobie jest częste u chorych poczucie niższej wartości, popadanie w kompleksy i izolowanie się od społeczeństwa."

Każdy wie co to cukrzyca, a o łuszczycy tak naprawdę wiedzą nieliczni, przeważnie Ci, którzy z chorym mieli kontakt.  Aby poszerzyć grono poinformowanych, przekazuję odwiedzającym mojego bloga kilka bardzo podstawowych wiadomości na ten temat:

"Łuszczyca jest:
  • przewlekłą, gdyż w każdej chwili może wystąpić jej nawrót
  • niezakaźną, gdyż nie można się nią zarazić przebywając, dotykając czy nawet żyjąc z osobą chorą. Jest ona uwarunkowana genetycznie
  • nieuleczalną, gdyż skłonność do łuszczycy nigdy nie mija. Cechuje się jednak ona okresami remisji podczas których choroba przebiega bezobjawowo
chorobą skóry na którą choruje około 2-3% społeczeństwa. Co ważne i co należy podkreślić: łuszczycą nie można się zarazić, gdyż jest chorobą uwarunkowaną genetycznie!" (źródło)

Dla tych co chcieliby zobaczyć jak to może wyglądać wklejam link: ŁUSZCZYCA ZDJĘCIA

***

Łuszczyca - przewlekła! niezakaźna! nieuleczalna! dziedziczna!
To wszystko mogę potwierdzić. Na dowód tego, że jest to choroba niezakaźna powiem, że wiele osób chorych na łuszczycę wiąże się ze zdrowymi (np. ja i moje ciocie). Ich partnerzy pomimo ciągłego kontaktu z chorą osobą są zdrowi.

Mnie obecnie najbardziej boli, to że jest to choroba dziedziczna :/ Boję się, że Wiki będzie nią obarczona :/


Spotkaliście się już z tą chorobą? Znacie ludzi chorych na łuszczycę? Czy przy pierwszym kontakcie z chorym obawialiście się o swoje zdrowie?

Przyznam szczerze, że ja osobiście nie spotkałam się ze "złą" reakcją ludzi mnie otaczających, ale powiedzmy sobie szczerze, u mnie nie wygląda to aż tak źle, na basen nie chodzę, nad jezioro/morze rzadko się wybieram ... Nie stwarzam okazji. 

Natomiast słyszałam, o sytuacjach, do których dochodziło szczególnie na basenie. Ludzie widząc chorego na łuszczycę, nie wiedząc, że jest na to chory, bądź nie wiedząc, że tym się nie zarażą, prosili ratownika o wyproszenie chorej osoby. Nie dziwię się i rozumiem. 

Chciałabym, żeby o tej chorobie było głośniej i głośniej, żeby chorzy na łuszczycę też zostali zrozumiani. W końcu poza brzydką skórą, jesteśmy normalnymi ludźmi, z normalnymi potrzebami.

sobota, 20 października 2012

Psotne ząbki

Wiki ma już 6 zębów i kolejne w drodze :) Do pełnej szczęki to jeszcze nam daleko, ale już teraz ząbki świetnie sobie radzą i nie raz psocą - zazwyczaj na zakupach. 

W poprzednim poście pisałam, że Wiki lubi jeść. Lubi do tego stopnia, że siedząc w wózku z zakupami już wgryzła nam się w ser, chleb, a ostatnio w banana. Wystarczyła chwila nieuwagi, lub w ostatnim przypadku brak rąk. 

Ostatnio byłyśmy we dwie w sklepie. Trzymałam ją na ręku, pakowałam chleb i banamy do plecaka, płaciłam, a moje psotne maleństwo tym czasem banana sobie wyciągnęło z plecaka i wpakowało do buzi. Oczywiście potrzeby zdejmowania skórki, czy folii to Wiki jeszcze nie ma, więc muszę mieć oczy i ręce w okół głowy ;) 

Żeby nie było. Wiki nie gryzie wszystkiego, ale jak widzi jedzenie to nie przepuści. Zaraz muszę zajmować jej uzębienie jakąś przylepką, ciastkiem, czymkolwiek, byleby nie najadła się przykładowo sera w folii.

Żłobek i choróbska

Wiki przed pójściem do żłobka, ani razu nie chorowała. Natomiast od początku września w domu spędziła już 2 tygodnie ze względu na chorobę. Katar i kaszel, chwila przerwy i znowu od początku. Teraz kataru nie ma, ale za to kaszle i kolejny tydzień będzie w domu :(

Mamy babcie, które pomagają ile mogą. Babcie jednak mają inne zajęcia niż pilnowanie wnuczki. Jedna ciągle ma jakąś robotę na polu (cóż na gospodarstwie rolnym zawsze robota jest) druga pilnuje nieco starszego brzdąca i z dwójką nie da sobie rady. Więc zarówno ja, jak i mąż już musieliśmy w pracy wolne brać. 

Z tym wolnym to tak jest, że niby Ci urlop przysługuje, ale jak już bierzesz kolejny z rzędu dzień, bo znowu dziecko chore, to pracodawca patrzy takim wzrokiem, że nic nie musi już mówić. Wiadomo co myśli: Płacę Ci żebyś pracowała, była dyspozycyjna ... a nie na okrągło zwalniała się, brała urlop, ... Chciałabym powiedzieć, że pracodawcy brakuje wyrozumiałości, ale jak postawię się na jego miejscu, to świetnie go rozumiem. 

Efekt: martwisz się o zdrowie dziecka i jeszcze masz dodatkowo to głupie poczucie winy. W pracy nawalam bo ciągle się zwalniam. Babcie wykorzystuję. Jestem uzależniona od nich wszystkich. Przytłacza to trochę. 
Do tej pory, jak trzeba było to zostawałam po godzinach, przychodziłam w sobotę, żeby na czas wszystko było zrobione. Rodziców też nie musiałam prosić o nic. Teraz wszystko się zmieniło. 

Do tego wkurza fakt, że za żłobek 600,00 płacę , a przez pół miesiąca muszę się martwić kto jutro z dzieckiem posiedzi, kto ją przypilnuje.

Mam nadzieję, że Wiki szybko się uodporni i będzie lepiej.

***

Teraz trochę pogodniej. W żłobku jest dobrze :) Odnoszę wrażenie, że Wiki się tam podoba. Jak ją zostawiam to czasem przez chwilę zrobi podkówkę i łezkę uroni, a czasem spokojnie zostanie. Jak ją odbieram, to jest uśmiechnięta, wesoła, grzeczna :) Pokazuje mi paluszkiem rysunki powieszone na szafach. Wygląda do dzieci, które jeszcze zostają w żłobku. Uśmiecha się do innych rodziców, którzy akurat po swoje pociechy przyszli. 

Panie mówią, że Wiki jest wyjątkowo wesołym dzieckiem. Każdego wita uśmiechem. Mówią, że nie sprawia problemów. W tej kwestii muszę wierzyć im na słowo. 

Oglądałam zdjęcia z zajęć w żłobku, na niektórych widać, że Pani Ciocia siedzi z pacynkami na palcach i coś pokazuje, a nasza Kruszynka zapatrzona, skupiona :) Na innym zdjęciu Ciocia z gitarą :) to zapewne Wiki również się podobało :) Muzyka na nią działa uspakajająco, zaraz zaczyna się bujać :) 
W domu, czasem jak jest bardzo marudna, zaczynamy śpiewać Bal Arlekina (śpiewać to zbyt dużo powiedziane, bo przez większość piosenki dukamy "na, na, na, ...") i tańczymy, humor od razu Jej się poprawia, uśmiech od ucha do ucha się pojawia :)

Jedyne co mnie martwi, to że jak wraca do domu to głodna jest. Choć z drugiej strony to taki mały głodomorek :) Wczoraj zjadła zupę i poszliśmy do lekarza. Potem na zakupy. Przy kasie, ja pakuję banany do plecaka i płacę, a dziecko banana z plecaka wyciąga i do buzi pakuje :) (od karmienia, godzina nie minęła, a zupy zjadła sporo). Po drodze do domu, pomimo braku rąk, nakarmiłam ją tym bananem. W domu zjadła jeszcze sporo kaszy i poszła spać. Myślałam, że do rana już będzie spała po takiej ilości jedzenia, a ona jeszcze koło 22,00 obudziła się i znowu mleka sporo wypiła :) I o 5,00 znowu głodna była.

Pora kończyć :)

piątek, 19 października 2012

Być dzieckiem

Chcę znowu być dzieckiem. Nie zmuszać się do niczego. Pozwolić by to inni mnie zmuszali. Pozwolić sobie na wybuch złości na nich ...

Lecz czasu cofnąć się nie da. Już mama mnie nie pilnuje, nie krzyczy "Posprzątaj". Sama muszę się dyscyplinować. I złości na innych rozładowywać bezkarnie nie mogę. 

Po raz kolejny wstaję i się zmuszam. Rozwieszę to pranie zanim oczy mi się zamkną. Choćby o północy, wstanę i ugotuję ten obiad, żeby jutro mieć więcej czasu, lepiej się zająć swoim dzieckiem.

***

Poprzestawiało mi się. Czasem budzę się przed budzikiem (tym o 5,00!!!) za to zasypiam koło 20,00. Po przespaniu chwili wstaję ogarnąć co trzeba i do łóżka wracam koło północy. I kolejny dzień od nowa.
 :) jutro sobota :)

sobota, 13 października 2012

"Klug" Kasper Bajon

Dodaj napis
Rzadko piszę recenzje, ale z okazji tego, że książkę "Klug" wygrałam w konkursie u Leny  i jest to moja pierwsza wygrana, napiszę kilka słów o niej.

"To nie było zwykłe morderstwo – raczej precyzyjny komunikat, ostrzeżenie wysłane światu.

Jakub Klug, genialny szachista, zwycięzca rekordowej liczby turniejów.

Pokonani przeciwnicy sugerowali, że w ogóle nie istniał.
Podobno na zawodach grywał w weneckich maskach, a na co dzień krył się za ciemnymi okularami.
Mówiono, że swoją najsłynniejszą partię rozegrał za pomocą telegrafu.
Podejrzewano, że był wielką mistyfikacją, zakrojonym na szeroką skalę oszustwem.

Jego zmasakrowane ciało znaleziono nad Tamizą w 1888 roku. Kości miał pogruchotane, twarz doszczętnie spaloną, a na pobliskim murze ktoś namalował jego krwią symbol żuka. Ostateczny szach i mat.
"

Po przeczytaniu opisu z okładki książki szczerze powiedziawszy spodziewałam się, że "Klug" to kryminał, a jest to raczej coś na kształt biografii tytułowego bohatera, światowej sławy szachisty Jakuba Kluga, którego istnienie poddaje w wątpliwość nawet sam autor.

"Jeżeli Jakub Klug gdziekolwiek i kiedykolwiek istniał,..."

Myślę, że jest to książka dla "smakoszy", którzy zwracają większą uwagę na formę, styl  ... niż na samą fabułę.  Autor bawi się słowami. Prowadzi filozoficzne rozważania o niepowtarzalnośi i bezpowrotnym przemijaniu czasu. Używa słów niezrozumiałych dla przeciętnego człowieka, zmuszając go czasem do otworzenia słownika języka polskiego.

" Wrzesień. Wrze sień. Upałem wrzała sień w domu, ..."
 
Odnoszę wrażenie, że Bajon bawi się również strukturą książki, nie jest ona zwyczajna. Rozdziały przedzielone są stronami z wypunktowanymi przykładowo pomysłami na tytuł książki, filmami, które warto obejrzeć. Po ostatnim zdaniu rozdziału piątego: "Koniec części piątej i ostatniej" pojawiają się jeszcze dwa rozdziały, które bardziej przypominają jakieś notatki niż opowiadania.

Nie należę do "smakoszy" ;) nie znam się na literaturze, języku ... dlatego bardziej skupiam się na samej treści. Wiem jednak, że nie tylko treść świadczy o wartości dzieła. Właśnie dlatego nie chcę oceniać tej książki. Proponuję, żeby każdy sam przeczytał ją i wyrobił sobie swoje własne zdanie na jej temat.

Piękny, jesienny dzień

Niczego nie planowaliśmy, a weekend sam z siebie stał się tak przyjemny :)  Wczoraj obiado-kolacja: 2 blachy pizzy :) na nas dwoje (nie zjedliśmy wszystkiego, zostało trochę na śniadanie :) ) i czekolada na deser. Do tego film. Wiki szybko zasnęła, więc wieczór spokojnie spędziliśmy :) Taka chwila odpoczynku po tygodniu pracy zdecydowanie dobrze robi.


Dziś wstałam o 6,30 pozmywałam, pranie zrobiłam, popłakałam przy książce, powariowałam z Wiki w niepościelonym łóżku :) Jakoś tak wszystko spokojnie, nie w biegu jak zazwyczaj. Zakupy zostały na jutro, bo samochód u mechanika został. O obiedzie nie myślałam w ogóle, a co tam. 
Poszliśmy odwiedzić Babcię :) Wiki pobawiła się z kuzynami. Później poszliśmy na spacer.

Spacer bez wózka, bez chusty, po prostu nóżkami po ziemi :) Wiki z taką ochotą chodziła :) Oglądała kwiatki, goniła liście i gołębie. Cały czas uśmiechnięta :) szczęśliwa :) I ja też szczęśliwa, bo czego chcieć więcej :)

czwartek, 11 października 2012

"Wybrałam życie" Brygida Grysiak

Wybrałam życie - Brygida Grysiak
źródło: lubimyczytać.pl
Niedawno u Pauli usłyszałam o tej książce. Stwierdziłam, że to coś dla mnie. Ostatnio będąc w bibliotece zauważyłam, że książka stoi na półce i czeka na mnie ;) zabrałam do domu. Czytam sobie po troszeczku i łzy wylewam, i rozmyślam: czasem wydaje nam się, że jest tak źle, narzekamy, nie potrafimy cieszyć się tym co mamy, a tymczasem inni przeżywają prawdziwe tragedie :(

Co znaczy zmęczenie, brak czasu dla siebie, ... w porównaniu do sytuacji kiedy kobietę mąż tłucze za wszystko, czy sytuacji kiedy z braku pieniędzy ludzie podejmują decyzje o pozostawieniu dziecka w "oknie życia" ...

Warto czasem sięgnąć po tego typu książkę. Przeczytać. Zastanowić się nad własnym życiem, problemami. I docenić to co się ma. 

Jakby ktoś chciał recenzję to TU jest

wtorek, 9 października 2012

Sobie i Wam więcej czasu

Tak rzadko teraz mam czas przysiąść do pisania, że jak już mi się uda to nie wiem co pisać. 

Każdy dzień ucieka w takim samym rytmie. Pobudka o 5.00, żłobek, praca, gotowanie, jedzenie obiadu, chwila dla dziecka, kolacja, szykowanie kanapek, jakiś serial/film przy którym zazwyczaj zasypiam i pobudka o 5.00 ... Czasem chwila z książką w dłoni. Trochę więcej czasu jest w weekend, ale i tak za mało. Jak nadrobimy pranie, sprzątanie ... z tygodnia, to czasu na spacer czy inne przyjemności zazwyczaj zabraknie (może jakbym wstawała o 5.00 w sobotę/niedziele to byłoby lepiej, ale nieeeeeeee!!!! kocham spać, więc chociaż w weekendy muszę w łóżku trochę dłużej poleżakować :).

Wszystkim życzę WIĘCEJ CZASU :)



czwartek, 4 października 2012

czwartek, 27 września 2012

Tęsknię

Wiem, to śmieszne, biorąc pod uwagę, że mamy siebie na co dzień.

Jednak tęsknię. Czuję ciągły niedosyt Ciebie.

Chciałabym tu i teraz wtulić się w Twoje ramiona. Poczuć Twoje ciepło. Poczuć się bezpieczna. Poczuć, że jest dobrze i że może być tylko lepiej. 


... sny, myśli, ... pewnie to początek kolejnego, mojego "złego okresu". Ukryj mnie :*

poniedziałek, 24 września 2012

"To Ty"

Wiki wskazuje paluszkiem :) 

To jeszcze nie potwierdzone, ale jestem prawie pewna, że nie przypadkiem, zapytana o tatę wskazała Go paluszkiem :) :) :)

niedziela, 23 września 2012

Tekst poranka


"Jak się złościsz, to też Cię kocham, tylko z daleka, żeby nie oberwać"

Mąż do zmywającej żony, o poranku.

piątek, 21 września 2012

Autoterapia

Znalezione na starym, prywatnym blogu :) Zapis z 2009 roku, dotyczy mojego obecnego Męża, wówczas niedawno poznanego chłopaka :)


a to najważniejsze przecież, że JEMU się podobam :)

środa, 19 września 2012

Wymieniłabym skórę

Czasami łapię doła na punkcie swojego wyglądu. Znowu taki okres nastał :/ Nie mogę patrzeć w lustro :/ Jakbym mało miała kompleksów, to jeszcze ta pii... łuszczyca coraz bardziej i bardziej panoszy się na moim ciele :/ 

Spadek formy :/

Oby nasza Kruszynka nie odziedziczyła tego świństwa po mnie :(

wtorek, 18 września 2012

W domu

Dziś Wiki została w domu, a ja z nią.

Katar już nie taki przezroczysty, chrypka, odkaszlywanie. Co prawda w zasadzie tylko rano, ale do żłobka nie mogliśmy jej wysłać. Gorączki nie ma, ale widać, że jest trochę osłabiona, w ciągu dnia z cztery razy zasypiała. Do końca tygodnia Wiki ma wolne od żłobka. Jutro z samego rana pojedzie do babci i dziadka. Mam nadzieje, że nie da im za mocno popalić :) Co dalej? zobaczymy.

Kupiłam maść majerankową i krople Vibomil. Póki co to tyle. Oby choroba się nie rozwinęła.

poniedziałek, 17 września 2012

Brak czasu ...

... na czytanie, blogowanie, odpoczywanie, sprzątanie, ... na wszystko! Dosłownie na wszystko brakuje mi czasu! Muszę się jakoś ogarnąć.
A właściwie, to na wszystko chciałabym mieć tego czasu więcej, bo jednak po namyśle stwierdzam, że po trochu na wszystko tego czasu znajduję ;)

Wstaję o 5.00 padam czasem po 20.00.

Wiki rozwija zdolności dreptania na dwóch nóżkach, korzystając z moich nóg i rąk. Praktycznie dopóki nie pójdzie spać, ja nic zrobić nie mogę :) 
Nowe rzeczy, nowe sytuacje zaczynają ją bawić. Innej zabawy oczekuje od nas. Dziś rechotała się, burząc zbudowaną przeze mnie wierzę z buteleczek po witaminach :) 
W żłobku zachowuje się dobrze, za to po powrocie do domu jest już zmęczona i marudna, także daje wycisk nam. 
Znowu zaczęło się jej ulewać :( Zaczynam się tym martwić. I katar ciągle wraca :(

Wiki świadomie PRZYTULA SIĘ :) Dla tych co jeszcze nie mają dzieci, jeszcze tego nie przeżyli: TO JEST COŚ NIESAMOWITEGO!!! Niby nic, a tyle radości :) Jak zacznie do tego mówić "kocham Cię Mamo/Tato" to chyba pękniemy z dumy i radości :) Póki co, na okrągło wołamy do siebie: "Zobacz, zobacz ..." :) i pokazujemy sobie jak się przytula, jak się bawi, jak ...

Pozdrowienia dla wszystkich blogerek i blogerów :)

niedziela, 9 września 2012

W punktach

* Wiki ma już swojego amanta w żłobku :) 1,5 roczny Adaś chodzi za nią, daje jej smoczka, podsuwa zabawki ... :) Proszę jaki dżentelmen :) 

* Kolejny piątek z rzędu Wiki dostała kataru. Musiała zostać w domu, a ja z nią. Dziś jest już dobrze, więc jutro chyba pójdzie do żłobka. Mam nadzieje, że katar nie wróci. 
W sumie to z czwartku na piątek pojawiła się również gorączka, 38 stopni. Myśleliśmy, że to przeziębienie, ale następnego dnia gorączki nie było. Dziecko humor wyjątkowo dobry miało. Chyba ząbek górny w końcu się przekłuł :) a gorączka mu towarzyszyła.

* Mam zapalenie ucha środkowego :( Ehh to już trzeci raz w moim życiu. Ibuprom skutecznie zwalcza ból, więc nie jest źle. Mam nadzieje, że szybko przejdzie, bo nie mam zamiaru brać wolnego od pracy. Dopiero co wróciłam z wychowawczego, a już w piątek wolne bez wcześniejszego uprzedzenia wzięłam - to wystarczy. 

* Dla Wiki towarzystwo tylko mamy to zbyt mało. Jak byliśmy u moich rodziców to dziewczę nasze małe miało świetny humor - dopóki wszyscy byli w domu. Jak po przebudzeniu okazało się, że jest tylko ze mną, humor się pogorszył. Pojawili się inni domownicy - od razu humor wrócił :) 
Oj ta nasza mała córeczek to chyba nie będzie szara myszka jak mama :) Będzie duszą towarzystwa jak tata :)

wtorek, 4 września 2012

Pierwszy guz

Rośnie nam szalona dziewczyna !!! Odważna, nieostrożna, ... Dopiero nauczyła się wstawać, a już puszcza się i prawie biegiem rusza na przód. 

Guza jednak wcale nie w ten sposób zdobyła. Chciała zmienić pozycję z siedzącej na raczkującą czy coś w tym stylu i trafiła na nogę krzesła :/ Była w zasięgu rąk moich i Męża. Nie udało się złapać rozpędka naszego :/ 

Pytanie do mam z doświadczeniem: co zrobić, żeby nie było guza/siniaka?

Wiki rozwija się świetnie nie tylko motorycznie (chyba tak to się fachowo mówi?) ale także zaczyna powtarzać sylaby :) Ostatnio co jakiś czas słyszymy sylaby "bababa" "mamama" :) Podaje cześć :) choć nie wszystkim :) Ciągle głową kręci "NIE". Co rano załatwia się na nocnik :) Jak przychodzę po nią do żłobka, to zagląda mi w oczy, gdy tylko odwracam od niej wzrok :) 
Wiem, że to wszystko normalne u dzieci w jej wieku, ale mnie te normalności tak cieszą :) I strasznie cieszę się jak widzę ją radosną :) Dziś taka radosna była :) Śmiała się z byle czego w głos :)

Zawsze lubiłam dzieci. Podobały mi się takie fajne maluszki, z malutkimi rączkami i nóżkami, z bezzębnym uśmiechem, powolutku drepczące ... ale na swoje dziecko zupełnie inaczej się patrzy :) Radość ze wszystkich tych drobiazgów jest duuużo większa :) 

Serial "Lekarze" ibv Neo Retros

Znowu będzie wielotematycznie, ale jakoś tak się składa, że o wszystkim chcę opowiedzieć.

Obejrzeliśmy dziś pierwszy odcinek serialu "Lekarze", kręconego w Toruniu :) Fajnie ogląda się swoje miasto w filmie :) Dla mnie to coś nowego :) i choćby z tego względu serial ten będę starała się obejrzeć (na szczęście jest na TVN Player, więc nie będzie problemu).

Zaskoczyła mnie muzyka wykorzystana w serialu :) 
Jakiś czas temu pisałam, ze podobają mi się piosenki zespołu Neo Retros i tu właśnie ta niespodzianka :) Oglądamy serial i słyszymy The High Rise In The Sunshine Bardzo mi się podoba ta piosenka :)


Teraz do wieczora będę ją sobie pewnie mruczeć :)

poniedziałek, 3 września 2012

niedziela, 2 września 2012

Książka, film, odwiedziny i wszystko co mi na myśl przyjdzie

Z góry uprzedzam, że będzie wielotematycznie. 

*
 
Po pierwsze: Mąż mi dziś śmieszny film odtworzył :) tematyka eee ... taka jak w tytule :)


http://www.we-dwoje.pl/histeria;romantyczna;historia;wibratora,1,foto,66140.html

Opowiadać nie będę :) z pewnością nie jedna osoba już o tym pisała, jak ktoś zainteresowany streszczeniem w internecie na pewno coś się znajdzie ;)

 *

Oczarowana książką "Oskar i Pani Róża" wyruszyłam do biblioteki zapolować na kolejną książkę Schmitta. Okazało się, że w chwili obecnej, w bibliotece są tylko trzy książki tego autora. Z niezadowoleniem stwierdziłam, że tematyka taka religijna ("Dziecko Noego", "Moje Ewangelie", "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu") i prawie zrezygnowałam z wyboru którejkolwiek. Książeczki te są jednak bardzo cieniutkie więc ostatecznie wzięłam "Pan Ibrahim ..." :) i bardzo się z tego powodu cieszę :) 

http://mojerecenzjeksiazek.blogspot.com/2012/03/60-pan-ibrahim-i-kwiaty-koranu.html
Schmitt pisze świetnie :) krótko, śmiesznie i z przesłaniem :) Nie mogłam oprzeć się potrzebie dzielenia się przeczytanymi słowami :) co jakiś czas przesyłałam je do Męża :) Dwa krótkie, śmieszne cytaty umieszczę również i tutaj :)

"Wszystko, co ma narządy płciowe, w rejonie ulic Bleue, Papillon i Faubourg-Poissonniere, jest w stanie najwyższej gotowości. Kobiety chcą sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak ładna, jak się mówi; mężczyźni przestają  myśleć, intelekt wkręcił im się w zamek rozporka. Brigitte Bardot tutaj! Prawdziwa Brigitte Bardot!"

"- Panie Ibrahimie! Niech pan sobie wyobrazi, że jest pan na statku z żoną i z Brigitte Bardot. Statek tonie. Co pan robi?
- Zakładam, że moja żona umie pływać."

Nie będzie to moje ostatnie spotkanie z twórczością Schmitta :) 


*

Wracając z urlopu wstąpili do nas w odwiedziny znajomi z Piaseczna :) miło było porozmawiać trochę "oko w oko", a nie przez komunikator. Jednak kontaktu fizycznego nie da się niczym zastąpić. Szkoda, że widzieliśmy się tylko przez kilka godzin, ale dobre i to.

*

Ehh zgubiliśmy kartę bankomatową! Szok! Jakby nie wyjście ze znajomymi pewnie szukać zaczęłabym za jakieś kilka dni i wtedy to już kompletnie nie miałabym pojęcia co mogło się z tą kartą stać. Choć w sumie nie wiem co mi po tej wiedzy ;) Cóż karta zablokowana. Jutro czeka nas wizyta w banku. W ten sposób czas spędzony również nie będzie stracony :)

*
Wiki wstaje sobie przy wszystkim przy czym się da. Nie ważne czy to łóżko, przesuwający się taboret, czy noga mamy/taty. Właściwie nogi są chyba najlepsze do przytrzymania się. Powoli zaczyna już stawiać pierwsze kroczki przy łóżku :) Wydaje mi się, że w swych poczynaniach jest wyjatkowo odważna, nieostrożna i niepodobna do mnie :)

W łóżeczku nasza Kruszynka nie ma żadnego problemu z przewracaniem się z pozycji "na plecach" na brzuszek, nawet przez sen. Jak nieszczęśliwie wyląduje na plecach przy okazji zabawy na dywanie nie zmieni sama pozycji :) woli płakać,  wyciągać rączki i czekać na ratunek. 

Chyba niedługo przywitamy czwarty ząbek :) 3 zęby, obecnie już dość sporych rozmiarów, świetnie radzą sobie z gryzieniem :) 

*

W związku z powrotem do pracy prawdopodonie rzadziej będę wpadać do Was i pewnie mniej szczegółowo czytać Wasze notki :( Z góry przepraszam. Oczywiście będę się starać bywać jak najczęściej, ale nie dam rady wszystkiego przeczytać i wszędzie zostawić kometnarz. 

Lubię pisać na blogu, lubię czytać Wasze blogi, ale przede wszystkim mam Męża i dziecko :) i obowiązki i jest jeszcze mnóstwo rzeczy, które lubię robić :) Blog nie jest na szczycie "piramidy ważności", a ja nie potrafię gospodarować czasem tak, żeby starczało mi go na wszystko więc musi być tak jak będzie.


sobota, 1 września 2012

Dalej na przód

Od poniedziałku wracam do pracy na cały etat. Od poniedziałku Wiki będzie spędzać w żłobku ponad 8 godzin. 

Przygotowałam się do powrotu. Ostatnio byłam po kilka godzin dziennie w pracy, zorganizowałam sobie stanowisko pracy. Przy okazji zrobiłyśmy z koleżanką przemeblowanie. Podoba mi się nowe ustawienie.
Jestem trochę podekscytowana.
Dziwnie będzie znowu na tyle godzin wychodzić do pracy. Odzwyczaiłam się. Zapomniałam już jak to jest, odbierać masę telefonów typu "chcemy sprzedać pani ...", zbywać niechcianych rozmówców, obsługiwać klientów. Trzeba będzie się na nowo zaklimatyzować. 

Wiki starałam się również przygotować do mojego powrotu do pracy. Ma za sobą 2 tygodnie przyzwyczajania się do żłobka. Efekt: rano jak tylko wchodzimy do żłobka, spogląda na Panią i w płacz. Jednak nie jest źle. Po moim wyjściu szybko się uspokaja. Ogólnie podobno jest dobrze - tak mówią panie, które się nią zajmują. 
Wczoraj jak po nią przyszłam to na mój widok nie zaczęła płakać i wyciągać rąk, tylko spokojnie poczekała na rękach u Pani, aż spakuję jej rzeczy. Już nie zerkała nerwowo na drzwi wyjściowe. Wydawała się zadowolona. (Tym razem płakała druga Wiktoria - myślała, że to po nią mama przyszła :( )
Ciekawe jak będzie w poniedziałek, po dwóch dniach przerwy?

Bez względu na to jak będzie już jest wszystko postanowione: od poniedziałku wracam do pracy i trzeba się do tej sytuacji przyzwyczaić. Trzeba zamknąć dotychczasowy etap i wkroczyć w kolejny. 

wtorek, 28 sierpnia 2012

Marudna :(

Dziś Wiki była w żłobku od 7.00-13.00. Spała razem z dziećmi. Nie miała problemu z zaśnięciem, ale ogólnie była marudna, piszcząca, nie zjadała tak ładnie wszystkiego do końca jak zazwyczaj. 

Hmm nie jestem pewna, ale podejrzewam, że to nie tylko o pozostawanie w żłobku chodzi. Wydaje mi się, że kolejny ząbek chce się wydostać na światło dzienne. Chociaż z pewnością, Wiki tęskni. Dziś, jak ją odbierałam, przytulała się do mnie jak jeszcze nigdy dotąd. Z jednej strony cieszyłam się z tego tulenia, z drugiej przykro mi było, że musi za mną tęsknić :(

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

P.S. Kocham Cię

"P.S. Kocham Cię" Cecelia Ahern - czytaliście? 


http://www.poczytaj.pl/193388

a może oglądaliście film z Hilary Swank w roli głównej?

http://www.smh.com.au/news/film-reviews/ps-i-love-you/2007/12/26/1198345043704.html

a może i czytaliście i oglądaliście?

Książkę tę poleciła mi koleżanka z pracy. Trochę trwało zanim nadeszła jej kolej :) ale w końcu ją przeczytałam :) Pierwsze hmm może 20 stron i ryczałam jak głupia (Mąż był trochę zdezorientowany: poszła do wanny uśmiechnięta, a wróciła z czerwonymi oczami :)) I tak posuwając się coraz dalej z czytaniem, na przemian śmiałam się i płakałam. Książka bardzo przypadła mi do gustu. Na trudny temat, a właściwie o trudnym okresie życia głównej bohaterki, a jednak nie jakoś smętnie, a z humorem. Ślicznie napisana :)

Bardzo cieszyłam się, że powstał na podstawie "P.S. kocham Cię" film. Nie mogłam się doczekać, kiedy go obejrzę. Ciekawa byłam jak reżyser widział tę opowieść, jak ją przedstawił.  Chciałam jeszcze raz pośmiać się i popłakać, tym razem w towarzystwie Męża. 
Niestety na filmie bardzo się zawiodłam :( Zupełnie rozmijał się z moimi wyobrażeniami. Sama treść odbiegała bardzo mocno od książki. Tak śmieszny fragment książki, 30-te urodziny Holly zupełnie zmieniony. Zresztą nie będę wymieniać, wszystkie śmieszniejsze fragmenty, w filmie zostały przedstawione w smutny sposób. Książka była weselsza, pozytywniejsza i to było fajne. W filmie brakowało mi również tych emocji. Aktorka grająca Holly mi nie pasowała ... zdecydowanie się rozczarowałam. 
Być może jakbym najpierw obejrzała film, albo jakbym miała dłuższą przerwę między czytaniem i oglądaniem, może wówczas film wydałby mi się lepszy, doceniłabym go. Niestety jest jak jest. Film obejrzałam w zasadzie kilka dni po przeczytaniu książki i pozostało mi po nim uczucie niedosytu i rozczarowanie. 

Książkę bardzo polecam, filmu niestety nie. Chyba, że ktoś planuje zacząć od oglądania :) a skąńczyć na czytaniu.

***
 
P.S. Kocham Cię Mężu :*

piątek, 24 sierpnia 2012

Miało być o oszczędności czasu :)

Dziś coś z innej beczki. Przepis na oszczędność czasu zaczerpnięty z mojej ostatniej/bieżącej lektury:

"Włączył swoje małe radio i sprzątał dalej, sprawnie i szybko zaprowadzając zorganizowany, wojskowy ład, a jednocześnie planując, co będzie robił potem. Zwykle robił dwie lub trzy rzeczy naraz, to bardzo wypełniało czas i zarazem go oszczędzało. Kończył jedną pracę - i już mógł płynnie przechodzić do innej. Piętnaście lat praktyki. Teraz, sprzątając, mógł nawet nie myśleć o tym, co robi. Więc też nie myślał."

Małgorzata Musierowicz "Córka Robrojka"



Fakt, czasem też tak robię jak mam lepszy dzień, znaczy więcej ochoty do roboty :) I faktycznie jest to sposób skuteczny :)

źródło: internet

Postanowiłam przeczytać stojące na mojej półce książki Pani Musierowicz :) Może na taką lekturę już za późno, a może nie :) Stwierdziłam po prostu, że muszę wiedzieć w przyszłości co mogę polecić córce do przeczytania :) Kto wie, a może razem będziemy czytać :) Oj chciałabym mieć dla niej tyle czasu, cierpliwości, chęci żeby właśnie w ten sposób ( i między innymi w ten sposób) spędzać z nią czas.

Na chwilę obecną jakby mnie ktoś zapytał, jaką książkę mogę polecić młodej dziewczynie to wymieniłabym książkę Ireny Zarzyckiej "Dzikuska. Historia miłości". Pamiętam również, że seria książek o Emilce Lucy Maud Montgomery bardzo mi się podobała, ale tak po za tym to nic innego nie pamiętam.

Ja w dzieciństwie czytałam "Pan Samochodzik", "Piętnastoletni kapitan", "Wakacje z duchami", "Martin Eden" ... trochę mniej dziewczęce lektury :)

Może teraz nadrobię zaległości :)


Będzie lepiej?

Myślałam, że będzie coraz łatwiej, że Wiki będzie coraz bardziej zadowolona ... płakała, wyciągała do mnie swoje maleńkie rączki i patrzyła tak ... 

:'(  :'(  :'(  



Jak jej nie ma przy mnie, nie wiem czym się zająć. Nawet książki w księgarni nie były w stanie na dłużej mnie zatrzymać. Owszem zrobię to co muszę, ale ... 
W domu taka cisza :( Nikt nie ciągnie za nogawkę :( 


***

Przeczytałam w końcu "Sklepik z marzeniami" Kinga - długo to trwało. Książkę pożyczyłam jeszcze przed narodzinami Wiki :) A czytać zaczęłam hmm w marcu?! a może wcześniej? Fakt więcej to ta książka leżała na półce i mnie dręczyła swoim stanem "teraz czytam" niż faktycznie po nią sięgałam. Rezultat - jakoś za bardzo to ona mi się nie podobała, ale czego się spodziewać jak czyta się książkę w ten sposób: 3 strony - 3 dni przerwy, 1 rozdział - 5 dni przerwy, a potem przerwa z miesiąc albo dwa. Najlepsza książka znudzi się przy takim czytaniu.

Przeczytałam w końcu "Oskar i Pani Róża" Schmitta - śliczna :) Prosta,  z humorem na tak trudny temat, w fajnej formie listów ... Uśmiechałam się ze łzami w oczach. Tę książkę chciałabym mieć na swojej półce.


środa, 22 sierpnia 2012

Przedszkole/żłobek = trudne rozstanie matki z dzieckiem

W związku z tym, że od poniedziałku przyzwyczajamy Wiki do żłobka, i z tym, że oczywiście ja bardzo to przeżywam Słodko Gorzka przesłała mi na maila materiały z zajęć o  adaptacji dziecka. Bardzo Ci za to dziękuję Słodko Gorzka :) Jak czyta się ten materiał na spokojnie, wszystko wydaje się zupełnie oczywiste. Każda mama/tata tak rozumuje pewnie. Jednak kiedy w grę wchodzą emocje, rozum się wyłącza i ciężko jest racjonalnie myśleć. Dlatego postanowiłam zacytować je poniżej. Może ktoś oprócz mnie z nich skorzysta w tym ciężkim zarówno dla dziecka jak i jego rodziców czasie.

"1. Fakt pójścia dziecka do przedszkola muszą zaakceptować rodzice. Często rodzic bardziej przeżywa rozstanie, aniżeli dziecko i swoje lęki podświadomie przenosi na dziecko - maluch obserwując rodzica i widząc jego niepokój, sam odczuwa, że dzieje się coś złego.

2. Dziecko płacze, gdy trzeba się rozstać. Pożegnaj się z nim spokojnie i przede wszystkim bez pośpiechu. Nie przeciągaj pożegnania w szatni, pomóż dziecku rozebrać się, pocałuj je i wyjdź. 


3. Pozostawiając dziecko w przedszkolu, nie uciekaj ukradkiem odwracając jego uwagę, bo dziecko myśli, że je tu zostawiasz na zawsze i nie wrócisz po nie.
 
4. Nie strasz dziecka przedszkolem.

5. Nie bagatelizuj łez, nie ośmieszaj i nie pokazuj dzielnych dzieci, które przy rozstaniu nie płaczą - zawstydzasz je, poczuje się gorsze. Raczej przytul swoją pociechę i powiedz, że doskonale ją rozumiesz, że tobie też trudno się rozstać, ale za kilka godzin będziecie razem.

6. Jeżeli jest to możliwe, przez kilka pierwszych dni odbieraj dziecko już po 3-4 godzinach.

7. Niech odprowadza dziecko osoba, z którą jest ono mniej zżyte – rozstania będą łatwiejsze.

8. Nie zabieraj dziecka do domu, kiedy płacze przy rozstaniu. Jeśli zrobisz to, choć raz, będzie wiedziało, że łzami można wszystko wymusić.

9. Nie obiecuj, że jeśli pójdzie do przedszkola, to coś dostanie – jest to forma przekupywania.

10. Nie wymuszaj na dziecku, aby zaraz po przyjściu z przedszkola do domu opowiadało, co się wydarzyło w przedszkolu. To powoduje niepotrzebny stres.

11. Trzy i czterolatki nie potrzebują rówieśników do zabawy. Nie tłumacz dziecku, że powinno bawić się z innymi dziećmi. Zostaw je w spokoju. Jeśli na początku będzie układało klocki samotnie, nie przejmuj się tym, wkrótce odkryje przyjemność ze wspólnej zabawy.

12. Porozmawiaj z dzieckiem o potrzebie dzielenia się zabawkami, o miłym zachowaniu wobec kolegów. Nigdy nie zachęcaj, aby dziecko było agresywne. Nawet, jeśli kolega uderzy je łopatką w piaskownicy, nie doradzaj mu, żeby oddało. W ten sposób uczysz tylko agresji, a nie rozwiązania konfliktów.

13. Zawsze żegnaj i witaj swoje dziecko z uśmiechem.

14. Ciesz się i okazuj zadowolenie i cierpliwość, kiedy dziecko wykazuje samodzielność, wspieraj dziecko w samodzielnym radzeniu sobie z czynnościami samoobsługowymi.
Przedszkolne życie wymaga samodzielności, gdyż wychowawczyni nie jest w stanie zająć się wszystkimi dziećmi. Jednocześnie, jeżeli dziecko nie potrafi samo jeść, ubierać się, pomóż mu się tego nauczyć. Naucz je również cierpliwości i czekania na swoją kolej.

15. Konsekwentnie dotrzymuj danych dziecku obietnic, bądź słowny, np. jeśli umówimy się z dzieckiem, że zostanie odebrane po obiedzie, to pobyt w przedszkolu nie może przedłużyć się do podwieczorku.

16. Nie zamartwiaj się w domu, w pracy, jeśli rozstanie z dzieckiem było ciężkie, ponieważ zazwyczaj po wyjściu rodzica, dzieci bardzo szybko uspokajają się i zaczynają bawić. Jeśli czujesz niepokój, zadzwoń do przedszkola i porozmawiaj z nauczycielką o samopoczuciu dziecka.

17. Zapewnij dziecku ulubiony przedmiot lub zabawkę, które mogą mu dać poczucie bezpieczeństwa." 

Barbara Lauba


wtorek, 21 sierpnia 2012

Płacz dziecka

Matka pozna głos swojego dziecka nawet wśród tysiąca płaczących maluchów :(

Dziś jak wychodziłam ze żłobka, to Wiki nie płakała. Uśmiechnęła się do Pani, która wzięła ją na ręce. Miała dobry humor. Dałam buziaka i wyszłam. Za jakiś czas był moment, w którym płakała nie tylko Ona, lecz jej głosik z pewnością słyszałam. (Przestraszyła się? inne dziecko coś jej zrobiło? a może tylko zabawkę chciała tą samą co inne dziecko? Masa pytań! Strach! Bezsilność) Później znowu słyszałam jej płacz ... Na sam koniec to już tak się rozpłakała, że nie mogła jej Pani uspokoić - była zmęczona. Bardzo zmęczona. Jak wzięłam ją na ręce od razu ucichła, uspokoiła się moja Kruszynka. Pani stwierdziła, że było dobrze. Ciekawe czy jakby Wiki potrafiła mówić to samo by powiedziała :(

Znowu siedziałam na placu zabaw przed budynkiem. Bo gdzie na te 2 godziny mam iść. Do domu doszłabym i musiałabym wracać. Do sklepu nie opłaca się. Zresztą po co. 
Jutro pewnie też będę siedzieć na ławce pod oknem. Co prawda jutro Wiki na 3 godziny idzie, ale za to na 7.00 - to zbyt wcześnie, żeby do sklepu iść. Do domu hmm nie opłaca się. Lepiej poczytać książkę na ławce. Choć nie wiele przeczytanych słów do mnie dociera, ale to nie ważne.  
Ok przyznam się. Wolę na tej ławce siedzieć. Zawsze w razie co, w minutę będę mogła być przy Niej. 

Wiki jest bardzo zmęczona tą nową sytuacją. Wczoraj zasnęła mi w wózku, jak wracałyśmy do domu. Później spała 3 godziny. Dziś od razu po wejściu do mieszkania położyłam ją do łóżeczka, nie chciała leżeć. Usiadła i zaczęła się bawić Klaunem, za chwilę patrzę, śpi na siedząco, głową oparta o szczebelki łóżeczka :( Moje biedne Maleństwo :(

I mimo wszystko tak pięknie do mnie się uśmiecha. Nie jest na mnie zła za to, że ją tam zostawiam :'(

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Pierwsza godzina w żłobku

To była najdłuższa i najgorsza godzina w moim życiu :( 

Wiki ma za sobą pierwszą godzinę w żłobku. Chyba jej się nawet spodobało. Jednak jak ją zostawiałam strasznie płakała :( Słyszałam ją po wyjściu ze żłobka :( Słyszałam siedząc na ławeczce przed budynkiem, z książką w jednej dłoni i chusteczką w drugiej. 

Dość szybko nastała cisza, ale ja ciągle widziałam maleńką twarzyczkę zalaną łzami, z wyrzutem w oczach. Siedziałam nasłuchując. Niesamowite wyrzuty sumienia zaczęły mnie dręczyć. Wyrzuty nie dotyczące tylko tego, że zostawiam ją w żłobku, że tak wcześnie od siebie ją odrywam, że moje dziecko pewnie się boi. Wyrzuty, że jak miała ten okres 2-3 tygodni płaczu nocami, nie wiedziałam, nie czułam, że to głód, a nie kolka. Wyrzuty, że płacz mnie denerwuje, że za mało jej czasu poświęcam, że nie potrafię sprawić by zawsze była uśmiechnięta, wyrzuty ...

Szczęście, że Wiki chyba mimo moich obaw, całkiem dobrze w żłobku się czuła. Jak Ją odbierałam nie była zapłakana, nie była przestraszona. Zwyczajnie się zachowywała, nie marudziła więcej niż w domu o tej porze. Pani ze żłobka powiedziała, że całkiem nieźle jak na pierwszy raz się zachowywała, że nawet zaczęła się z dziećmi bawić. 

Jutro 2 godziny. Będzie ciężko. 
Mam nadzieje, że Wiki szybko się przyzwyczai. I że jej nie boli to tak jak mnie :(

piątek, 17 sierpnia 2012

Co tam u Wiki?

Wiki ma już 3 małe, białe ząbki :) i nie waha się ich użyć :) Kiedyś zachciało mi się, sprawdzić czy coś nie przykleiło się jej do podniebienia - następnym razem zastanowię się, czy aby na pewno nie ma innego sposobu niż wkładanie jej palca do buzi :) 

Lubi swój nocniczek, a szczególnie jego opróżnianie :) Już tradycją się stało, że zabieram ją do łazienki i pokazuję jak spuszczam wodę :) Toaleta w ogóle to bardzo interesujące miejsce :)

Wszędzie sobie wejdzie :) wszystko co zbyt nisko weźmie. Ostatnio fajną zabawą stało się przewracanie słoików z dżemem oraz wyrzucanie na podłogę namoczonych ubranek :) 

Niedawno nie potrafiła raczkować, nie potrafiła sama usiąść, a teraz szuka odpowiedniego miejsca, żeby podnieść się i przyjąć pozycję stojącą :) Pomimo tego, że chwieje się, próbuje z gracją stawiać kroczki (oczywiście podtrzymywana)

Swoim uśmiechem prowokuje ludzi na ulicy. Ciągle rozmawiam z obcymi, wszyscy się mnie pytają czy ona tak zawsze się śmieje :) 

Jest niesamowicie urocza :) nie wyobrażam sobie życia bez naszego Małego Skarba :) Kochamy ją tak jak nikogo na świecie.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Wygrałam "Konkurs z Merlinem" :)

Jakiś czas temu - haha dość często używam tego zwrotu :) ale co mam napisać, skoro faktycznie, jakiś czas temu się to wydarzyło? Więc niech będzie:

W połowie lipca, wzięłam udział w konkursie u Lena173. Zadaniem konkursowym było dokończenie zdania: "Książki są dla mnie ..." Moja odpowiedź brzmiała:



Podejrzewałam, że jak zwykle nie wygram. Jakoś nie mam szczęścia w konkursach, a jednak :) 
Nadrabiając zaległości w czytaniu blogów po powrocie z urlopu, zostałam mile zaskoczona :) Wygrałam książkę "Klug" :) Ogłaszam, że jest to moja PIERWSZA w życiu wygrana :)


Dziś pani ze spedycji mi ją dostarczyła :) 

Dotychczas nie miałam pojęcia, jak czuje się zwycięzca, obdarowany :) Dziś już wiem :) Niby nic wielkiego, tylko książka (a właściwie to AŻ KSIĄŻKA), a tyle radości :)  Pochwaliłam się Mężowi, pochwaliłam siostrze i teraz szybko skrobię posta, żeby i Wam się pochwalić :) 

Oli i księgarni Merlin chciałam bardzo podziękować :) Jak tyko dokończę dotychczas rozpoczęte książki, przeniosę się w świata przedstawiony przez jeszcze mi nieznanego Bajona :)

wtorek, 14 sierpnia 2012

Katarynka

Pamiętacie nowele "Katarynka" Bolesława Prusa? Przyznam się szczerze, że ja już ją zapomniałam, ale dzięki temu, że kiedyś ją przeczytałam wiem, że taki instrument istnieje. 



Wczoraj pierwszy raz w życiu miałam okazję zobaczyć i usłyszeć katarynkę :) Strasznie żałuję, że po pierwsze nie miałam aparatu, a po drugie bardzo się śpieszyłam. Mam cichą nadzieję, że Pan kataryniarz zatrzymał się w Toruniu na dłużej i dziś spotkam go podczas spaceru z Wiki :) Kto wie może i jakaś fotka wpadnie :)

Póki co zdjęcie z internetu :) 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Katarynka_%28instrument_muzyczny%29

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Ciasto

Dziś wpadną w odwiedziny moje koleżanki, takie jeszcze z podstawówki. Z tej okazji pierwsze co dziś zrobiłam (oczywiście po zrobieniu kanapek dla Męża i nakarmieniu dziecka) to ciasto. Zagniotłam drożdżówkę i już pięknie pachnie z piekarnika. Przed wyjściem do pracy Mąż zapytał:
- Co robisz?
- ciasto
- dlaczego?
- bo koleżanki przyjdą. 

Nie jestem przekonana, czy On chciał mi powiedzieć to, co do mnie owej chwili dotarło, ale usłyszałam przy okazji tej rozmowy wewnętrzny głos: "A kiedy ostatnio zrobiłaś ciasto dla Męża? Tak bez specjalnej okazji, zwyczajnie dla Męża?"

Właśnie :( Ehh straszna jestem. Muszę się zacząć bardziej starać.

sobota, 11 sierpnia 2012

Rady dla Wenusjanek - 5

6 . Przestań używać słów mógłbyś/możesz

Nam kobietom zwrot "czy mógłbyś/możesz ..." wydaje się grzeczniejszy, delikatniejszy od przykładowo "Czy to zrobisz". Jednak zwrot ten nie przedstawia prośby/życzenia lecz jest pytaniem, mającym na celu uzyskanie odpowiedzi. Zwroty "czy mógłbyś", "czy możesz" drażnią Mężczyzn. 
Zamiast mówić "Czy mógłbyś wynieść śmieci?" powiedz "Wyniesiesz śmieci?" dzięki temu odniesiesz lepszy rezultat :)

7. Prośby wypowiadaj:
  • wprost,
  • bądź zwięzła,
  • używaj zwrotów: "Czy zrobisz?", "Zrób proszę"

***

Z mojej strony to by było na tyle. Wspomniane przeze mnie rady zostały w książce szeroko opisane, przedstawiono również wiele przykładów, wskazano sposób postępowania.  Poruszonych zostało jeszcze wiele innych  tematów: kłótnie i sposoby ich unikania, cykle uczuciowe mężczyzny i kobiety, zdobywanie punktów u partnera, listy miłosne i wiele innych. Książkę, po mimo, że to poradnik, czyta się z wielką przyjemnością, właściwie połyka się :)



piątek, 10 sierpnia 2012

Przytulanie

Wystarczyło przytulić mnie. Wystarczyło, że usłyszałam "rozumiem" i głośno powiedziałam jak się we mnie buzuje. Przeszło :) 

Nawet Wiki chyba dziś wyczuła, że musi się postarać, żeby mi humor poprawić :) Była wyjątkowo grzeczna i tak niezwykle urocza :)

Wkurza mnie myślenie o wszystkim

Nie nadaję się na żonę i matkę, bo wkurza mnie to, że muszę myśleć o wszystkich i o wszystkim :/  
"." tyle brakuje żebym wybuchła :/

Zwalmy na NPM

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rady dla Wenusjanek - 4

"Mężczyźni walczą o prawo do wolności, a kobiety o prawo do niepokoju. Mężczyznom potrzeba przestrzeni, kobietom zrozumienia."

5. Staraj się zaspokoić podstawowe potrzeby emocjonalne swojego Mężczyzny. 


Każdy człowiek potrzebuje wszystkich 12-tu przejawów miłości, jednak Mężczyzna w pierwszej kolejności potrzebuje zaspokojenia innych potrzeb niż kobieta. Podstawowymi potrzebami emocjonalnymi Mężczyzny są: zaufanie, akceptacja, docenianie, podziw, aprobata, zachęta. Spełnienie tych 6-ciu potrzeb pozwala wpełni przyjmować i doceniać inne przejawy miłości.