ceneo

piątek, 26 lipca 2013

Około Wikusiowe sprawy

Pisałam jakiś czas temu, że Wiki ma rozwolnienie, niestety nadal jej nie przeszło. Męczy ją od 14.07.13, czyli już drugi tydzień. Byliśmy u 3 lekarzy, każda Pani, która ją badała nie widziała potrzeby zrobienia choćby badań moczu. 
Ostatnio popularne są jelitówki, więc wszyscy z góry zakładają, że to właśnie to. Tymczasem Wiki z rozwolnieniem, była w żłobku przez dwa dni i żadne dziecko się nie zaraziło. My przebywamy z Nią na co dzień i zdrowi jesteśmy. Babcia i kuzyn Wiki mieli jednodniowe problemy jelitowe, ale prawdopodobnie z innego powodu. Jutro jeszcze dowiem się, dokładnie jak oni się czują, ale z tego co starszy kuzyn opowiadał wynika, że już im przeszło. 
Dziś rano Wiki przyjęła czwartą dawkę nowego (drogiego, ale podobno bardzo skutecznego) leku. Siedzę z Nią w domu i strasznie liczę na poprawę. Korzystając z okazji, że jestem w domu,  przejdziemy się, poszukamy sklepu zielarskiego i kupimy suszone jagody. Agnesto pisała, że pomagają, moja kuzynka również tak mówiła, więc i tego spróbujemy. Dopytam się tylko, czy z obecnie przyjmowanym lekiem mogę podawać Małej napar z jagód, ale podejrzewam, że można.

Tak poza tą biegunką to wszystko jest ok :) Wiki w gabinecie lekarskim, jest przykładnie grzecznym dzieckiem, nie wierci się, nie wyrywa, jak ją kładą to leży, jak każą buzie otworzyć, to otwiera. Ślicznie się uśmiecha, okazuje zainteresowanie dosłownie wszystkim, gada sobie coś po swojemu, albo podśpiewuje. Widząc takie roześmiane, pełne energii dziecko, aż ciężko uwierzyć, że jest chore - może dlatego lekarze, nie traktują nas poważnie?

Do żłobka oczywiście Wiki nie chodzi, więc pilnuje Jej kto może. Ostatnie dwa dni spędziła u dziadków na wsi. Trzeba przyznać, że tam jej dobrze. Kurki, kotki, piesek, truskawki, maliny, poziomki, ogórki, marchewka, pietruszka, buraczki, kapusta, a nad nią białe motylki, piaskownica, samochody, traktor i wreszcie rzecz niesamowicie ważna taczka :) Dzieje się tam tyle rzeczy, że nudzić się nie można. To z dziadziem można posiedzieć, obserwować jak przebiera ogórki. To z babcią iść na spacer. To z ciocią iść do kurek. To z drugą ciocią szukać malin. To pomagać wrzucać ogórki do wiadra. To taczką się przejechać, posiedzieć w piaskownicy, pobawić z kotem, ... I ta przestrzeń ! I przede wszystkim nie w domu, tylko na świeżym powietrzu!

11 komentarzy :

  1. Ojej, nie wiem, jak pomóc. Trzymam kciuki, żeby napar z jagód pomógł !

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, bo po co robić badania... Większość lekarzy bagatelizuje nasze słowa, a później okazuje się, że jakieś paskudztwo się do nas przypałętało i można było tego uniknąć jakby wcześniej lekarz zainterweniował.
    Nawet taki głupi przykład u mnie. Tyłam nie wiadomo z jakiego powodu. Ćwiczyłam, zdrowe odżywianie- tyłam. Później doszły tabletki odchudzające, diety oczyszczające- tyłam. Wyglądałam naprawdę źle. Lekarze (w Opolu- studiowałam tam położnictwo i moim mieście)co? Nie żryj tyle... i nie chcieli wierzyć, że nie jem. Po tym wszystkim się poddałam i faktycznie zaczęłam żreć. Jak nie jem i tyję, to przynajmniej się nażrę, bo i tak przytyję. Byłam już naprawdę duża, kiedy mamuśka wpadła na genialny pomysł- sprawdzenia poziomy TSH. Zrobiłam badania, poszłam do endokrynologa. I co? Też zbagatelizował mój wynik (mieścił się w granicach normy). Dalsze tycie. W końcu w Poznaniu poszłam do dietetyka. Pani dietetyk spojrzała na moje wyniki i powiedziała, że nic dziwnego, że tak tyję skoro mam nieleczoną niedoczynność tarczycy. Jak jej powiedziałam, że u endokrynologa byłam i nic mi nie powiedział, to załamała ręce. Po moich wynikach od razu było widać, że jest poziom wzrostowy i trzeba było działać. Dopiero wtedy poszłam do endokrynologa w Poznaniu. Dostałam tabletki i w końcu waga zaczęła spadać. Powoli, bo powoli, ale spada :)
    Takich właśnie mamy lekarzy....

    Trzymam kciuki, żeby to nie było nic poważnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez mam ten problem ale badania niby wyszly w normie wiec sama nie wiem :(

      Usuń
  3. Jagody pomoga na pewno. Ja mam w sloiczku z cukrem, suszy sie tez troche. Może Ci podeśle sloiczek :) wszystko zawiedzie, daj znak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, takie jagody typu dżem/mus/świeże gotowane działają odwrotnie niż napar z suszu - z tego, co słyszałam.

      Może to kwestia czegoś, co Wiki je, że tak to wpływa na stan kupy, że tak to ujmę. Elwi na przykład jak się obje owoców to też, za przeproszeniem, na rzadko robi.

      Zdrówka życzę.
      Aga/Agnesto niezalogowana, bo w pracy ;-)

      Usuń
    2. Jak zaczęła się ta biegunka to przeanalizowałam co Wiki jadła i nie było nic co by mogło jej zaszkodzić, nic nowego. Później to na diecie była. Teraz już je wszystko, ale z umiarem. Więc to nie kwestia jedzenia.

      Jagody suszone kupiłam, można je z lekarstwem łączyć, więc jutro może jej zrobię napar, a może już nie będzie potrzeby :)

      Dziś (do tej pory) tylko jedna, "względna" kupa :)

      Usuń
  4. A może jakiś pasożyt wywołuje tę biegunkę?
    O jagodach również czytałam, że maja rewelacyjne właściwości.
    W każdym razie uściskaj córeczkę i życz jej ode mnie mnóstwo zdrówka, a dla Ciebie wysyłam masę cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pijcie dużo wody :-) i zdrowia życzę!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo mi miło, że odwiedziłaś/eś mojego bloga :) jeszcze milej mi będzie jak zostawisz kilka słów komentarza :) Zapraszam do kolejnych odwiedzin :)