ceneo

środa, 3 października 2018

"Burka w Nepalu nazywa się sari" E. Stępczak - Znak Literanova

Burka to rodzaj nakrycia głowy, które odsłania tylko oczy odzianej w nią kobiety. Słowo to kojarzy się chyba nam wszystkim ze zdominowanymi pod każdym względem, kobietami islamu. Jenak nie tylko one są dyskryminowane. Nie tylko ciemne materiały okrywające muzułmanki, kryją ich krzywdę. Barwne, piękne sari, na równi z burką skrywa uciemiężenie kobiet. 


czwartek, 13 września 2018

"Montessori dla każdego. Samodzielnie odkryj świat" M. Ceremuga - Znak Emotikon

Leży przede mną dużych rozmiarów księga zadań. W jej tytule pojawia się słowo Montessori. Słowo to już nie raz obiło mi się o uszy i wiem, że wiąże się ono z metodą wychowawczą, ale jakoś nigdy wcześniej nie zgłębiłam tematu. Książkę "Montessori dla każdego. Samodzielnie odkryj świat" przyjęłam do recenzji właśnie dlatego, że byłam ciekawa jak wygląda wychowanie i nauka według zaleceń Marii Montessori, ale również dlatego, że bardzo lubię moim dzieciom podsuwać różnego rodzaju książki z zadaniami. Ta księga zadań okazała się wyjątkowa, nie tylko ze względu na swój rozmiar :)


czwartek, 2 sierpnia 2018

"W zdrowym ciele zdrowy mózg" A. Hansen - Znak

Ostatnio z bieganiem u mnie licho. To czasu brak, to deszcz, to znowu upał. Tymczasem w oko, wpadła mi książka, która do standardowych argumentów przemawiających za bieganiem, dorzuca kolejne, chyba jeszcze ważniejsze. 

książka, w zdrowym ciele zdrowy mózg, recenzja, spis treści,

"W zdrowym ciele zdrowy mózg" to książka, która pokazuje jak ważna dla naszego mózgu jest aktywność fizyczna. Regularny trening według autora książki, pozytywnie wpływa na naszą zdolność radzenia sobie ze stresem. Po pierwsze trening uczy organizm, by nie reagował, aż tak silnie na stres. Po drugie dzięki wszelkiej aktywności fizycznej, płat czołowy odpowiedzialny za racjonalne podejście do problemu wywołującego stres, zostaje lepiej dotleniony, a dzięki  temu lepiej działa i w dłuższej perspektywie czasu zwiększa swą objętość. Każda aktywność fizyczna, a szczególnie ta podnosząca tętno, ma również świetny wpływ na koncentrację, poprawę pamięci i kreatywność. Wykazano, że aktywność fizyczna ma pozytywny wpływ na zdolność do uczenia się dzieci oraz na funkcjonowanie osób chorych na ADHD. Nie będę się rozpisywała na ten temat, bo to wszystko, o czym wspomniałam jest dokładnie wyjaśnione w książce. Znajdziecie w niej również wiele ciekawych przykładów z życia znanych, sławnych osób oraz tych, o których bynajmniej ja do tej pory nie słyszałam. Wszystko o czym traktuje ta pozycja zdecydowanie trafia do mnie i tylko potwierdza, że warto biegać, czy też uprawiać inną formę aktywności. Ponadto muszę wspomnieć, że książka "W zdrowym ciele zdrowy mózg" jest wydana w bardzo miłej dla oka formie :) Choć to książka dla dorosłych i do tego na poważny temat, nie brak w niej kolorów, cytatów, wyróżnień, dzięki czemu zdecydowanie przyjemnie się ją czyta. Polecam ją wszystkim. Na prawdę warto zgłębić temat i być świadomym, co tracimy prowadząc "siedzący" tryb życia, a co możemy zyskać znajdując choćby 2 razy w tygodniu po pół godziny na bieganie, czy choćby spacer.

książka, w zdrowym ciele zdrowy mózg, recenzja, spis treści,

książka, w zdrowym ciele zdrowy mózg, recenzja, spis treści,

książka, w zdrowym ciele zdrowy mózg, recenzja, spis treści,


"W zdrowym ciele zdrowy mózg"
Anders Hansen
Wydawnictwo Znak 
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 256








Za egzemplarz książki dziękuję

 

wtorek, 26 czerwca 2018

"Momo nie lubi podróży" B. Sadowska - Znak

Wakacje dla niektórych już się rozpoczęły, inni (np. nasza Wiki) zakończenie roku ma dopiero przed sobą. Nie mniej już chyba wszyscy czują pewien luz i podekscytowanie zbliżającym się wolnym czasem :) Czasem urlopów, który sprzyja podróżom i również czytaniu. My nasz pierwszy wakacyjny wypad mamy już za sobą. Spędziliśmy weekend u dobrych znajomych :) w domku w lesie. Cisza, spokój, śpiew ptaków i łoś spacerujący nocą tuż za ogrodzeniem :D Bajka. W takie miejsca koniecznie trzeba zabrać ze sobą książki. Ja tym razem ze swoimi lekturami niestety nie trafiłam, ale za to dzieci poznały Momo, którego zdecydowanie polubiły :) 

poniedziałek, 28 maja 2018

Sesja fotograficzna naszych dziewczynek

Trochę czasu już minęło, emocje opadły, a ja nadal nie mogę się napatrzeć na fotki naszych córek. Zarówno Wiki jak i Hania wyszły na nich jak prawdziwe modelki :) Są po prostu piękne :) Oczywiście, to że są śliczne, to nie zasługa fotografa ;)  Jednak trzeba przyznać, że dobry fotograf w przeciwieństwie do mnie, czy każdego innego amatora, potrafi piękno uchwycić :) Ileż ja zdjęć robię dziewczynkom, a jak chcę wybrać to jedno do wywołania ... to zawsze jest problem :D A to rozmazane, to mina nie taka, to włosy rozczochrane ...


Sesja fotograficzna Wiktorii i Hani nie była planowana. Pewnego dnia, wyjeżdżając z Torunia do rodziców, zerknęłam na fb, a tam kolega fotograf, pyta kto chce zdjęcie :D Fotogeniczna nie jestem, więc się nie zgłosiłam, ale od razu pomyślałam o córkach :) I tak spontanicznie jakoś wyszło, że się umówiliśmy, a efekty sami oceńcie.


Fotografii, które Wam prezentuję, nie można porównać z fotkami Wiki z przedszkola i zerówki, gdzie zazwyczaj wklejona jest w jakieś odpowiednie do pory roku, czy też okresu świątecznego tło, a minę często ma niewyraźną. Wiadomo jak wygląda taka sesja zdjęciowa w szkole: pstryk i kolejny, pstryk i kolejny ;) Idzie taśmowo, a efekty są mało zadowalające. Wiesiu wraz ze swoją żoną Iwonką są profesjonalistami. Zarówno fotografia dziecięca jak i fotografia noworodkowa nie jest im obca. Mają doświadczenie i wiedzą, że aby uzyskać dobre efekty i zadowolić klientów, trzeba poświęcić im wystarczająco dużo czasu. Nasza sesja trwała chyba ze dwie godziny, a dziewczynki w tym czasie nie siedziały sztywno na wskazanym taborecie. One bawiły się w modelki :)


Hania jest jeszcze mała i dzięki temu naturalna w swych uśmiechach, więc nie bałam się o to jak wyjdzie, ale o to, żeby usiedziała choć chwilę w miejscu. Wiki natomiast jest w takim wieku, że lubi pozować, ale miny robi sztuczne :D Obawiałam się, że zostaną one uwiecznione. Zupełnie niepotrzebnie. Iwonka i Wiesiu poradzili sobie i ze sztucznością starszej i niecierpliwością młodszej modelki, zadbali również o to, by się im nie nudziło i by były zadowolone :) Oni po prostu mają dobre podejście do dzieci. Ze studia wszyscy wyszliśmy zadowoleni :)


Jeśli mieszkacie w Toruniu, albo w okolicy i chcielibyście uchwycić okres wyczekiwania na dziecko na zdjęciach, z pewnością zainteresuje Was sesja ciążowa. Wiesław Ochotny wraz z żoną uszczęśliwili wielu przyszłych rodziców uwieczniając ten niezapomniany dla każdej pary okres. Jak już wspominam najważniejsze w życiu chwile, to należy napisać, że nie tylko fotografia ciążowa jest specjalnością Wiesia i Iwonki. Fotografia ślubna była chyba dla nich pierwsza :) Robią zdjęcia narzeczonym, Młodej Parze tuż przed ślubem, podczas ceremonii ślubnej oraz na weselu. Są profesjonalistami, którzy kiedy trzeba nie rzucają się w oczy, ale w razie potrzeby służą radą :) Na sesje plenerowe jeżdżą w zwiększonym składzie, tak by nie zabrakło rąk do obsługi sprzętu i oczu do wyłapywania istotnych detali. Nie brakuje im pomysłów na oryginalne ujęcia, ani potrzebnego doświadczenia.


Wiesław i Iwona Ochotny z All in White Photography uwiecznią również chrzty, komunie oraz inne ważne momenty w życiu rodziny. Nie jest im obca fotografia portretowa oraz akty. Gdy ich poznacie z pewnością będziecie do nich wracać, bo oprócz profesjonalizmu i świetnego sprzętu gwarantują zaangażowanie, dużą ilość czasu tylko dla was oraz to, że w ich towarzystwie poczujecie się swobodnie, a być może nawet zostaniecie przyjaciółmi :)

sobota, 26 maja 2018

Dzień Matki

Radość z tego, że jestem - to laurka od Hani. Śniadanie do łóżka, laurki, serduszko i świecznik - od Wiki. A potem Ich doping na Parkrun :) :) :)



środa, 9 maja 2018

Waga się utrzymuje :)

Kolejne dwa tygodnie minęły. Nie mogę powiedzieć, żebym omijała słodycze i grillowane kiełbaski z daleka ;) ale na szczęście waga nadal pokazuje 53 kg. Jeśli chodzi o ćwiczenia ... to te na mięśnie brzucha jakoś mi nie idą. Nie ma co tu się tłumaczyć brakiem czasu. Jakbym chciała to te kilka minut wieczorem przed spaniem bym wygospodarowała. To zwykłe lenistwo, że ich nie robię. 



Z bieganiem jest lepiej. Ostatnio zaczęłam zwracać uwagę na swój czas i już dwie soboty z rzędu uczestniczyłam w Parkrun Toruń. Za pierwszym razem jak biegłam, to miałam wrażenie, że jestem gdzieś na szarym końcu :D a jak dzieci mnie wyprzedziły, to w ogóle kiepsko się poczułam :) Na szczęście po tym biegu dostaje się statystyki, a te mówią, że wcale źle nie jest :) W pierwszym biegu byłam 12 kobietą na mecie, a w drugim 7 kobietą. Czas ok 25 min na 5 km. Natomiast 10 km biegu "samotnego" zrobiłam w 58 min. Jak dla mnie to są naprawdę dobre rezultaty :) Mam nadzieję, że uda mi się przebiegać bez kontuzji całe lato i jesień :)

A teraz zupełnie nie na temat :) Minął dłuuugi, ale to naprawdę dłuuugi weekend i muszę przyznać, że w końcu się wyspałam. I nawet z ulgą wróciłam do normalności :) Bo tak to już jest, że jak człowiek się wysypia, to robota gromadzi się ... :) Jak człowiek "imprezuje", to roboty jeszcze przybywa :) Także dobrze jest wrócić do wstawania o 6.00 :D

środa, 25 kwietnia 2018

Pójdzie Hania do przedszkola :)


Listy dzieci zakwalifikowanych do przedszkola zostały wywieszone :) Mimo moich obaw, obie dziewczyny dostały się tam gdzie chciałam. Od września Hania pójdzie do przedszkola :) a Wiki do pierwszej klasy :) Ja natomiast będę mogła zacząć myśleć o pracy ... na pół etatu przykładowo :D

Spadek aktywności

Tak jak przewidywałam. Karnet na siłownię się skończył i moja aktywność spadła. Przez minione dwa tygodnie 3 razy biegałam, z raz byłam pojeździć rowerem i dwa razy robiłam ćwiczenia na mięśnie brzucha ... Przytyć jeszcze nie przytyłam, ale biorąc pod uwagę to, że zaczął się sezon grillowy :) i ogólnie ciężko mi się ograniczać w jedzeniu, to przyszłość widzę GRUBO. Chyba, że się jakoś ogarnę znowu :) 

czwartek, 19 kwietnia 2018

Ubezpieczenie PZU przez internet

Z roku na rok coraz częściej załatwiam różnorakie sprawy przez internet. Zamawiam książki, kasuję bilety, robię zakupy. W ubiegłym roku po raz pierwszy zawarłam również ubezpieczenie PZU przez internet. I przyznam, że już przy tej opcji zostanę :) Po co jechać do oddziału PZU, skoro bez wychodzenia z domu, bez czekania w kolejkach, w odpowiadającym mi czasie, mogę to samo zrobić przez internet.


środa, 18 kwietnia 2018

"Nie wszystko stracone" Danielle Steel - Między Słowami

Ostatnio mniej czasu spędzam z książką w dłoniach. Odmawiam sobie tej przyjemności, by móc rozwinąć się w innym kierunku :) Nie mniej przed świętami uległam pokusie i przyjęłam propozycję zrecenzowania najnowszej książki Danielle Steel. Nie przeczytałam zbyt wielu jej dzieł, jednak te które miałam okazję poznać, podobały mi się i dobrze je wspominam. Po zapoznaniu się z opisem książki "Nie wszystko stracone" tym razem również spodziewałam się dobrej i lekkiej lektury. 


niedziela, 15 kwietnia 2018

Słów kilka

Powinnam iść już spać :) ale wiecie co, stwierdziłam, że brakuje mi takiego pisania jak dawniej ... o wszystkim i o niczym. Tak więc zostawię dziś kilka słów na blogu :D 

?
?
?

Wprawę straciłam :D nie wiem od czego zacząć. Nie wiem jak złożyć zdania, by nie było zbyt szczegółowo, a jednocześnie na tyle dużo, bym zadowolona była :D 

z Mamy ogródka

czwartek, 12 kwietnia 2018

Zadowalające efekty :D i słów kilka o witaminie C

Opuściłam jeden wpis podsumowujący efekty moich ćwiczeń, ale ćwiczyć nie przestałam :D Skończył mi się karnet na siłownię, więc teraz biegam po okolicy i robię ćwiczenia na mięśnie brzucha w domu z aplikacjami, które sobie ściągnęłam na komórkę. Zaczęłam również łykać witaminę C, która pomaga w spalaniu tkanki tłuszczowej. Także działam nadal :D 


piątek, 23 marca 2018

"UNF*CK YOURSELF. NAPRAW SIĘ!" G. J. Bishop - recenzja - Insignis

Pisałam jakiś czas temu o tym, że los mi zesłał książkę "UNF*CK YOURSELF. NAPRAW SIĘ!" :) Wiem jak to brzmi, ale podtrzymuję swoje zdanie. Ta książka trafiła do mnie po prostu w odpowiednim momencie. W ubiegłym roku pewnie bym na nią nawet nie spojrzała, ale od stycznia sytuacja w moim życiu się zmieniła. Zaczęłam wprowadzać zmiany, a czytając tę książkę tylko się upewniłam, że to dobry wybór i odpowiedni moment. Na początek postanowiłam zadbać o swoją kondycję i sylwetkę. Schudłam już 5 kg, ale świadoma jestem, że 3 miesiące ćwiczeń to dopiero początek. Przede mną stoi trudne zadanie: utrzymać wagę! I tu też przydadzą się rady autora książki. Ale do rzeczy. 

UNF*CK YOURSELF. NAPRAW SIĘ!; recenzja, spis treści; Bishop; Insignis
KUP KSIĄŻKĘ

piątek, 16 marca 2018

Dalsze postępy

Kolejne dwa tygodnie i jest znowu poprawa :D pisać nie mam czasu więc dziś wykorzystam instagrama do zaprezentowania czasu minionego od poprzedniego wpisu :D

28.02.18


2.03.18


5.03.18 eee nie mam nic wrzuconego na IG, ale na siłowni chyba byłam :) 

7.03.18

a zakwasy do soboty miałam :D

9.03.18


11.03.18


12.03.18


14.03.18




I na koniec podsumowanie


Także nie jest źle :D Z ćwiczeniami lepiej, z dietą trochę gorzej, ale ogólnie i tak lepiej niż w grudniu było :D

Życzę wszystkim zrzucającym kilogramy wytrwałości :)

środa, 28 lutego 2018

Tym razem waga była dla mnie łaskawa ;)

Zmiany idą w dobrym kierunku :D Mam na myśli póki co wagę :) Na początku roku, kiedy postanowiłam zabrać się za zrzucanie kilogramów zaplanowałam ważyć się i mierzyć co 2 tygodnie i póki co udaje mi się tego założenia trzymać. Myślę, że dwutygodniowe odstępy są dobre :) Z jednej strony już widać jakąś różnicę, a z drugiej strony jest ta dodatkowa motywacja, że za kilka dni wejdę na wagę i ... no właśnie jak się objem, to będzie to widać ;) 

Poprzednio jak pisałam trochę byłam zawiedziona, bo moja waga nie spadła pomimo ćwiczeń i ograniczeń w jedzeniu. Tym razem jestem zadowolona :) Sami zerknijcie w moją tabelkę :) 


Nie muszę już dużo chudnąć :) ale brzuch nadal wymaga sporo pracy. Niemniej już teraz jak wciągnę go, to widzę, że mam tam jakieś mięśnie ;) Obym tylko wytrwała, a będzie dobrze :D Przyznam, że jesteście moją mocną motywacją. Jak pomyślę sobie, że inni dali radę zrzucić dużo więcej ode mnie i trwają w dobrej wadze, to od razu nastawiam się na to, że i ja muszę dać radę. Z ćwiczeniami jest nadal nieźle, choć oczywiście miewam gorsze dni, kiedy mniej mi się chce iść na siłownię, ale jak na razie bez konkretnych powodów nie rezygnuję z ćwiczeń. Staram się w zgodzie z moim pierwotnymi założeniami chodzić trzy razy w tygodniu na dwie godziny na siłownię i zazwyczaj się to udaje. Z siłowni jak na razie zrezygnowałam tylko dlatego, że musiałam się przygotować do sesji zdjęciowej Wiki i Hani, no i wcześniej ze względu na Walentynki :) Ćwiczę też brzuszki w domu, w te dni, kiedy nie chodzę na siłownię, może nie każdego dnia, jednak każdy brzuszek więcej, to ładniejszy brzuch, prawda ;) ?

Na siłownię ostatnio częściej po południu wychodzę, bo jak do 23.00 siedziałam, to zmęczenie następnego dnia bywało zbyt duże ...

Gorzej jest z dietą :) Ostatnio po 2 godzinach ćwiczeń wpadłam do sklepu, zrobiłam zakupy i jeszcze na przystanku autobusowym wciągnęłam batona, wafel ryżowy i jabłko ... na szczęście to jabłko mnie zapchało. Ogólnie stwierdzam, że dobre, słodkie jabłka potrafią trochę wygłuszyć moją potrzebę zjedzenia czegoś dobrego. Ale była też ostatnio i pizza i paluszki i a coś słodkiego zdarza się często ... Coraz częściej też dojadam ZNOWU po córkach ... A to nie zmierza w dobrą stronę. Ja uwielbiam jeść i wiem, że jak zjem kawałek czekolady to przed kolejnym się nie powstrzymam, także najbardziej się obawiam tego, że wrócę do obżerania się :( 


Czekam na książkę, która ma mnie zmotywować do pozytywniejszego nastawienia się w kwestii zmian :D Trochę to głupie, ale serio mam nadzieję, że się naczytam i to mi trochę pomoże :D Wyczytałam też w internecie o dobrodziejstwach witaminy C, o tym, że jest największym wrogiem tłuszczu, także cytryna coraz częściej trafia do mojej butelki z wodą, zaczynam też łykać witaminę C, no i nastawiam się na większą ilość owoców i warzyw, żeby to C było jak najbardziej naturalne :D Za dietę taką typowo w kierunku minimalizowania łuszczycy jeszcze się nie wzięłam, ale zrobię to :D 


A co u Was słychać? Planujecie jakieś zmiany? A może właśnie je wprowadzacie? Jeśli tak, życzę Wam wytrwałości :D i dążenia do celu, nawet małymi kroczkami, ale w dobrym kierunku :D

wtorek, 20 lutego 2018

Los mi zsyła "Unf*uck Yourself. Napraw się" Gary’ego Johna Bishopa

Wczorajszy dzień był w pewien sposób niesamowity :) 

Spotkałam się z Iloną z bloga Codzienność Mamy i Nauczanki i zaskoczył mnie pewien e-mail :D  Mam wrażenie, że los mnie wspiera :D i tym razem będzie mi dane wprowadzić w życie zaplanowane zmiany :D 

Dzięki Ilonie, nie zjadłam kuszącej babeczki :D, a ten mail zaskoczył mnie ... dopasowaniem swojej  zawartości do moich obecnych potrzeb, w związku ze zmianami jakie zaczęłam wprowadzać w swoim życiu. Wyobraźcie sobie, że 28 lutego nakładem Wydawnictwa Insignis ukaże się książka „Unf*uck Yourself. Napraw się” Gary’ego Johna Bishopa. 




Przeczytałam jej fragment (Was również do tego zachęcam, a znajdziecie go TU) i okazuje się, że to jest właśnie to, czego potrzebuję. Zmiana sposobu myślenia :)

Autor książki "Unf*uck Yourself. Napraw się" twierdzi, że jeśli nauczymy się przedstawiać swoje problemy bardziej optymistycznie, zobaczymy świat z nowej, lepszej perspektywy. Dlatego powinniśmy potrenować i zmienić słowa toczącego się w nas dialogu wewnętrznego. 

Coś w tym musi być :D Spójrzcie na mój poprzedni wpis. Jak kształtują się moje myśli? NEGATYWNIE!  Schudłam tylko dwa kilogramy, zrezygnowałam z tylu pyszności ... Przeczytam tę książkę i wypróbuję zaprezentowane przez Gary’ego Johna Bishopa metody. Kto wie, może nauczę się widzieć szklankę do połowy pełną ;) zmienię swoje myślenie, a dzięki temu osiągnę w końcu sukces :D

"Im częściej powtarzasz, jakie coś jest trudne, tym trudniejsze będzie ci się to wydawać" 

Swoją drogą, moja Mama też tak mówiła, jak marudziłam, że to czego mam się nauczyć jest głupie i niepotrzebne i nie wchodzi do głowy :) Ale kto by słuchał mamy ;) 



Już niedługo zabiorę się za lekturę książki, a potem napiszę co o niej sądzę. Czy i Was zainteresowała ta pozycja? Jeśli ją przeczytacie, wróćcie do tego wpisu i podzielcie się ze mną i innymi czytelnikami swoją opinią :) Czekam na Was :D

piątek, 16 lutego 2018

Ostatni moment na zmiany

Mamy już 2018 rok :) Wiki poszła do zerówki. Hania ma już skończone dwa lata i chcielibyśmy, żeby we wrześniu poszła do przedszkola. Także ten rok jest moim ostatnim rokiem urlopu wychowawczego. Wiadomo, że jak już wrócę do pracy, czasu będę miała zdecydowanie mniej. Dlatego postanowiłam wykorzystać pozostały mi czas i wprowadzić w swoim życiu zmiany. Po pierwsze schudnąć, po drugie łuszczycę podejść od innej strony, po trzecie odświeżyć wiedzę. 

Zacznę od końca - tak będzie szybciej ;)
Zabrałam się za czytanie fachowej literatury, ale coś mi czasu na to brak, więc do tego punktu, to przyłożę się w drugiej połowie roku. Rozglądałam się również w internecie i znalazłam na gruponie kurs, który mnie interesuje. Myślę, że go wykupię bliżej końca wychowawczego, żeby szukając pracy być na bieżąco ze zmianami. Muszę ogarnąć inne tematy, zanim zacznę poważnie się do tego zabierać i nastawić się odpowiednio psychicznie :D

Pod koniec 2017 roku łuszczyca dała mi się strasznie we znaki, także w grudniu wróciłam do jedzenia ostropestu. Oczywiście efekty jak za każdym razem są świetne, ale nie stałe. Jestem przekonana, że pomogłaby zmiana sposobu żywienia. Jednak jest mi bardzo trudno zmienić swoje nawyki żywieniowe. Jako dziecko byłam niejadkiem, teraz za to nadrabiam. Uwielbiam jeść :) Oczywiście jeść nie to, co jest dla mnie odpowiednie. Póki co, staram się przede wszystkim więcej pić i pić herbaty ziołowe, a nie herbatę czarną. Wynalazłam też w internecie książkę "Odżywianie w łuszczycy. Wpływ diety na stan skóry" Magdaleny Kurzyp, myślę, że się w nią zaopatrzę i stopniowo zacznę stosować zawarte w niej wskazówki.

Książka dostępna w sprzedaży, znajdziecie ją TU

I na koniec wpisu, to czym zajęłam się na początku :D
Schudnąć podobno można jeśli tylko się chce ;) Tak więc od stycznia ograniczam się z jedzeniem i chodzę na siłownię. Nie mogę powiedzieć, żebym zrezygnowała całkowicie ze słodyczy, ale ilościowo na prawdę mocno się ograniczyłam z jedzeniem i to nie tylko słodkości i przekąsek, ale ogólnie wszystkich posiłków. Na siłownię chodzę 3 razy w tygodniu, na dwie godziny. Za każdym razem staram się spędzić godzinę na  bieżni, czy to biegając, czy też chodząc. Zawsze też robię ćwiczenia na mięśnie brzucha. Dodatkowo maszyny i co środę zajęcia "TBC + brzuch". Efekty niestety mnie nie zadowalają. Chciałabym, żeby waga spadała i spadała ... W pierwszych dwóch tygodniach schudłam 2 kg, potem waga się zatrzymała. Niby wiem, że szybko, łatwo i przyjemnie to się tyje, a nie odwrotnie, ale mimo wszystko ... minęło już 1,5 miesiąca. W internecie piszą, że "najlepiej chudnąć 0,5 - 1 kg tygodniowo", a ja nawet tego minimum nie schudłam. Mierzę się, z nadzieją, że jak nie kg, to cm mnie podniosą na duchu, ale nie mam pewności, czy zawsze w tym samym miejscu się zmierzyłam. Zresztą  wystarczy, że miara trochę się zawinie i ten cm to naleci.  Według moich zapisków od 03 stycznia straciłam 7 cm w brzuchu i 4 cm w biodrach. W brzuchu mniej, bo w końcu nie chodzę ciągle z pełnym, rozepchanym żołądkiem ;) I tak prawdę mówiąc to właśnie o ten mój brzuch najbardziej mi chodzi. Po dwóch ciążach i dwóch cesarkach wygląda jak ... nie napiszę jak, bo może właśnie ciasteczko jecie, albo śniadanie :D Jak znowu będę miała płaski brzuch, wcięcie w tali, to przestanie mnie interesować ile ważę :D 

Piszę tu na blogu o moich planach, a w szczególności o odchudzaniu, licząc na wsparcie z Waszej strony. I na to, że jak już stracę resztki zapału (który już przygasa) "kopniecie mnie w tyłek" i każecie wziąć się do roboty. Na siłownię póki mam karnet będę chodzić. Potem przerzucę się na bieganie po lesie i okolicy. Problem mam jednak z dietą. Kusi mnie wszystko. Dzieci marudzą, nie dojadają, więc kusi mnie by po nich kończyć. Mąż o 22.30 robi sobie tościki z serem i szynką, które tak smakowicie pachną ... Siostra po siłowni,  zajeżdża pod Mc'Donaldsa ... Na samą myśl ślinka mi zaczyna cieknąć ... Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Wczoraj miałam ochotę delikatnie mówiąc dać już sobie spokój z tą dietą.

Co dwa tygodnie będę się ważyć, mierzyć i pisać jakie są efekty. Liczę na to, że zajrzycie i napiszecie mi choć krótko "walcz" :) A może też próbujecie zrzucić kilka kg? biegacie? ćwiczycie  na siłowni? Macie dla mnie jakieś rady? Gdzie mam szukać swojej silnej woli?