ceneo

piątek, 16 lutego 2018

Ostatni moment na zmiany

Mamy już 2018 rok :) Wiki poszła do zerówki. Hania ma już skończone dwa lata i chcielibyśmy, żeby we wrześniu poszła do przedszkola. Także ten rok jest moim ostatnim rokiem urlopu wychowawczego. Wiadomo, że jak już wrócę do pracy, czasu będę miała zdecydowanie mniej. Dlatego postanowiłam wykorzystać pozostały mi czas i wprowadzić w swoim życiu zmiany. Po pierwsze schudnąć, po drugie łuszczycę podejść od innej strony, po trzecie odświeżyć wiedzę. 

Zacznę od końca - tak będzie szybciej ;)
Zabrałam się za czytanie fachowej literatury, ale coś mi czasu na to brak, więc do tego punktu, to przyłożę się w drugiej połowie roku. Rozglądałam się również w internecie i znalazłam na gruponie kurs, który mnie interesuje. Myślę, że go wykupię bliżej końca wychowawczego, żeby szukając pracy być na bieżąco ze zmianami. Muszę ogarnąć inne tematy, zanim zacznę poważnie się do tego zabierać i nastawić się odpowiednio psychicznie :D

Pod koniec 2017 roku łuszczyca dała mi się strasznie we znaki, także w grudniu wróciłam do jedzenia ostropestu. Oczywiście efekty jak za każdym razem są świetne, ale nie stałe. Jestem przekonana, że pomogłaby zmiana sposobu żywienia. Jednak jest mi bardzo trudno zmienić swoje nawyki żywieniowe. Jako dziecko byłam niejadkiem, teraz za to nadrabiam. Uwielbiam jeść :) Oczywiście jeść nie to, co jest dla mnie odpowiednie. Póki co, staram się przede wszystkim więcej pić i pić herbaty ziołowe, a nie herbatę czarną. Wynalazłam też w internecie książkę "Odżywianie w łuszczycy. Wpływ diety na stan skóry" Magdaleny Kurzyp, myślę, że się w nią zaopatrzę i stopniowo zacznę stosować zawarte w niej wskazówki.

Książka dostępna w sprzedaży, znajdziecie ją TU

I na koniec wpisu, to czym zajęłam się na początku :D
Schudnąć podobno można jeśli tylko się chce ;) Tak więc od stycznia ograniczam się z jedzeniem i chodzę na siłownię. Nie mogę powiedzieć, żebym zrezygnowała całkowicie ze słodyczy, ale ilościowo na prawdę mocno się ograniczyłam z jedzeniem i to nie tylko słodkości i przekąsek, ale ogólnie wszystkich posiłków. Na siłownię chodzę 3 razy w tygodniu, na dwie godziny. Za każdym razem staram się spędzić godzinę na  bieżni, czy to biegając, czy też chodząc. Zawsze też robię ćwiczenia na mięśnie brzucha. Dodatkowo maszyny i co środę zajęcia "TBC + brzuch". Efekty niestety mnie nie zadowalają. Chciałabym, żeby waga spadała i spadała ... W pierwszych dwóch tygodniach schudłam 2 kg, potem waga się zatrzymała. Niby wiem, że szybko, łatwo i przyjemnie to się tyje, a nie odwrotnie, ale mimo wszystko ... minęło już 1,5 miesiąca. W internecie piszą, że "najlepiej chudnąć 0,5 - 1 kg tygodniowo", a ja nawet tego minimum nie schudłam. Mierzę się, z nadzieją, że jak nie kg, to cm mnie podniosą na duchu, ale nie mam pewności, czy zawsze w tym samym miejscu się zmierzyłam. Zresztą  wystarczy, że miara trochę się zawinie i ten cm to naleci.  Według moich zapisków od 03 stycznia straciłam 7 cm w brzuchu i 4 cm w biodrach. W brzuchu mniej, bo w końcu nie chodzę ciągle z pełnym, rozepchanym żołądkiem ;) I tak prawdę mówiąc to właśnie o ten mój brzuch najbardziej mi chodzi. Po dwóch ciążach i dwóch cesarkach wygląda jak ... nie napiszę jak, bo może właśnie ciasteczko jecie, albo śniadanie :D Jak znowu będę miała płaski brzuch, wcięcie w tali, to przestanie mnie interesować ile ważę :D 

Piszę tu na blogu o moich planach, a w szczególności o odchudzaniu, licząc na wsparcie z Waszej strony. I na to, że jak już stracę resztki zapału (który już przygasa) "kopniecie mnie w tyłek" i każecie wziąć się do roboty. Na siłownię póki mam karnet będę chodzić. Potem przerzucę się na bieganie po lesie i okolicy. Problem mam jednak z dietą. Kusi mnie wszystko. Dzieci marudzą, nie dojadają, więc kusi mnie by po nich kończyć. Mąż o 22.30 robi sobie tościki z serem i szynką, które tak smakowicie pachną ... Siostra po siłowni,  zajeżdża pod Mc'Donaldsa ... Na samą myśl ślinka mi zaczyna cieknąć ... Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Wczoraj miałam ochotę delikatnie mówiąc dać już sobie spokój z tą dietą.

Co dwa tygodnie będę się ważyć, mierzyć i pisać jakie są efekty. Liczę na to, że zajrzycie i napiszecie mi choć krótko "walcz" :) A może też próbujecie zrzucić kilka kg? biegacie? ćwiczycie  na siłowni? Macie dla mnie jakieś rady? Gdzie mam szukać swojej silnej woli?

11 komentarzy :

  1. Siły woli szukaj w tym,że robisz to dla siebie, dobrej kondycji i zdrowia. Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Ula. Kibicuję ci we wszystkim :) Książkę znam, mam w domku i polecam. Natomiast co do odchudzania - powiem ze swojego doświadczenia. Polecam Ci wizytę u dietetyczki. Dobra, doświadczona skomponuje dietę pod kątem redukcji masy ciała i zdrowotną - także pod kątem łuszczycy. Pamiętasz nasze spotkanie w Toruniu? Od tamtego czasu jest mnie o 28 kilo mniej :) Wszystko to zasługa właśnie zdrowej diety, zbilansowanej, którą ułożyła dla mnie dietetyczka. Samymi ćwiczeniami efektu o jaki ci chodzi nie osiągniesz. Schudłam 3 lata temu, całkowicie zmieniłam nawyki żywieniowe, nie tyję, od roku chodzę na zajęcia cross fit. Trzymam kciuki za Twoje plany, bo kierunek jest bardzo dobry :) Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 28 kg !!! Super, gratulacje :)
      A wraz ze zmianą żywienia, łuszczyca odpuściła Ci trochę?

      Usuń
    2. Ula, ja od jakiegoś czasu jestem kwalifikowana do leczenia biologicznego, które przynosi doskonałe rezultaty kiedy przyjmuje lek. Po odstawieniu leczenia (taka procedura) choroba wraca, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu, od kiedy właśnie schudłam i przede wszystkim inaczej się odżywiam.

      Usuń
  3. Ja przymusowo musiałam przejść na dietę i sporo straciłam na wadze. Doskonale rozumiem jak to jest, jak Ty nie możesz, a reszta rodziny je :)) Trzymaj się, Ulka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chociaż jestem w tej komfortowej sytuacji, że "nie muszę" :D Też się trzymaj i zdrówka życzę

      Usuń
  4. Ja też powinnam zabrać się za siebie i iść w końcu na siłownię, ale... nie mam na to czasu :( W tygodniu wychodzę z domu po 5 i wracam najwcześniej przed 18, a wiadomo, że domowych obowiązków jest cała masa :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Kasiu jak to wygląda. Dlatego dla mnie to też ostatni moment, potem na pewno nie znajdę czasu na siłownie.

      Usuń
  5. Najważniejsza jest pozytywna motywacja, cierpliwość i systematyczność. Tak ogólnie, jeśli chodzi o postanowienia, bo w kwestii diet mam zerowe doświadczenie ;)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie właśnie ogólnie jest problem z systematycznością i wytrwałością :) Ale staram się tym razem bardzo :)

      Usuń

Bardzo mi miło, że odwiedziłaś/eś mojego bloga :) jeszcze milej mi będzie jak zostawisz kilka słów komentarza :) Zapraszam do kolejnych odwiedzin :)