ceneo

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Noc koszmarów

Dzisiejsza noc była długa i męcząca. Najpierw sen z główną bohaterką wielu moich mało przyjemnych snów. Tego opowiadać nie będę, bo pamiętać nie chcę. Wspomnę tylko, że tym razem rzucał się w oczy czarny kolor jej włosów. Myśl o tym, że jestem gorsza, że wszystko co tak wspaniale się układa, całe moje /nasze szczęście może prysnąć - pozostała i nadal mi towarzyszy :(

Drugi sen był wyjątkowo przerażający. Wyjmuję ości i zjadam ryby - jakieś takie duże, a ja je pożeram. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że ryba którą w tej chwili pozbawiłam kręgosłupa żyje. Zanim zdążyłam ją wyrzucić z przerażenia, ona owinęła mi się wokół ręki i zacisnęła zęby na mojej dłoni. [jakiś przeskok] Budzę się rano ze świadomością, że mój mąż był pogryziony i  wg mnie niezbyt dobrze opatrzony przez lekarza. Oglądam go, a z ran wyrastają w szybkim tempie białe, przypominające słonie, kły. Być może były to olbrzymie ości, w każdym razie wyrastały mojemu ukochanemu na plecach i klatce piersiowej. Wiem, że muszę uciekać, ratować dzieci [były w tym samym pomieszczeniu chyba dzieci, nie wiem czyje]. Zamykam jedne drzwi, dobiegam do kolejnych, a mój mąż przemieniony w potwora goni mnie. Odwracam się, a on patrzy na mnie olbrzymimi czarnymi oczami. 

Na szczęście w tej chwili Mąż obudził mnie, boję się myśleć co dalej mogłoby się wydarzyć. 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Bardzo mi miło, że odwiedziłaś/eś mojego bloga :) jeszcze milej mi będzie jak zostawisz kilka słów komentarza :) Zapraszam do kolejnych odwiedzin :)