ceneo

niedziela, 23 marca 2014

Ekscytujący dzień i pora na parasol :)

Dziś są urodziny Prababci Wiki. Samochód niestety mamy tylko 5 osobowy, więc wszyscy razem jechać nie mogliśmy. Dziś do Prababci pojechała Babcia i kuzyn Wiki, a ja z Małą pojechałyśmy pociągiem do moich rodziców i sióstr.

Wiki uwielbia pociągi :) więc radość była niesamowita :) Namachała się rączkami, naskakała z radości, wykrzyknęła słowo "tutu" chyba z milion razy :) trochę swojej radości użyczyła wszystkim na około :) a na koniec padła :) 


Ale od początku. Na pociąg poszłyśmy piechotą - jak dla Kruszynki to dość długi odcinek drogi (ok 1 km). Potem kilka minut jazdy pociągiem i kilka minut samochodem (Babcia z Dziadziem przyjechali po nas :)) i dotarliśmy na miejsce. U rodziny chwilę posiedzieliśmy - znaczy ja posiedziałam, Wiki pobiegała raczej ;) Herbatka, ciasteczko ... I Ciocia z Babcią odwiozły nas znowu na pociąg. Wsiadłyśmy do pierwszego wagonu, z widokiem na pana "kierowcę" :) To 4 pociąg, którym Wiki miała okazję jechać, więc poczuła się strasznie dorosła i postanowiła bez trzymanki, i nie daj Boże podtrzymywania mamy, na środku wagonu stać. Cóż nie miałam wyboru, parasol oparłam gdzie się dało i też stanęłam na środku odpowiednio daleko, ale i wystarczająco blisko by rzucić się na ratunek. Właśnie parasol. Parasol (taki męski, ciężki) pożyczyłyśmy od Dziadzia, bo zaczęło padać. Wiki spodobał się bardzo ten parasol i postanowiła w drodze powrotnej z pkp do domu nieść go "sama". Tak więc Ona od dołu parasol trzymała, ja od góry - z ręką wyprostowaną na wysokości ramienia. Wiki całą drogę bez maluśkiego kawałka szła z tym parasolem, a w domu złapała focha, bo dalej chciała go nosić, a ja odstawiłam go do wanny. Wiecie jak to jest jak dziecko ma focha :) O rozbieraniu nie było mowy, więc zostawiłam ją w łazience, przy tym parasolu i poszłam sama się rozebrać z mokrych ubrań. Jak wróciłam po córcię, zastałam komiczny widok :) W ramach protestu, Wiki położyła się na ziemi, pod głowę podłożyła sobie stopień i poduszkę i tak sobie zasnęła :) 

trasa z domu na dworzec pkp

Trochę mi to nie pasowała, bo przecież kąpiel ... ale z drugiej strony, Wiki była tak zmęczona, że udało mi się ją rozebrać, położyć do naszego łóżka, i uwaga OBCIĄĆ PAZNOKCIE U RĄK I NÓG! :) Pierwszy raz w życiu obcięłam dziecku wszystkie paznokcie za jednym razem :) Więc jak tu się nie cieszyć :) Mam nadzieję, że nasza Kruszynka prześpi całą noc, bo jutro wraca po przerwie chorobowej znowu do żłobka i musimy rano wstać.

Bym zapomniała. Muszę córci kupić jakiś mały, zgrabny, leciutki i pewnie różowy parasol :) 

To się wygadałam, a teraz lecę sałatkę warzywną zrobić :) Miłego wieczoru :)

3 komentarze :

  1. Fajna niedziela była :) Szkoda tylko, że tak się rozpadało i nie mogłyśmy na podwórku się pobawic. Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. o! a Maksiu jeszcze nie jechał pociągiem :D na razie tylko oglądaliśmy pociągi na stacji ;)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo mi miło, że odwiedziłaś/eś mojego bloga :) jeszcze milej mi będzie jak zostawisz kilka słów komentarza :) Zapraszam do kolejnych odwiedzin :)