ceneo

niedziela, 30 czerwca 2013

Gołąbki tradycyjne - wersja nr 1

Uwielbiam gołąbki - oczywiście jeść. Uwielbiam gołąbki, ale nie takie szybkie z kapustą zszatkowaną w mięso. Tylko takie jak babcia czy mama robiły. Takie przy których dużo roboty niestety jest. Z powodu tej roboty zbyt często gołąbków nie robię, ale jak już robię to porcję na dwa obiady co najmniej :) Także dziś i jutro objadamy się gołąbkami :)

Składniki:
główka białej kapusty,
50 dag mięsa mielonego,
3/4 szklanki ryżu, 
cebula,
jajko,
przyprawy,

Sos:
cebula,
masło,
koncentrat pomidorowy,
bulion,
śmietana,
mąka,
przyprawy,

 W pierwszej kolejności trzeba rozprawić się z kapustą. Wycinamy z niej głąb - u mnie zrobił to Mąż :) jak widać wyszło mu idealnie :) 


Następnie kapustę zanurzamy w gotującej się wodzie i chwilę ją podgotowujemy. Ja po włożeniu kapusty do garnka, w otwór po głąbie wlałam  jeszcze wrzątek z czajnika. Po tym zabiegu zaczęłam pokolei ściągać liście, aż do samego końca.

Po przestudzeniu liści należy z każdego ściąć zgrubienie, tak żeby łatwiej było je zwinąć.

Przygotowujemy farsz: Ryż gotujemy w osolonej wodzie, cebulkę kroimy w kostkę i szklimy na oleju. Dokładnie mieszamy mięso mielone, ryż, cebulkę, jajko. Przyprawiamy do smaku. 

Tak przygotowany farsz nakładamy łyżką na liść, zaginamy górę liścia, a później boki i ciasno zwijamy. 


 Przygotowane gołąbki układamy w naczyniu żaroodpornym, na warstwie liści zbyt małych do zwinięcia i zalewamy sosem:

Cebulkę kroimy w kosteczkę, szklimy na maśle, dodajemy do niej koncentrat pomidorowy, a po chwili bulion. Zagotowujemy i zabielamy. Oczywiście przyprawiamy do smaku.  Przygotowanym sosem zalewamy gołąbki i przykrywamy je pozostałymi liśćmi. 

Dusimy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni ok 1,5 godziny.


sobota, 29 czerwca 2013

Wypowiedzenie umowy z Klubem Malucha


Toruń 28.06.2013




Yllla
87-100 Toruń
ul. xyz

Klub Malucha
“X”
87-100 Toruń
ul. xxx




ROZWIĄZANIE  UMOWY Z KLUBEM MALUCHA


Z dniem 28.06.2013 roku składam wypowiedzenie umowy zawartej 29.05.2012 roku w Toruniu, pomiędzy Yllla, a Klubem Malucha “X” z zachowaniem dwumiesięcznego okresu wypowiedzenia, który upłynie  31.08.2013 roku.





 …............................................. 
                     Yllla




Tak więc wypowiedzenie trafiło do rąk właścicielki żłobka. Już nie ma odwrotu.

piątek, 28 czerwca 2013

Kołderka, poduszka dla niemowlaka firmy Feretti

Ostatnio wśród moich znajomych przybyło ciężarówek :) Trochę z ich powodu oraz z myślą o wszystkich przyszłych mamach, które powoli zaczynają gromadzić wyprawkę dla swojego maleństwa, i szukają pewnych informacji w internecie,  chciałabym dziś kilka słów napisać o kołderce i poduszce, która jest z nami od samego początku, czyli ponad 1,5 roku. 

Trzeba przyznać, że ja idąc do sklepu po wyprawkę dla naszej córeczki, nie wiedziałam właściwie czego potrzebuję. To znaczy wiedziałam, że ubranka, materac, kołderkę ... ale nie miałam pojęcia jakie firmy mają dobre produkty. Zdałam się na instynkt i panie w sklepie :) 

Na szczęście nie mogę narzekać. Kołderkę i poduszkę firmy Feretti doradziła nam Pani pracująca w sklepie, do którego wybraliśmy się na większe zakupy. Obiecywała, że jak wezmę tę, to pomimo iż jest ona droższa od innych będę bardzo zadowolona. Sprawdziło się. Jestem zadowolona :)


 Wiadomo jak to jest przy małych dzieciach. To się im uleje, to pieluszka przecieknie, to znowu zwymiotują. U nas pierwsze i ostatnie zdarzało się najczęściej. Wiki bardzo długo ulewało się, a podczas choroby (kaszlu) często zdarzało się, że Mała wymiotowała. Także kołderkę i poduszkę przez te 1,5 roku prałam wielokrotnie. Wygląda ona jednak ciągle jak nowa :) Nic nam się nie pozbijało, wypełnienie jest rozłożone równomiernie, tak samo jak w chwili zakupu. Jest puszysta :) Poduszka od początku była płaska, ale takie są wskazane dla dziecka.


Na powyższym zdjęciu widzicie metki, trochę sprane jednak można odczytać co jest na nich napisane. Czerpiąc z informacji zamieszczonych na stronie www.feretti.pl opiszę w skrócie co najważniejsze:

Ingeo - to rodzaj włókien uzyskiwanych z ziaren kukurydzy, zastosowanych w wypełnieniu kołderek, które wpływają na utrzymanie stałej temperatury podczas snu. Charakteryzują się one lepszym przenikaniem wilgoci niż pozostałe rodzaje włókiem. Dzięki tym właściwościom organizm dziecka nie ulegnie przegrzaniu. 

Purista -  to obróbka, która ma na celu zapobieganie rozwojowi bakterii i mikroorganizmów oraz zapewnienie dłuższej świeżości produktu. Materiały poddane tej obróbce są w pełni hipoalergiczne.


Fakt, od kołderki nie czuć żadnego przykrego zapachu. Wiki nie poci się pod nią, a nakrywałam ją nawet ostatnio, jak była chłodniejsza noc. 

Z tego zakupu jestem bardzo zadowolona i spokojnie mogę go polecić. Ta sama Pani w sklepie doradziła nam również materac do łóżeczka, też świetny. Może kiedyś napiszę o nim, tylko muszę ustalić co to za firma, bo nie ma metki :)

czwartek, 27 czerwca 2013

"Basia i podróż" Zofia Stanecka - EGMONT - recenzja

Wydawnictwo: Egmont Polska
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-237-7603-1
Ilość stron: 24
Kategoria: literatura dziecięca







"Basia i podróż" to historia małej dziewczynki, która wraz z mamą i rodzeństwem wyruszyła w długą podróż. Od samego początku prześladował ich pech. Nie obyło się bez awarii samochodu. Jak skończyła się  ta wyprawa? Oczywiście dobrze :) ale przygód nie zabrakło.


Zbliża się okres wakacyjny, a więc część rodzin gdzieś wyjedzie. Książeczka o Basi pomoże przygotować dziecko do podróży. Po jej lekturze warto z dzieckiem porozmawiać, o tym jak nie wolno się zachowywać. Można razem zastanowić się nad tym, jak zapobiec nudzie podczas długiej podróży.


Książeczka jest pouczająca nie tylko dla dzieci, ale również dla rodziców. Przypomina o tym, że nawet jak jesteśmy zdenerwowani, musimy panować nad tym co mówimy. Dzieci słuchają i zapamiętują wszystkie brzydkie słowa, a potem powtarzają.


"Basia i podróż" to pierwsza i z pewnością nie ostatnia książeczka z serii o Basi, którą przeczytałam z Wiki. Inne tomy poruszają takie tematy jak: przedszkole, nowe dziecko w rodzinie, pieniądze, słodycze, pieluchy ...


Za książkę dziękuję wydawnictwu


środa, 26 czerwca 2013

Łóżko dla dziecka



Nie mogę doczekać się momentu kiedy zamieszkamy w nowym mieszkaniu. Dziś znowu przeglądamy strony z meblami :) Przeglądamy to znaczy ja i Wiki :) I znowu łóżeczka w pierwszej kolejności:

Wiki spodobało się to:

http://www.e-sciany.pl/zdjecia-scian/2884,pomysl-na-lozko-dla-dzieci/15271,pomysl-na-lozko-dla-dzieci
Takie też by jej pasowało :) szczególnie ta zjeżdżalnia :) 

http://www.wnetrza.webzine.pl/lozka-pietrowe-dla-dzieci-4/
Fajne i jedno i drugie i wiele innych :) Niestety, jak już będziemy kupować łóżko, to takie z którego Wiki będzie mogła trochę dłużej korzystać, więc nie będzie to łóżko-pies, ani łóżko ze zjeżdżalnią (takie to nie wiem, czy w ogóle by się zmieściło w jej przyszłym pokoiku) Będzie raczej coś tego rodzaju:

http://domtrendy.pl/lozka-pietrowe-2/
albo coś jeszcze prostszego.

Jakie łóżko kupiliście? planujecie kupić dziecku? Łóżko-zabawkę, czy raczej bardziej praktyczne i przewidziane na dłuższy okres użytkowania łóżko?

wtorek, 25 czerwca 2013

Angina ropna - cd.

Wiki czuje się lepiej :) Dziś już i pije i je bez większego problemu. Gorączki nie ma. Ogólnie jest z nią dobrze :) Jutro pójdzie z tatusiem na kontrolę i mam nadzieję, że będzie można już odstawić antybiotyk. 

Natomiast chora jestem teraz ja. Jeszcze nie potwierdzone, że to angina, ale pewnie tak jest. Śliny przełknąć nie mogę, połamana jestem, bolą mnie stawy i mięśnie. Wczoraj pomimo tego, że serwowałam sobie UPSARIN, aż trzęsłam się cała. Dziś trochę lepiej, bo gorączkę udało się zbić, jednak i tak nie jest fajnie. 

Boję się, że znowu Wiki się zarazi :/ Dziś od rana dziecię bajki ogląda, byleby tylko jak najdalej ode mnie była. Ja z łóżka klikam NEXT, NEXT, wyłażę tylko, żeby pieluchę zmienić, albo jeść, pić dać.

Szczęście, że obiad ugotowany, Mąż naczynia pozmywał i ogarnął mieszkanie, więc w sumie nie muszę nic robić.

Czy u Was też tak leje? Co za paskudna pogoda, nawet okna otworzyć nie można, a mi tu powietrza brakuje już.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

"Cztery strony smaku czyli cały świat na widelcu" praca zbiorowa - recenzja

Wydawnictwo Dolnośląskie
Data wydania: 2010
ISBN: 978-83-245-9272-2
Ilość stron: 328
Kategoria: literatura podróżnicza

"Cztery strony smaku" to książka z serii Z Różą Wiatrów. Jest to zbiór opowiadań napisanych przez podróżników, krytyków kulinarnych, autorów książek i tekstów w czasopismach. 

Opowiadań jest 38, a przed każdym z nich znajdziemy krótką notkę biograficzną o autorze.
 

Z tymi opowiadaniami jest jak z jedzeniem. Jednemu bardziej do gustu przypadnie opowiadanie "Niech żyje król", innemu "Wisienka na japońskim torcie", czy to z powodu stylu w jakim zostało napisane, czy ze względu na historię, którą opisuje. To tak jak z konkretną potrawą, która jednym owszem bardzo smakuje, proszą o dokładkę, a innym ... no cóż. Ja również wśród tych 38 opowiadań jedne uznałam za lepsze inne za gorsze. Właściwie to po pierwszym opowiadaniu już nie chciało mi się czytać dalej, ale każdą książkę czytam do końca, więc i tą przeczytałam :) Okazało się, że im dalej, tym lepiej było :)

Zaczynałam czytać książkę nie licząc na to, że zrobi na mnie dobre wrażenie. W końcu to opowieści o jedzeniu miały być.  Ta tematyka, raczej średnio mnie interesuje. Jednak okazało się, że o jedzeniu można napisać interesująco :) Właściwie, to nie o samym jedzeniu, ale również o atmosferze posiłku, klimacie miejsca, towarzyszących ludziach. 

W książce możemy przeczytać o restauracji, która zmienia menu co roku. O mango, które jest w danej sytuacji najbardziej upragnionym pożywieniem. O talerzu zupy z głową koguta, pieczonym nietoperzu, o rybie  jeszcze żywej, a już przygotowanej do spożycia.
Dowiadujemy się jakie tradycje panują w innych kulturach. Jakimi potrawami częstowani są wyjątkowi goście. Co serwuje się na prawdziwym włoskim weselu. I co wspólnego ma ciasto ryżowe z obchodami Święta Nagiego Mężczyzny w Japonii. 

Momentami byłam zszokowana, zdziwiona, czasem pełna obrzydzenia. Zdarzyło mi się również pośmiać :) Nie jest to nudna książka :) Jest jak idealne menu, każdy coś dla siebie znajdzie. Jeżeli ktoś lubi czytać książki podróżnicze, zachęcam do przeczytania również tej. 

Za książkę dziękuję 


niedziela, 23 czerwca 2013

A jednak angina ropna!

W piątek byliśmy u lekarza - pani doktor potwierdziła, że ta gorączka jakaś wirusowa. Wspomniała, że dziecko ma brzydkie gardło i kazała psiukać Tantum Verde. Wiki miała 40,3 stopnie! Nie jadła, nie piła nic poza mlekiem. Gorączka się utrzymywała i przeciwgorączkowe leki nie wiele dawały, więc w sobotę Wiki z tatusiem do kolejnego lekarza poszła. 

Pani ją zbadała, a jak zajrzała do gardła to stwierdziła bez żadnego zastanowienia, że to angina i przepisała antybiotyk Taromentin. Dziś jest już zdecydowanie lepiej :) Kruszynka nie gorączkuje, zaczęła po trochu podjadać i popijać, ma zdecydowanie lepszy humor :) 

I czy nie można było tak od razu? Głupia byłam, bo pierwszej lekarce wspomniałam, że w żłobku mówiono o jednodniowej gorączce, więc Pani po prostu potwierdziła. Niestety to nie pierwszy nasz kontakt z tą Panią. Odnoszę wrażenie, że Ona niewiele wie, albo wie, ale boi się podjąć decyzję podania leku, który może zaszkodzić w przypadku nieodpowiedniego zdjagnozowania choroby. Najlepiej to odesłać do szpitala na badania, albo przpisać coś na gardło i przeciwgorączkowe, dodając "a jakby gorączka nie spadała to proszę do Citomedu jechać". Na korytarzu kiedyś słyszałam jak wkurzona kobieta na nią wyzywała: "co to za lekarka co się mnie pyta co ja za leki chcę"! Ehh dobra nie będę już na nią narzekać, młoda jest, może się jeszcze nauczy. 

Pani doktor z Punktu Pierwszej Pomocy kazała w poniedziałek zgłosić się do swojego lekarza, więc jutro idziemy - mam nadzieję, że nie trafimy na lekarkę z piątku.

sobota, 22 czerwca 2013

FLOSLEK - Płyn micelarny do demakijażu skóry naczynkowej z wyciągiem z arniki

Płyn micelarny firmy Floslek dostałam na spotkaniu blogerek, o którym pisałam TU. Od tego czasu używam go systematycznie i muszę przyznać, że jestem zadowolona. 
Ze względu na fakt, że jeżeli już się maluję to jest to lekki makijaż, głównie oczu, o opinię na temat płynu poprosiłam dwie koleżanki z pracy.


Na początek może co zapewnia nam producent:

Płyn skutecznie i łagodnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, makijaż oraz martwy, zrogowaciały naskórek. Delikatna formuła zawierające micele, wzbogacona ekstraktem z arniki, który uszczelnia i wzmacnia naczynka krwionośne, a także poprawia krążenie i łagodzi podrażnienia. Płyn nie wysusza skóry i nie pozostawia uczucia ściągnięcia.

 Co my na to? W sumie się zgadzamy z opisem producenta, ale zacznijmy od początku. 

Produkt faktycznie jest skuteczny. Bez problemu zmywa cienie, kredki do oczu, tusz, podkład, puder. Bardzo dobrze oczyszcza skórę. Zdarzało się nie raz, że po zmyciu makijażu oczu, skórę w ich okolicy miałam podrażnioną, płyn firmy Floslek delikatnie usuwa makijaż, nie szczypie w oczy i nie podrażnia skóry, natomiast odczuwalnie ją nawilża. Pozostawia po sobie miłe uczucie czystości i świeżości. 

Czytałam opinie o innym płynie micelarnym tej firmy, ogólnie zachwalano go, ale pisano również o brzydkim zapachu. Płyn micelarny do demakijażu skóry naczynkowej z wyciągiem z arniki, olejem migdałowym i pantenolem ma bardzo przyjemny, delikatny zapach. Myślę, że przypadnie on do gustu większości klientek.

Butelka jest skromna, wygodna w użyciu, zawiera w sobie  200 ml płynu. Wydajność tego produktu wydaje się mniejsza od dwufazowych płynów do demakijażu. Niewątpliwie wpływ na to ma konsystencja.

Nie mogę napisać nic na temat wpływu na skórę naczynkową, ponieważ ani ja, ani moje koleżanki, które sprawdzały działanie produktu na swojej skórze nie mamy takiego problemu. Biorąc pod uwagę fakt, że pozostałe zapewnienia producenta się sprawdziły, myślę, że również w tej kwestii możmy liczyć na pozytywne efekty.


piątek, 21 czerwca 2013

Gorączka

Wczoraj Pani w żłobku powiedziała, że jakiś wirus mają, że dzieci dostają jednodniowej gorączki bez innych objawów. No i masz. Dziś rano dałam Wiki butelkę, wypiła mleko do dna. Ja ją biorę na ręce, a ona cała rozpalona - 38.8 stopni 

Szczęście, że Mama dziś mogła przyjść ją popilnować. 

Mam nadzieję, że po czopku temperatura jej spadnie. Wolałabym z nią zostać i mieć na nią oko, ale pracować trzeba :(

***

Cały dzień walczyliśmy z tą gorączką. Generalnie utrzymywała się ok. 40 stopni :/ Byliśmy u lekarza. Pani doktor potwierdziła, że to jakieś wirusy. Wiki dostała lekarstwo. Po południu było już lepiej, już się śmiała. Niestety na wieczór znów gorączka skoczyła. 

Przed chwilą udało się Kruszynce zasnąć. Śpi z tatusiem.

Mam nadzieje, że jutro będzie lepiej.

Zmiana żłobka

Wiki dostała się do żłobka publicznego :) Pierwszy raz pójdzie do niego 02.09.2013 r. Wczoraj byliśmy na spotkaniu informacyjnym. Wiki przydzielono do grupy III. Mieliśmy okazję poznać Panią, która będzie główną opiekunką. Zobaczyliśmy sale, w których maluszki będą spędzać czas. Nasza Kruszynka zwiedziła pomieszczenia, a potem powyciągała wszystkie samochody jakie stały na półkach :)

W grupie Wiki będzie 27 dzieci. Pilnować ich będą 4 Panie. Trochę duża grupa, ale w końcu to żłobek miejski, a nie klubik. Trochę obawiam się tego, jak Wiki odnajdzie się w takiej dużej grupie dzieci. W klubiku, do którego uczęszcza jest około 10 dzieci i 2 Ciocie.
Nowe miejsce, nowe Ciocie, dużo więcej i same nowe dzieci. Sytuacja mocno się zmieni. Mam nadzieję, że Wiki przywyknie do tego i że nie będzie się źle czuła w tak dużej grupie. 

Pierwszy tydzień września, to okres adaptacyjny. Pierwszego dnia rodzice wraz z dziećmi przychodzą na jakieś pół godziny. Kolejnego dnia dziecko ma dołączyć do grupy, a rodzic siedzieć w szatni. I tak stopniowo coraz dłużej. Na koniec pierwszego tygodnia dziecko ma już leżakować z innymi dziećmi. Pani wspomniała, żebyśmy sobie 2 tygodnie zarezerwowali na przyzwyczajanie dziecka.

Trochę mi żal, że Wiki po raz kolejny będzie musiała przeżywać te pierwsze dni w nowym otoczeniu, z nowymi ludźmi, w obcym miejscu.  Obawiam się, jak Ona to przeżyje. Mam nadzieję, że nie będzie źle, że polubi nowe Ciocie,  i że dzieci, szczególnie te starsze miło ją przyjmą do swojego grona.




czwartek, 20 czerwca 2013

Domek edukacyjny Wader kontra Garnuszek na klocuszek Fisher Price

Na gwiazdkę Wiki dostała jedną z popularniejszych zabawek dla maluchów, a mianowicie Garnuszek na klocuszek firmy Fisher Price. Piękna zabawka, porządnie wykonana, trwała, kolorowa, grająca i świecąca :) Byłam bardzo zadowolona z tego zakupu. 


Pięć klocków w różnych kolorach i kształtach. Wkładając klocek do garnuszka dziecko słyszy cyfry albo kształty. Po włożeniu rączki do garnuszka w celu wyciągnięcia klocków płynie melodia. Wydawało mi się, że jest to zabawka idealna. Bez porównania do podobnej zabawki, którą wiele lat temu miała moja siostra, a która składała się z dwóch połączonych ze sobą gumką części i niekoniecznie idealnie pasujących klocków. 

Jakiś czas temu zakupiliśmy na allegro zestaw używanych zabawek. Zależało nam głównie na dwóch z nich, ale z pewnością nie na domku, który widać na zdjęciu poniżej (bo przecież już mieliśmy garnuszek :) ) Domek edukacyjny firmy Wader okazał się jednak najbardziej trafioną zabawką. Wiki bawiła się nim dłużej i chętniej niż pozostałymi grającymi zabawkami i dłużej niż Garnuszkiem.


Obie wspomniane zabawki:
  • rozwijają zdolności manualne dziecka, 
  • ćwiczą jego pamięć, 
  • uczą kształtów i kolorów.
Jednak domek edukacyjny firmy Wader jest zdecydowanie lżejszy i wygodniejszy w zabawie. Posiada również dwa razy więcej klocków. Otwory znajdują się na dwóch ściankach domku. Fajne jest w nim to, że spód domku dość mocno trzyma się - po zakończonej zabawie klocki wrzucamy do środka, zamykamy i domek ląduje w koszu z resztą zabawek. Poszczególne klocki nie mają możliwości z niego wypaść. 

Garnuszek na klocuszek z pewnością zrobi większe wrażenie na mniejszych dzieciach. Przyciągnie je migoczącym nosem i dźwiękami. Jednak trochę starsze maluchy, które będą chciały samodzielnie dopasowywać elementy, większą satysfakcję będą miały z zabawy domkiem, bo zdecydowanie łatwiej jest odwrócić lekki domek, niż przekręcać i przechylić pod odpowiednim kontem ciężki garnuszek. Na temat przewagi cenowej domku firmy Wader chyba wspominać nie muszę :) 

Z dzisiaj posiadaną wiedzą na temat tych zabawek, jeżeli miałaby dokonać wyboru, którą z nich wybrać, zdecydowałabym się na domek edukacyjny :)

Zabawka będzie odpowiednia dla dziecka mniej więcej rocznego.

Jeżeli posiadacie którąś z opisanych zabawek, lub podobną, napiszcie co sądzicie o niej :)

środa, 19 czerwca 2013

Plac zabaw Toruń Rybaki

Piaskownice, place zabaw to obecnie miejsca, które dość często odwiedzamy :) wiadomo, przez kogo tak się dzieje ;) a właściwie to dla kogo :) 

Jeden plac zabaw mamy przy żłobku - fajny, ale zdecydowanie zbyt blisko żłobka (nie da się przejść obok nie wstępując, bez płaczu, ciągnięcia, uciekania ...) Kolejny plac zabaw to Piernikowe Miasteczko na starówce - też fajny, ale przewidziany również (o ile nie głównie) dla większych dzieci, a to znaczy, że Wiki trzeba mocno pilnować. Jest jeszcze jeden w centrum miasta, na który nie lubię chodzić więc pomijam zupełnie. 

Nasz ulubiony plac zabaw to ten na Rybakach. Popatrzcie na zdjęcia, a zrozumiecie od razu dlaczego.


 Tak, to jest plac zabaw typowo dla najmłodszych dzieci :)
  • Jest usytuowany  w miejscu otoczonym drzewami, dzięki czemu nie brakuje cienia w gorące dni. Oczywiście i niestety ma to swój minus - komary, muszki ... - ale na to znajdzie się rada :) 
  • Plac zabaw jest ogrodzony, płotkiem nie do pokonania dla małych dzieci. 
  • Cały teren placu wyłożony jest korkiem czy czymś podobnym, w każdym razie miękkim. Nie ma chodników, krawężników ... zdecydowanie jest bezpieczniej niż na innych placach.
  • Zjeżdżalnie, huśtawki i inne sprzęty przystosowane są dla małych dzieci. Idąc na zjeżdżalnie nie potrzeba obojga rodziców, żeby jedno łapało na dole, drugie chroniło u góry. 
  • Ze względu na takie właśnie zabawki, oraz na obecność placu zabaw dla większych dzieci zaraz obok, mało jest starszych dzieci na placu.
  • Plac zabaw jest zadbany.
Są również zabawki, na które przyjdzie pora trochę później, takie jak te poniżej i nie tylko te, bo nie wszystko uchwyciłam na zdjęciach. Na początku bałam się, że Wiki będzie chciała na nie włazić, ale jak się okazało one w ogóle jej nie interesują :) Także nie stanowią niebezpieczeństwa.


Na tym placu zabaw mogę Wiki pozwolić na większą samodzielność. Mogę usiąść na ławeczce (są ławeczki duże dla dużych i małe dla małych :) ) i obserwować z daleka. Jeszcze z miesiąc i pewnie moja obecność tylko do tego będzie się sprowadzać :) Bo już teraz Wiki sama wchodzi na zjeżdżalnię, ładnie siada i jedzie w dół :) Do piaskownicy również sama da radę wejść :) Dobrze sobie radzi.

wtorek, 18 czerwca 2013

Kolejna koleżanka ma w brzuszku niespodziankę :)

Haha w tamtym tygodniu o jednej ciężarnej się dowiedzieliśmy. Przed chwilą druga koleżanka się pochwaliła :) Jutro chyba jeszcze jedną koleżankę zapytam co tam w tej kwestii u niej :) bo to jakiś wysyp chyba :)

Toruń imprezy plenerowe - Święto Muzyki i Święto Miasta

Weekend już się zbliża :) Macie jakieś plany? Nie? To może wpadniecie do Torunia :) W Toruniu dzieje się, oj dzieje :) 

W piątek 21.06.2013 o godzinie 16.00,  z balkonu ratusza,  odegrany zostanie hejnał miasta - tak będzie wyglądało uroczyste rozpoczęcie Święta Muzyki w Toruniu. Od tego momentu w różnych miejscach rozbrzmi muzyka. Będą grali profesjonaliści i amatorzy. Jazz, rock and roll, hip hop, poezja śpiewana ... W lokalach, podwórkach i na ulicach :) 

Szczegółowy program imprezy możecie zobaczyć na oficjalnej stronie KLIK



Święto Miasta Torunia będzie trwało od soboty 22.06.2013 do poniedziałku 24.06.2013. W ramach tej imprezy możemy wyskoczyć na piknik rodzinny na Błoniach Nadwiślańskich, obejrzeć regaty wioślarskie, zobaczyć odsłonięcie kolejnych Katarzynek w Piernikowej Alei Gwiazd i wiele innych atrakcji. 

Szczegóły KLIK

Krwawy sen

Jestem śpiochem, to wszystkim wiadomo. Wczoraj drzemałam chyba od 20tej. I w sumie dobrze mi było :) ale gdzieś bliżej poranka miałam sen. 

Długo, długo spacerowałam z kimś (nie pamiętam z kim) po pagórkowatym terenie, tak strasznie nierównym, że trzeba było uważać, żeby sobie nóg nie połamać. Zastanawiałam się, jak to możliwe, że ziemia może być tak nierówna. Doszłam do wniosku, że ktoś tu musiał kopać doły. Dużo dołów. Dawno temu, bo teren porośnięty był gęstą trawą i krzakami. Przez zarośla prowadziła tylko jedna wydeptana, wąska ścieżka. Doprowadziła nas do zamaskowanego domu? może bardziej bunkru. 

Prowadzeni ciekawością weszliśmy do środka. Ktoś z trzaskiem zamknął za nami skrzypiące drzwi. Przez chwilę staliśmy w zupełnej ciemności. Strach, przerażenie ...

Reflektor wypełnił pomieszczenie ostrym światłem. Oślepiona próbowałam dostrzec, czy jest wśród nas ktoś obcy. Okazało się, że jestem sama.

Przede mną stały maszyny, oblepione czymś (na pierwszy rzut oka nie wiadomo czym). I pełno wiader, mis, garów wypełnionych wodą. Coś się w nich moczyło. Włożyłam rękę do najbliżej stojącej kadzi i wyciągnęłam kawał mięsa. Od razu stało się jasne, że maszyny są oblepione skrzepniętą krwią, a mięso które trzymam w dłoni to nie wieprzowina.

Przeraża mnie moja głowa. Co w niej siedzi? Wierzycie w to, że sny mogą coś znaczyć?

"Jeżeli we śnie widzisz bliżej nieokreślone mięso to oznaczać to będzie potrzeby seksualne.

Sen, w którym jesz mięso oznacza chorobę.

Surowe mięso we śnie oznaczać będzie kłótnię.

Własne mięso to znak poprawy warunków życia.

Jeśli śni ci się cudze mięso to znak zazdrości.

Jeśli we śnie masz zepsute mięso to oznaczać będzie pech w interesach.

Sen, w którym rzucasz mięso zwierzętom oznaczać będzie, że ktoś tobą pogardzi.

Mięso drobiowe we śnie oznacza podróż.

Mięso wieprzowe oznaczać we śnie będzie problemy finansowe.

Mięso wołowe lub z innego bydła oznacza ciężką pracę, która przyniesie duże efekty.

Jeśli śni ci się mięso dziczyzna to oznaczać będzie przygodę miłosną.

Jeżeli podczas snu kupuje mięso to znak przypływu gotówki.

Gotowane mięso we śnie oznaczać będzie problemy miłosne.

Smażone lub pieczone mięso we śnie oznacza rozstanie."

źródło:  http://www.znaczeniesnow.net/sennik/sennik-mieso/

 Surowe mięsko - spory i kłótnie w rodzinie lub Twoje pragnienia osiągną inni lub pogodzisz się z kimś.

Czytaj więcej na megasennik.pl
Surowe mięsko - spory i kłótnie w rodzinie lub Twoje pragnienia osiągną inni lub pogodzisz się z kimś.

Czytaj więcej na megasennik.pl

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Wyklejanki/ kolorowanki ze żłobka - na pamiątkę

O to prace Wiktorii ze żłobka :)


 Prawdopodobnie tu przetrwają dłużej niż wersji papierowej :)



Prawdopodobnie tu przetrwają dłużej niż wersji papierowej :) Kiedyś wrócę do nich i porównam sobie z bieżącymi obrazkami Kruszynki :)


Na ostatnim zdjęciu są prezenty dla mamy i taty :) krawat i naszyjnik :)



sobota, 15 czerwca 2013

Kolejna kobieta będzie ciężarówką przez 9 miesięcy ;)

Ciężarówką przez 9 miesięcy. Przewodnik po ciąży i okolicach - Kaz Cooke
Byliśmy wczoraj u znajomych :) Poczęstowali nas potrawą nie byle jaką :) a dokładniej super wiadomością: koleżanka jest w ciąży :)

Tak sobie myślę, że w gronie naszych znajomych, coraz mniej jest osób, które jeszcze dzieci nie mają :) To oznacza, że Wiki coraz więcej koleżanek i kolegów będzie miała, z którymi będzie widywała się przy okazji naszych wypadów do znajomych :) I o to chodzi :) I coraz większe grono koleżanego do tematu niewyczerpanego pt. "Dziecko"

Jak już tak na temat ciąży, to polecam poradnik: "Ciężarówką przez 9 miesięcy. Poradnik po ciąży i okolicach" Kaz Cooke. Uśmiałam się czytając go :)


 ehh :) niedawno zastanawialiśmy się, kiedy wspomniana para zdecyduje się na dziecko :) i proszę będzie maluszek :)


A tak poza tą super informacją, to ogólnie bardzo miły wieczór spędziliśmy. Wiki bawiła się z koleżanką :) My ze znajomymi gawędziliśmy. W sumie można by tak częściej :)

Chyba czas skontaktować się z koleżankami z podstawówki :) Może jakiegoś wspólnego grilla się uda zorganizować :)

Puzzle drewniane

Ostatnio ulubioną zabawką Wiki są puzzle. Jak widać poniżej przedstawiają one piękny obrazek: są tygrysy, lwy, misie, słonie, żyrafy z długimi szyjami, hipopotamy taplające się w wodzie, zebry i ptaszki. Całość bardzo kolorowa, przyciągająca wzrok dziecka. 


Puzzle wykonane są z drewna, dzięki czemu dłużej będą służyć maluchowi. Przednia strona puzzli jest pomalowana i dzięki temu gładka. Niestety z tyłu deseczka nie została polakierowana i przez to haczy.



Jakie korzyści daje zabawa puzzlami?

Układanie puzzli ćwiczy precyzję i spostrzegawczość dziecka, rozwija zdolności manualne, wspiera rozwój wyobraźni przestrzennej. Uczy rodzajów zwierząt.  Układanie puzzli to przyjemna forma spędzania czasu z dzieckiem.


Tak właśnie wyglądają puzzle od drugiej strony. Mogłoby być lepiej.


piątek, 14 czerwca 2013

"Wyprawa do Miodocji" Małgorzata Gintowt - Recenzja

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza "Impuls"
Data wydania: 2008
ISBN 978-83-758-7075-6
Ilość stron: 40
Kategoria: literatura dziecięca












"Wyprawa do Miodocji" to bajka o pluszowej żyrafie Rudolfinie, która jest niezadowolona ze swojego wyglądu. Pewnego razu postanawia ona dotrzeć do Miodocji, gdzie mieszka Wielka Królowa Krawcowa i poprosić ją o skrócenie szyi. W podróży towarzyszą żyrafie jej przyjaciele. Czy uda im się odnaleźć tajemniczą krainę Miodocję? Czy Rudolfina będzie w końcu szczęśliwa?


 Na te pytania Wam nie odpowiem, ale mogę zapewnić, że jak zdecydujecie się wybrać w podróż z pluszakami to nie pożałujecie. Przeżyjecie wiele ciekawych przygód. Nie raz znajdziecie się w trudnej sytuacji. Na szczęście czarodziejski pamiętnik, który Rudolfina zabrała w podróż, podpowie jak rozwiązać dany problem.

"Wyprawa do Miodocji" podzielona została na kilka krótkich rozdziałów. Każdy z nich oprócz opisu przeżytych przygód zawiera krótkie wierszyki, które uczą dzieci ważnych rzeczy.


W prezentowanej książce nie brakuje treści edukacyjnych. Dowiemy się z niej przykładowo, że muchomor jest grzybem trującym, łakomstwo nie prowadzi do niczego dobrego, a przez ulicę przechodzi się na zielonym świetle.


Nie oceniaj książki po okładce - świetnie to hasło pasuje do "Wyprawy do Miodocji". Ta niepozorna książeczka zawiera niesamowicie wciągającą, ciekawą i pouczającą treść. Czytając ją obrazy same malują się nam przed oczami. Zawarta w niej treść daje wiele możliwości stworzenia pięknych, kolorowych ilustracji. Według mnie książka ta zasłużyła na zdecydowanie efektowniejszą oprawę: twardą okładkę, papier wysokiej jakości, bajkowe ilustracje. Z takim wyglądem przyciągnęłaby wielu czytelników.
Można jednak wykorzystać fakt, że w książce są tylko czarno-białe rysunki i namówić dziecko do wykonania ilustracji do danej przygody. Młody czytelnik wykorzystując swoją wyobraźnię, będzie mógł stworzyć własne ilustracje do kolejnych rozdziałów książki.

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Wydawnictwu



Konkursy

Dwa bardzo fajne konkursy polecam :)


W jednym można książkę wygrać, w drugim śliczne, ręcznie robione etui na telefon :) Sami zobaczcie :)

czwartek, 13 czerwca 2013

"Artur czarodziej" Daniel Joris - Recenzja

Dziś pokażę Wam kolejną książeczkę dla dzieci, tym razem trochę starszych. Oczywiście dwulatki będą miały frajdę oglądając ją, być może niektóre nawet wysłuchają bajki do końca, jednak to starsze dzieci będą mogły w pełni skorzystać z tego co autor przygotował dla nich.


"Artur czarodziej" to opowieść o chłopcu, który pewnego dnia znalazł starą księgę, zawierającą magiczne zaklęcia. Od tej chwili w jego życiu ciągle coś się dzieje. Artur zmienia się kolejno w myszkę, żabę, ptaka, kreta, królika i lisa. Poznaje świat, przeżywa wiele przygód, udziela pomocy przyjaciołom.


Każde kolejne wcielenie Artura, to kolejny rozdział książki i kolejne przygody, a na koniec sprawdzian :) Spokojnie, taki sprawdzian z pewnością nie zniechęci dziecka do dalszego czytania :) Pytania sprawdzają spostrzegawczość dziecka, ćwiczą jego pamięć, motywują do słuchania w jeszcze większym skupieniu.


Książka, jest pięknie ilustrowana. Właściwie każda kolejna strona to kolejny bajkowy obrazek, w który wpisany jest niedługi fragment teksu. 

Tekst jest prosty, litery duże, rozdziały dość krótkie. Dziecko, które potrafi już czytać, poradzi sobie samo z tą książką, choć oczywiście wspólne czytanie daje dodatkowe korzyści :)


Dodam jeszcze, że książka ma twardą okładkę, kartki z dobrej jakości papieru i jest szyta.



Dzieckiem nie jestem, ale bardzo miło spędziłam czas przy lekturze tej książeczki, tym bardziej dziękuję za egzemplarz wydawnictwu