Może nie do końca pierwszy, bo już raz śnieg padał, jednak wówczas, ledwo spadł to i się rozpuścił. Dziś padało już przed 6.00, także Wiki pijąc kakao wyglądała przez okno i snuła plany, jak to po przedszkolu będziemy lepić bałwana :D Nie wiem, czy nam się uda, bo słońce rozgrzało powietrze i zamienia ten biały puch w paskudne czarne błotko ... na szczęście powoli. Strasznie żałuję, że dziś Wiki jest w przedszkolu. Jakby była w domu, to już byśmy na sankach śmigały :D
![]() |
| Sanki |
Hania była bardzo ciekawa, co to za oknem się dzieje, cały czas od rana pokazywała, że chce "TAM" iść, więc w końcu, gdy tylko przestało padać, ubrałam ją, zachustowałam i poszłyśmy na spacer :D Pięknie było :) Oczywiście, moje zdjęcia to tylko namiastka tego co widziałyśmy. Nie umiem i nie mam sprzętu, żeby uchwycić grę światła i piękne widoki. Jednak na pamiątkę wrzucam fotki, tu na bloga, bo już nie chcę spamować na Instagramie ;)
Hania, rzadko w chuście jest noszona, także przeszkadzał jej wiatr wiejący prosto w nosek. Mimo to, zdrzemnęła się i obudziła głodna i w dobrym humorze :)















Pięknie. U nas rano było troszkę śnieżku, ale już dawno go nie ma :)
OdpowiedzUsuńHaha, też tak mam, że kiedy spadnie pierwszy śnieg, od razu w głowie pojawia się obraz sankowego szaleństwa, a później człowiek patrzy, że błotko wygrywa z puszkiem 😅 U nas w domu czasami dzieci wolą jednak pobawić się w domu, np. w wyścigi samochodowe po podłodze, niż ryzykować błotną bitwę na dworze. Takie małe domowe zabawy też potrafią świetnie wciągnąć i jednocześnie uczyć nowych rzeczy – u nas często wplatamy przy tym język angielski i różne historie, korzystając z materiałów z https://teddyeddie.com/. Dzięki temu dzieci nie nudzą się nawet, jeśli śnieg jest jeszcze nie do końca odpowiedni na sanki, a przy okazji ćwiczą koncentrację i kreatywność, tworząc własne opowieści o przygodach małych samochodów po domu. Czasem wychodzi z tego lepsza zabawa niż w realnym śniegu, bo nic nie topnieje ani nie przeszkadza w ruchu.
OdpowiedzUsuń