W poniedziałek idę do pracy ostatni raz. Właściwie idę już tylko po to żeby się pożegnać.
Długo zastanawiałam się kiedy jest ten odpowiedni moment i w końcu zdecydowałam, że ostatni tydzień przed terminem porodu to już na tyle blisko, że może jakoś wytrzymam w domu :)
Boję się jednak. Przede wszystkim boję się swoich myśli, kto wie co nawiedzi mój umysł. Boję się, że mając dużo więcej czasu będę tylko "nasłuchiwać" sygnałów mojego ciała, a mój mózg będzie wszystko co nieznane przeradzał w "dzieje się coś złego".
Z drugiej strony, wszyscy mówią, że początki są ciężkie, "wyśpij się póki możesz", "jedz na co masz ochotę, póki możesz" ... jakby można było tak na zapas :) Biorąc pod uwagę rady, faktycznie w ostatnim tygodniu planuję się wyspać :) - ciekawe tylko czy będę mogła spać, czy myśli mi na to pozwolą - planuję gotować to na co zazwyczaj nie było czasu bezpośrednio po pracy, czyli pewnie przy małym dziecku tym bardziej czasu nie będzie. Planuję jeszcze dziś zrobić sobie listę rzeczy/spraw do załatwienia. Planuję oczywiście trochę poczytać o trudnych początkach macierzyństwa :) i czytać w ogóle :)
***
Co jakiś czas zerkam na zdjęcie z usg, na tę maleńką buźkę i próbuję sobie wyobrazić jak wygląda nasza Wiki :)
