piątek, 30 sierpnia 2013

"Magiczna gondola" Eva Völler - Literacki Egmont - recenzja

książka, recenzja  yllla-cowgowiepiszczy.blogspot.com
lubimyczytac.pl
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-237-5292-9
Ilość stron: 464
Kategoria: fantastyka
Seria: Poza czasem, tom 1







Czy mieliście kiedyś wrażenie, że znacie kogoś "od zawsze", pomimo tego, że właśnie pierwszy raz zamieniliście z nim słowo? Ja takie wrażenie miałam, jak poznałam mojego obecnego Męża :) Nie wpadłam wówczas na pomysł, że może już miałam okazję Go poznać w innym czasie, jednak po przeczytaniu tej książki, zaczynam poważnie się zastanawiać czy mnie i mojego Męża nie łączyło coś już przykładowo w XV wieku :) 

"Czas zna wiele dróg i wiele światów, a niektóre z nich są bardziej realne, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać"

"Magiczna gondola" to pierwsza książka dla młodzieży Evy Völler i równocześnie pierwsza jej książka, którą miałam okazję przeczytać. Autorka, za nim zajęła się pisaniem, była sędzią i adwokatem. Eva Völler jest znawczynią Wenecji, co widać w opisach tego miasta, zawartych w "Magicznej gondoli".

Książka opowiada historię siedemnastoletniej Anny, która niemając innych, lepszych propozycji na spędzenie wakacji, przyjechała wraz z rodzicami do Wenecji. Pewnego dnia, podczas parady historycznych łodzi Anna wpadła do wody. Uratował ją przystojny, młody chłopak o imieniu Sebastian. Zaraz po tym stało się coś nieoczekiwanego. Dziewczyna obudziła się naga, a nad nią stał zarośnięty mężczyzna. Ten ponury typ powiedział jej, że zotała napadnięta i okradziona, a on ją uratował.  Mężczyzna dał jej ubrania, przypominające stroje z teatru i kazał wracać do domu. Nie tylko ubrania kojarzyły się z teatrem, również ulice Wenecji wyglądały jak scenografia do jakiegoś przedstawienia o dawnych czasach. Anna długo nie mogła uwierzyć, lecz w końcu musiała zaakceptować fakt, że przeniosła się w czasie. Na powrót do domu, musiała jeszcze długo czekać. W tym czasie przeżyła wiele przygód, z jednej ledwo wyszła z życiem. 

Główna bohaterka książki "Magiczna gondola" okazała się bardzo fajną dziewczyną, od razu ją polubiłam. Z jednej strony była dociekliwa i odważna, z drugiej trochę naiwna i łatwowierna. Podjęła ryzyko i znalazła w sobie odwagę by spełnić postawione przed nią zadanie - uratowała człowieka, niemalże oddając swoje życie w zamian. Dziewczynę, która dzieliła z nią los przeniesionej w czasie bardzo szybko uznała za swoją przyjaciółkę, niestety równie szybko okazało się, że ona nie jest uczciwa. Mimo wszystko Anna nie gniewała się, wybaczyła  jej kłamstwa i zdradę.
Sebastian to młody, przystojny chłopak, który objął stanowisko (jeżeli tak to można nazwać) Obrońcy. Był nad wyraz odpowiedzialny i odważny. Swoje zadania wykonywał z pełnym poświęceniem, nie raz ryzykując własne życie.

Książka jest bardzo wciągająca. Styl autorki pozwa na płynne czytanie opowieści, wręcz jej pochłanianie. Do tego ta historia pełna magii. Trudno mi było oderwać się od lektury, jakby nie obowiązki mogłabym ją przeczytać od okładki do okładki za jednym zamachem. Nie zabrakło również wątku miłosnego, choć był on niesamowicie niewinny. Mam nadzieje, że rozwinie się w książce opisującej dalsze losy Anny.

Tylko jedna rzecz mnie denerwowała. Autorka zbyt wiele razy wyjaśniała, że bohaterka nie mogła powiedzieć czegoś, bo nie pozwalała jej na to, lub zmieniała słowa bariera czasu. Sam pomysł z tą barierą i z translatorem zmieniającym ojczysty język bohaterki na włoski spodobał mi się. Jednak szczególnie na początku, odnosiłam wrażenie, że ciągle tłumaczone jest działanie bariery. Według mnie czytelnik sam był w stanie się domyśleć, że bohaterka zdania nie dokończyła przez barierę.

Dawno nie czytałam fantastyki. "Magiczna gondola" przypomniała mi, że lubię ten gatunek. Czytało mi się ją bardzo dobrze. Ciekawa jestem dalszych losów Anny, dlatego też będę szukać książki "Złoty most".

Książkę "Magiczna gondola" polecam zarówno młodzieży jak i "starszej młodzieży". Wszystkim, którzy lubią fantastykę, ale również i tym, którzy rzadko sięgają po ten gatunek. Być może ta właśnie książka, przekona Was, że warto czytać książki fantastyczne. Nie przerażajcie się grubością książki. Prosty język, jakim posługuje się Eva Völler i jej styl, sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko. Właściwie nie zauważa się przewracania stron.

czwartek, 29 sierpnia 2013

"Zakochany Big Pen" Joanna Olech

Jak już pisałam, wczoraj Wiki była na pobraniu krwi. Kruszynka o godzinie 6tej zazwyczaj wypija butelkę mleka, tak jest przyzwyczajona i o tej porze jest już głodna. Wiadomo, że przed badaniem krwi trzeba być na czczo. Wiadomo też, że dziecko głodne jest podwójnie marudne. Także bałam się jak wytrzymamy do godziny 7.15, bo o tej godzinie najwcześniej zaczynają działać laboratoria/gabinety pielęgniarek. Na dodatek na miejscu okazało się, że jest kolejka długa jak z Torunia do Warszawy ... na szczęście panie pielęgniarki szybko działały, więc aż tak źle nie było. Z gabinetu wyszłyśmy koło 8.00.

Oczekiwanie na naszą kolej umiliła nam Bazgrajka "Zakochany Big Pen". Wiki widziała ją już dzień wcześniej, wówczas jej uwagę zajęła głównie kredka załączona do książeczki. Kruszyna od razu ją zabrała i poszła na stolik rysować po kartkach :) Cóż efekty mojego pilnowania książek przed porysowaniem widać.

W poczekalni przed laboratorium Wiki bardzo się zdziwiła, jak dałam jej kredkę i pozwoliłam rysować po książeczce :) Nie czekała długo, zabrała się za kolorowanie :)
 
książka, kolorowanka, kredka Joanna Olech

"Zakochany Big Pen" to historia niebieskiej kredki, która potrafiła wszystko narysować: magiczny dzban, suknię Kopciuszka, krasnoludka ... Pewnego razu, Big Pen na balu u Temperówki poznał Kredkę, która pomimo tego, że różowa, czerwieniła się, gdy tylko na nią spojrzał. Big Pen zakochał się w Kredce i żyli długo i malowali w kolorach tęczy.

książka, kolorowanka, kredka

Historyjka ładna,  prosta, zainteresuje i mniejsze dzieci i te trochę większe. Tekst napisany jest wierszem, nie ma go zbyt wiele. Właściwie to jest tylko dodatkiem do rysunków.

Ilustracje wyglądają jakby były rysowane, kolorowane/malowane dziecięcą rączką. Sporo jest elementów niepomalowanych, zachęcających Malucha do udziału w tworzeniu tej książeczki. Wiki jest jeszcze  mała, wyjeżdża za linię, więc trochę mi szkoda na początku było książeczki. Jednak szybko doszłam do wniosku, że ta pobazgrana książka stanie się pamiątką :) Za jakiś czas Wiki sama będzie ją oglądać i dziwić się, jak to kiedyś nieudolnie szło jej kolorowanie ;) i jaka wiele od tego czasu się nauczyła.

ksiażka, kolorowanka, kredka Joanna Olech

Bazgrajka jest cała kartonowa. Okładki są śliskie, natomiast w środku kartki są matowe i świetnie nadają się do kolorowania. Dzięki temu, że książka ma sztywne kartki dzieci mogą ją kolorować dosłownie w każdym miejscu. Wystarczy kolano do podparcia ;) Powiecie: samo kolano nie wystarczy, trzeba mieć czym kolorować - a ja odpowiem - Jest czym. Do książki rzepami przyczepiona jest kredka. I to nie byle jaka! Gruba, wygodnie się ją trzyma. Ma miękki, ale nie łamiący się gryfel. Bez względu na to czy dziecko marze nią po książce czy po zwykłej kartce, zostawia intensywny kolor.

książka, kolorowanka, kredka, Joanna Olech

Dla 2-latka przyczepianie i odczepianie kredki oraz zapinanie książeczki na rzep, samo w sobie jest już dobrą zabawą :)

książka, kolorowanka, kredka, Joanna Olech

Chciałam Wam jeszcze powiedzieć, że "Dochód ze sprzedaży Bazgrajki przeznaczony jest na wysokiej jakości kredki wręczane dzieciom w całej Polsce w ramach działalności Fundacji Mówimy Obrazami."

Link do Bazgrajki

środa, 28 sierpnia 2013

Zgubiłam dziecko! :/

Wiki dostała skierowanie na badanie krwi, więc rano poszłyśmy na pobranie. Dzielna ta nasza dziewczynka jest. Pani wkłuła się jej w rączkę, kręciła igłą, bo krewka nie chciała lecieć. Potem nakłuwała jeszcze dwa paluszki i z nich wyduszała krew do próbówki. A Wiki nie wyrywała się, nie krzyczała, leciutko pod nosem pochlipywała, wstyd przyznać ale to ja chyba więcej łez wylałam niż ona. Wszystkie moje obawy okazały się na wyrost. Wiki przetrwała bez jedzenia, była grzeczna w gabinecie i czuje się dobrze. 

W związku z tym, że wzięłam dzień wolnego, chciałam przy okazji załatwić zakupy. Od poniedziałku Wiki idzie do nowego żłobka. Musimy kupić między innymi piżamki, skarpetki też już małe więc trzeba kupić nowe itp. itd. 

źródło: internet

Załatwiłyśmy zakupy w sklepie spożywczym i poszliśmy do Pepco. O godzinie 9.00 w sklepie tłumów nie ma, zdecydowanie sprzyjające warunki. Byłyśmy my i jeszcze 2 panie z dziećmi. Wiki tylko weszła do sklepu od razu ruszyła między regały, więc ja za nią. Pooglądałyśmy zabawki, a później skierowałam ją do ubranek. Ona biegła, a ja w niedalekiej odległości szłam za nią i wypatrywałam piżam. W pewnym momencie zauważyłam na wieszaku komplet wyglądający jak piżamy, spojrzałam czy do koszulki są długie spodnie i w tym momencie straciłam Wiki z oczu. Wołam ją, a ona nic. Cisza. To ja ruszam w poszukiwaniu naszej Kruszyny, bo przed oczami już mi stawały opustoszone pułki i sterta zabawek/ciuszków na ziemi. Obeszłam cały sklep nawołując ją i cisza. Słychać tylko chłopca, który ogląda z mamą zabawki. Obleciałam jeszcze raz sklep i drugi i trzeci raz i już czarne myśli opanowały moją głowę. Przecież w tym czasie jak straciłam dziecko z oczu, to drzwi sklepu się zamykały, więc może ktoś uprowadził Wiktorię, a może sama przy okazji wyszła pozwiedzać i nawet papa nie powiedziała. Szybciej wyleciałam na parking, tam nikogo nie było. Z powrotem do sklepu pobiegłam, do poszukiwań przyłączyła się Pani rozkładająca towar. Przeszłyśmy wszystkie alejki, postawiłyśmy pozostałe klientki w stan gotowości. ... Mam wrażenie, że wieczność ją szukałam.
W końcu znalazła się. Jedna Pani wypatrzyła ją ... w sumie nie wiem gdzie. Wiki spokojna, zupełnie nie wiedziała o co chodzi i dlaczego mama ryczy i ją ściska. Nigdy mnie tak nie wystraszyła jak dzisiaj. Zazwyczaj jak Kruszynka biega po sklepie to wszędzie ja widać i słychać, nie ma problemu z ustaleniem, gdzie jest bo robi dużo hałasu. Tym razem było inaczej. Cisza. To najbardziej mnie przeraziło. Jak już Wiktorię przytuliłam, to po zapachu wyczułam, dlaczego schowała się i siedziała cicho. 

wtorek, 27 sierpnia 2013

Bigos z cukinii

Bigos z cukinii to chyba najprostsza potrawa jaką można z niej zrobić. Bigos robiła moja babcia i robiła moja mama, a teraz robię go ja :) Można go zamrozić, można zamknąć w słoiki i w zimę znowu poczuć smak lata :) 


potrawa z cukinii, cukinia


Składniki:

cukinia
cebula
kiełbasa
przecier
jajko
liść laurowy
sól, pieprz

Cebulę i kiełbasę kroję w kostkę. Cukinię trę na tarce jarzynowej. Najpierw podsmażam cebulę z kiełbasą, później dodaję do tego cukinię, solę i wszystko razem duszę. (Początkowo wydaje się, że cukinii jest za dużo w stosunku do kiełbasy i że wody jest zbyt mało, jednak cukinia szybko puszcza sok i zmniejsza swoją objętość. ) Gdy cukinia zmięknie, dodaję przecier pomidorowy, chwilę jeszcze gotuję, później wbijam do garnka z bigosem jajko i mieszam. Jajko po ścięciu się tworzy takie białe kłaczki w bigosie. Całość przyprawiam solą i ewentualnie pieprzem. 

Przygotowując bigos do mrożenia, czy zamykania w słoiki, jajka nie dodaję. Robię to dopiero w momencie odgrzewania wcześniej przygotowanego bigosu.

Jedliście cukinię przygotowaną w ten sposób? Smakowało Wam?
Mi bardzo smakuje :) A więc dziś na obiad bigos z cukinii :)


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Pojemnik na drugie śniadanie Berney-Toys

Wczoraj pisałam o naszym popołudniu spędzonym w Turznie, w parku przy Pałacu Romantycznym. Turzno nie jest daleko, jednak wybieraliśmy się na kilka godzin, do tego Wiki była głodna, bo nie zjadła obiadu. Na drogę zapakowałam jej kanapkę i jabłko do pojemnika na śniadanie, który dostałam na spotkaniu blogerek od sklepu Berney-Toys.

śniadaniówka, pudełko śniadaniowe

Pudełko bardzo ładne :) z Kubusiem i Kłapouchym, w kolorze jasno zielonym (mój ulubiony). Śniadaniówka, podzielona jest wyjmowaną półeczką na dwie części. Zarówno w dolnej jak i górnej części, spokojnie mieści się kanapka. Dzięki tej półeczce, można do pojemnika zapakować, kanapkę plus coś jeszcze i jedno od drugiego się nie zabrudzi.

pudełko śniadaniowe, śniadaniówka

Półeczka nam posłużyła jako tacka, bo okazało się, że Wiki ledwo wsiadła do samochodu już zgłodniała. Plan był taki, że jak dojedziemy do celu, to wówczas rozłożymy się na trawce i będziemy jeść :) Cóż przy dzieciach plany często okazują się nie potrzebne. 

pudełko śniadaniowe, śniadaniówka

Pudełko na śniadanie jest porządnie wykonane. Aplikacja z Kubusiem i Kłapouchym nie jest naklejką, która mogłaby się zetrzeć, czy zmyć. Wygląda to tak, jakby obrazek był umieszczony pod warstwą  tworzywa, z którego jest wykonane pudełko. Krawędzie śniadaniówki nie są ostre. Zamknięcie jest łatwe w obsłudze, a jednocześnie dobrze zabezpiecza pudełko przed samoistnym otworzeniem się.

Z symboli wytłoczonych na dnie pudełka wynika, że jest ono wykonane z tworzywa przystosowanego do kontaktu z żywnością, można w nim mrozić żywność, nadaje się do mikrofalówki i zmywarki.





niedziela, 25 sierpnia 2013

Pałac Romantyczny w Turznie

W sobotę niestety pracowałam, jednak popołudnie i tak udało się bardzo przyjemnie spędzić. Pojechaliśmy do Piwnic zobaczyć teleskop - widzieliśmy go tylko z daleka, ponieważ na zwiedzanie trzeba się wcześniej umówić telefonicznie.

Później pojechaliśmy do Turzna, pod Pałac Romantyczny. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem :) Miejsce to pamiętam z dzieciństwa. Dawniej budynki obecnego hotelu były szkołą. Teraz faktycznie wyglądają jak pałac :)

hotel turzno śluby imprezy

hotel w turznie wesela imprezy park

hotel w turznie wesela imprezy park

hotel w turznie park wesela imprezy

hotel w turznie park wesela imprezy


hotel w turznie koło torunia park wesela imprezy

hotel w turznie koło torunia park imprezy wesela hotel w turznie park koło torunia wesela imprezy

Szarobura szkoła przekształciła się w piękną zabudowę pałacową w zadbanym parku. Miejsce to ma potencjał, zobaczymy jak ogrodnicy go wykorzystają :) Póki co jest ładnie, jest czysto, nie brakuje ławeczek i pięknych widoków. Pozostawiono tam rosnące od dawna drzewa, ale również dosadzono wiele krzewów i kwiatów. Ciekawa jestem jak będzie wyglądało to miejsce za kilka lat. Ciekawa jestem również jak wygląda hotel od środka :)

Park można zwiedzać do godziny 22.00 
Wspomnę  jeszcze tylko, że w innej części parku (z której akurat nie mam zdjęć) jest plac zabaw dla dzieci.  Jak mieszkacie w Toruniu, albo okolicy i nie macie pomysłu na spędzenie popołudnia, możecie przejechać się do Turzna do parku :)

sobota, 24 sierpnia 2013

TABLETKI DOPOCHWOWE "X"

AAAAAaaaaaaaaa

Czy ja mogę sobie tu pokrzyczeć trochę? Mogę? Normalnie wrrr.

Siedzę w pracy. Gra radio RMFfm i na okrągło reklama tabletek dopochwowych na przemian z tabletkami na poprawę libido - ile razy można tego słuchać!!!

Jak mnie to dziś wkurza.

piątek, 23 sierpnia 2013

Bite, pozostawiane bez opieki, i będące powodem rozwodów

mówię o dzieciach niestety :( 

http://www.nowosci.com.pl
Nowości mam ustawione jako stronę startową. Dziś w nich same przykre artykuły.

3 miesięcznie dziecko z Chełmży bite przez rodziców - podobno to były tylko dyscyplinujące klapsy!!! Link
Normanie wrrrrrrrrrrr słów brakuje i złość zalewa :/

4-latek spacerujący samotnie po ulicach Aleksandrowa, szukający taty - a tatuś pijany wrócił do domu! Link 
Odpowiedzialny tatuś, krucze. Najgorsze, że w dzisiejszych czasach to ludzie często nie mają z kim dziecka zostawić, nie stać ich na nianię/klubik i często są zmuszeni zostawić dziecko z taką nieodpowiedzialną osobą :/

W końcu artykuł o rozwodach, które w co drugim przypadku dotyczą małżeństw ze stażem krótszym niż 10 lat i jak się okazuje często powodem rozstania stają się dzieci. Link


Wiem, że pewnie dawniej też różne złe rzeczy się działy, tylko nie były nagłośnione.Wiedziało o danym zdarzeniu tylko kilku sąsiadów, ale nie całe miasto/kraj. Jednak i tak odnoszę czasem wrażenie, że na świecie dzieje się coraz gorzej. Dokąd to zmierza? Babcia kiedyś mówiła, że ściągniemy na siebie jakąś wojnę.

czwartek, 22 sierpnia 2013

21 miesiąc życia - co dziecko potrafi

Wiki ma 21 miesięcy. Dziś przypadkowo wpadłam na opis tego co dziecko powinno umieć w tym wieku. I tak idąc za artykułem, którego pełną treść możecie przeczytać TU, dziecko w tym wieku:

1. Dziecko jest niezwykle aktywne, ciekawe świata i chętne do zabawy
Nie da się zaprzeczyć :) czasem się zastanawiam, skąd ta nasza córka ma tyle energii.

2. Wchodzi po schodach samo trzymając się poręczy, schodzi zaś z pomocą dorosłego
Wiki i wchodzi i schodzi za rękę. To, że jeszcze sama nie wspina się po schodach, to zapewne moja wina.  Ona już chce sama i próbuje, ale perspektywa czekania, aż się wdrapie na to 4 piętro bez pomocy i strach, żeby mimo mojego nadzoru nie spadła, sprawiają, że chwytam rączkę.

3. Umie kucać przy zabawie, coraz dłużej zajmuje się własnymi sprawami, pochłaniają go czynności, które wymagają aktywności dłoni i palców 
O tak puzle, nadziewanie kółeczek na patyk, trochę mniej klocki ... to zabawy, które Wiki teraz lubi :) 

4. W zabawie zaczyna naśladować dorosłych
Faktycznie, Wiki niedawno wyciągnęła lalki i dawała im jeść. Jak leci piosenka "koła autobu kręcą się ..." to naśladuje dzieci, tak samo macha rączkami. Tańczy tak jak w "Teletubisie tany".

5.  Zna już około 50-100 słów, składa wypowiedzi z dwóch słów, próbuje budować coraz dłuższe frazy zdaniowe, a gdy nie potrafi słowami wyrazić swego życzenia - złości się i krzyczy
 Owszem złości się, krzyczy, ale z tymi słowami to gorzej. Owszem mówi mama, tata, koko, czasem wyrwie się jej chodź, ale generalnie to gada po swojemu (brzmi to jak gadka Krecika), pokazuje palcem, ciągnie za rękę, podaje butelkę/miseczkę ... i ciągle się złości.

6.  Sygnalizuje swoje potrzeby fizjologiczne, zwykle jednak już po fakcie 
Zdarza się, że przyniesie sobie nocnik, usiądzie i zrobi siku, ale rzadko.

7.  Dobrze zna części ludzkiego ciała, potrafi je pokazać nie tylko na sobie, ale i na drugim człowieku lub lalce
To Wiki opanowała już dawno temu, w sumie sama nie wiem kiedy. 

8.  Rozpoznaje obrazki w książkach, wskazuje ten, którego wcześniej brakowało; buduje wieżę z sześciu klocków, zaczyna szeregować klocki poziomo, odkrywa pierwsze puzzle
W książkach wskazuje coraz trudniejsze rzeczy już nie tylko zwierzęta, części ciała, ale też przykładowo warzywa. Problem mamy z kolorami. Puzzle owszem lubi :) natomist klocki woli burzyć niż układać.

9.  Opowiada o tym, co widzi wokół siebie i jest bardzo ciekawe nowości
Owszem, pomimo tego, że nie mówi to opowiada :) Opowiada dosłownie całym ciałem :) 

10.  Pochłania go bazgranie kredkami, może rysować pierwsze kółka 
 Właśnie ostatnio zachwycałam się jej rysunkiem :) Zaczęła całkiem ładnie mieszać kolory, robić kropki, pojawiły się też dwa kółka, ale były tak zgrabne, że trudno uwierzyć, że Wiki je narysowała (jednak inny "winny" się nie znalazł, więc może to jednak jej dzieło?)

11.  Samo sięga po ulubione książki, kartkuje je, po swojemu „czyta”
Czyta, czyta :) Najczęściej póki co to chyba  Elmera i Ciekawskiego kotka 

12.   Nadal nie umie bawić się z innymi dziećmi, ale potrafi być wobec nich opiekuńczy i czuły 
Tej opiekuńczości i czułości to ja u Wiki nie widzę. Natomiast już nie raz widziałam jak bawiła się w "chowanego" lub ganianego z nieco starszym kuzynem. Ciekawa jestem jak ta wspólna zabawa wygląda w żłobku.

13.   Jest pełne emocji, nadal potrzebuje bliskiej dorosłej osoby, która będzie z nim na co dzień
Ostatnimi czasy Wiki rano jak ją zostawiamy w żłobku, przytulała się, odchodzi z podkówką na buzi. Jak ją odbieramy znowu się przytula i zdecydowanie widać, że cieszy się z naszej obecności. Jak siedzi z nami w domu, to czułości nie okazuje. Przytula się tylko wtedy gdy się mocno uderzy. Przy lżejszych stuknięciach poprostu wystawia rączkę, nóżkę do całowania :) 
O złości :) będzie przy kolejnym pytaniu :)

14.   W obecności nieznajomych staje się wstydliwe i ciche
Chwyta nogę mamy/taty, wtula się całym ciałem, jednocześnie mocno zaciskając dłonie na naszej garderobie. Wiki w obecności obcych nie robi, aż takich scen jak przykładowo, gdzieś na ulicy. Nie krzyczy czylko szepcze. Ostatnio pani doktor zapytała się mnie czy Wiki głos straciła :) a ona zwyczajnie wstydziła się głośniej protestować.
Wstydzi się również, jak ją proszę "Powiedz ..." spuszcza wówczas oczka, przechyla główkę i z takim nieśmiałym uśmieszkiem cichutko mówi NIE.

15.   W obecności rodziców bywa agresywne i apodyktyczne - często wykorzystuje płacz i krzyk, aby wymusić coś na dorosłych 
Często? Zawsze jak tylko coś jest nie tak jakby tego chciała. Tłucze mnie po głowie i nic sobie z tego nie robi. Początkowo jak widziała moją smutną minę po takim "opukaniu głowy" to się przytulała, teraz już ma mnie w nosie. Liczy się tylko to, że ona chce teraz iść tam, a mama jej nie pozwala itp. 

Wszystko fajnie dobrze, tylko z tym mówieniem coś nie tak. Z drugiej strony Wiktorii kuzyn, jest starszy o ok. 10 miesięcy, a mówić zaczął dopiero w te lato. Więc może po prostu w naszej rodzinie dzieci później zaczynają gadać?
A może to co napisali w tym i kilku innych artykułach, na podstawie jednej i tej samej książki, jest nie trochę naciągane?

środa, 21 sierpnia 2013

"Wymyśl coś!" Anna-Clara Tidholm - Wydawnictwo Zakamarki

recenzja, książka dla maluchaWydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2013
Ilość stron:  28
Przedział wiekowy: 0+
Link do książki na stronie wydawcy


"Wymyśl coś!" to zbiór próśb bohatera (chłopca o imieniu ... każdy może nazwać go tak jak chce, ponieważ jako jedyny w tej książeczce nie został przedstawiony z imienia) kierowanych kolejno do lali, misia, pieska, małpki i piłki. Zabawki odpowiadają na prośby i proponują zabawy, które efektywnie zajmują chłopcu czas. Skakanie, herbatka i ciastko w towarzystwie lali, wycieczka do miejsc, które  wyobraźnia nam podpowie i nie tylko to. Pochmurny dzień wcale nie musi być nudny, wystarczy użyć wyobraźni.

poczytaj mi mamo

"Wymyśl coś!" to książeczka dla najmłodszych czytelników. Zdania są krótkie i rytmiczne, wręcz melodyjne. Czyta się je z nutką radości i pozytywnej energii. Ilustracje, fabuła i słowa są niezmiernie proste.
Na podstawie rysunków możemy uczyć dziecko nowych słów, kolorów, kształtów czy liczenia.
Mojej córce najbardziej przypadła do gustu niżej prezentowana strona i słowa: czajniczek i filiżanka. Wiktoria jeszcze nie mówi, jednak wskazując palcem na czajniczek, a później na filiżankę opowiada, mamrocząc po swojemu, to co wcześniej ja jej przeczytałam/opowiedziałam.
"Misiu niesie w czajniczku herbatkę, zaraz naleje ją do filiżanki i poczęstuje lalę. Jedząc pyszne ciasto, będą planować kolejne zabawy ... "

czym zająć malucha pomysł na zabawę

Książeczka ma kartonowe strony, lekko zaokrąglone. Dzięki temu rodzice nie muszą bać się ani o maleństwo, ani o książkę. Śliskie strony w razie potrzeby można wytrzeć, usuwając w ten sposób efekty działania małych, brudnych łapek oraz kredek.

pomysł na zabawę

Kolory są żywe, ale nie przesadnie jaskrawe. Ilustracje są realistyczne, przejrzyste. Ta książka jest piękna w swej prostocie, być może właśnie dlatego stała się szwedzkim bestsellerem dla najmłodszych czytelników.

***
Obecnie książkę można kupić za 17,91 na stronie:
http://www.zakamarki.pl/index.php/wymysl-cos.html