ceneo

wtorek, 30 lipca 2013

Zamek Dybowski w Toruniu - wystawa zabytkowych samochodów

Chyba jeszcze nie wspominałam, że ostatnio wraz z Mężem i córcią jeździmy rowerami :) W tę sobotę wybraliśmy się na Zamek Dybowski, który został wydzierżawiony przez Pana Zbigniewa Mikiciuka, właściciela Muzeum Motoryzacji i Techniki w podwarszawskich Otrębusach. Nowy dzierżawca stara się ożywić zamek. Codziennie do końca września 2013 roku możemy zobaczyć na zamku wystawę samochodów z lat 20. i 30. XX wieku. Myślę, że szczególnie dla Panów, ale także i dla dzieci będzie to fajna atrakcja :) Na zdjęciach pokazałam tylko trzy pojazdy, ale na zamku stoi ich około 15stu jeżeli nie pomyliłam się w liczeniu :)

Zamek Dybowski

Zamek Dybowski Toruń wystawa samochodów

Zamek Dybowski Toruń wystawa starych samochodów

Zamek Dybowski Toruń wystawa starych samochodów


Wystawa trwa do 30.09.2013
Otwarte od poniedziałku do niedzieli 10.00-18.00
Cena biletu: 5 zł.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Konkurs - WYNIKI

Pozwolę sobie pominąć wszelkie wstępy, statystyki by nie przedłużać sprawy :) 


UWAGA, UWAGA!!!
Maszyna losująca została uruchomiona

Zwycięzcami zostali:


Książkę:
"Basia, Franek i pielucha" wygrywa Ilonusek 
"Biuro detektywistyczne Lassego i Mai. Tajemnica złota" wygrywa Małgorzata Pyzik
"Ocaleni z XX wieku" wygrywa magi18

GRATULUJĘ :)

Na adresy czekam do 02.08.2013 roku. Przypominam, mój e-mail: yllla@interia.pl


Cięszę się bardzo, że tak wiele osób wzięło udział w moim pierszym konkursie :) Za uczestnictwo oraz  przekazywanie informacji o konkursie wszystkim Wam dziękuję. Zapraszam do zaglądania na mojego bloga oraz do kolejnych konkursów w przyszłości :)

"Przygoda misia Bidulka" Lusia Ogińska i o tym co zrobić, żeby dziecka nie zgubić.

co zrobić by nie zgubić dziecka w tłumieWydawnictwo: Aksjomat
Data wydania: 2004
Ilość stron:24

Pod krzaczkiem malin siedzi sobie i płacze miś. Jest to miś Bidulek, który był na pikniku ze swoją przyjaciółką Bunią i jej rodziną. Niestety ludzie zbierając się do domu, zapomnieli misia spakować i został on sam, wystraszony, w wielkim lesie.



Bajka oczywiście kończy się dobrze. Miś poznaje zwierzęta leśne, pierwszy raz ma okazję zobaczyć jak toczy się życie w lesie. Dzięki dobrym radom zwierząt, wraca w miejsce, w którym go zostawiono i tam odnajduje go stęskniona Bunia.

 "Brzydulek był przyjacielem Bogumiłki, a przyjaciele do przyjaciół wracają ... Zawsze!"

Co zrobić by nie zgubić dziecka w tłumie

"Przygody misia Bidulka" to pouczająca książeczka. Dziecko dowie się z niej, co powinno zrobić w razie gdyby się zgubiło. Nie brakuje miejsc i okoliczności, w których może do tego dojść. Zatłoczone hipermarkety, plaże, nowe miejscowości, które zwiedzamy w okresie letnim, imprezy plenerowe. Właściwie wszędzie gdzie tłum ludzi, tam łatwo zgubić się. Powinniśmy szczególnie w okresie letnim ze swoimi maluchami i tymi większymi dziećmi również, porozmawiać o tym, jak powinny się zachować, w razie gdyby się zgubiły. Nie uchroni to ich przed stresem, jednak z pewnością łatwiej będzie je odnaleźć. Książeczka "Przygody misia Bidulka" wprowadzi dziecko w temat, a my rodzice będziemy mogli go rozwinąć. 

Co możemy zrobić, żeby jak najbardziej ograniczyć ryzyko zgubienia się dziecka? Co powinno wiedzieć dziecko w razie zagubienia? 

Jeżeli jesteśmy w jakimś miejscu, w którym jest dużo ludzi i realne zagrożenie rozdzielenia się w tłumie, ustalmy sobie jakieś charakterystyczne miejsce, punkt kontrolny, w którym spotkamy się. W miarę możliwości niech będzie to coś widocznego z daleka, coś stałego, do czego każdy zapytany będzie mógł skierować dziecko.

Jeżeli zwiedzamy jakiś obiekt zamknięty, czy jesteśmy w sklepie czy innym miejscu, dziecko powinno wiedzieć, że nie powinno tego miejsca opuszczać, powinno pozostać w nim i czekać, aż rodzice/opiekunowie odnajdą je.

Na plaży jak już rozłożymy ręczniki, zajmiemy stałe miejsce, zwróćmy dziecku uwagę, na charakterystyczne punkty, dzięki którym łatwiej będzie mu odnaleźć nas. Jeżeli jest taka możliwość dobrze jest rozkładać się w jakimś charakterystycznym miejscu, ale wiadomo, że na plaży takich miejsc jest nie wiele, więc dla każdego nie wystarczy. Pokażmy dziecku: tu po prawej jest budka ratownika, tam z lewej przebieralnie, jesteśmy w linii prostej od bramki nr 3, ...

Powinniśmy zwrócić uwagę na to czy dziecko wie jak się nazywa i gdzie mieszka. Większe dziecko warto nauczyć numeru telefonu do mamy lub taty. Należy też powiedzieć dziecku, żeby o pomoc prosiło policjantów, strażników, panie z obsługi sklepu, dorosłych z dziećmi. Żeby nie opuszczało danego miejsca z osobą, która kusi je cukierkiem, zabawką ... Żeby nie wsiadało z obcym do samochodu.

Jak dziecko ma na sobie coś jaskrawego, czerwonego jest bardziej widoczne, łatwiej nam je wypatrzeć. Jak już o ubraniu mowa, my rodzice powinniśmy zawsze wiedzieć w co dziecko było ubrane.

Widziałam w internecie takie gadżety jak przykładowo opaska na rączkę, z numerem telefonu do rodzica. Wydaje mi się, że to świetna sprawa, szczególnie w przypadku młodszych dzieci, które jeszcze nie są w stanie nauczyć się numeru telefonu. Są również lokalizatory, specjalne programy do telefonu i inne cuda techniki. Jak będziemy wyjeżdżać na wakacje, może warto poszukać czegoś odpowiedniego dla naszego dziecka.

Jaki Wy macie sposób na to, żeby dziecka nie zgubić? A może macie już niestety za sobą to przykre doświadczenie?

Notka napisana do konkursu firmy Beticco,
-link do regulaminu:
http://beticco-baby.blogspot.com/2013/07/konkurs.html
-link do Facebooka:
https://www.facebook.com/BeticcoBaby
Walczę o nagrodę: Konik na biegunach!



W posiadanie książeczki weszłam, tak przy okazji wymiany :) a dokładniej to tę i jeszcze dwie inne książeczki dostałam od Marty. Bardzo Ci dziękuję  :) z pewnością nie raz Wiki przeczytam o Bidulku :)

niedziela, 28 lipca 2013

Sałatka z ogórków w słoiki na zimę

W piątek musiałam zostać z Wiki w domu. Wykorzystałam ten czas i przygotowałam sałatkę z ogórków na zimę. Roboty było sporo, ale w zimę miło będzie do obiadu wyciągnąć taki słoiczek :) 

Składniki:
 4 kg ogórków
0,5 kg cebuli
0,5 kg papryki
0,5 kg marchwi
1/2 szkl. cukru
1 szkl. octu
pieprz, sól, czosnek - do smaku

zaprawy na zimę

Ogórki obieramy (tak było w przepisie, który mam nie pamiętam skąd, ale ja robiłam już kiedyś ze skórką i też dobre były) kroimy w plasterki, paprykę w paseczki, cebulę w pół-talarki, marchew trzemy na tarce o grubych oczkach, czosnek drobno siekamy.

Wszystko ze sobą mieszamy - do tego przyda nam się duuuża miska, chyba, że pół porcji zrobimy - przyprawiamy i zostawiamy na jakieś 5-6 godzin. W między czasie ocet mieszamy z cukrem i zagotowujemy. Dodajemy do leżakującej sałatki.

zaprawy na zimę

Po tych powiedzmy 6 godzinach (jest to czas umowny, moja sałatka leżakowała w lodówce przez całą noc) sałatkę nakładamy wraz z sokiem do słoików, na wierzch wlewamy do każdego z nich po łyżce oleju, zakręcamy i  gotujemy przez 15 min. żeby się zamknęły. 

Ja zagotowane słoiki, mamy zwyczajem, zapatulam jeszcze w koc i tak w tym kocu sobie stoją, aż spokojnie ostygną.

Przy takiej ilości octu, nie jest on mocno wyczuwalny w sałatce, więc jak ktoś woli jak zaprawa jest mocno octowa, to trzeba zwiększyć odpowiednio jego ilość.

A Wy jakie sałatki z ogórków robicie w słoiki?

sobota, 27 lipca 2013

W poprzednim wcieleniu byłam SYRENĄ ;)

Tak sobie myślę, że ja to z pewnością w poprzednim wcieleniu byłam syreną :) 


Obrazek pochodzi z bloga http://rysunki-moje.blog.onet.pl/2007/11/12/syrena/
 Dlaczego? A dlatego, że jak sobie poleżę w wannie ze 2 godziny (najlepiej jeszcze jak dodam sobie soli do tej wody :)) to następnego dnia mam taką fajną rozciągliwą, gładką, nieswędzącą skórę. Jak tylko zrobię dzień przerwy, opuszczę dłuższe leżakowanie w wannie, to zaraz pokrywa mnie łuska. Syreny też miały ogon pokryty łuską. I jak to w filmach pokazują, nawet jak ogon zmieniły na piękne, zgrabne długie nogi, to i tak musiały w wodzie się moczyć.

Lubię sobie myśleć, że kiedyś byłam piękną syreną :) Uwodziłam pięknym głosem i niebywałą urodą żeglarzy :) Ale oczywiście, ja ich nie zabijałam :)

Szkoda, że nie pozostał mi głos z tego mojego poprzedniego wcielenia zamiast łuski ;)

piątek, 26 lipca 2013

Około Wikusiowe sprawy

Pisałam jakiś czas temu, że Wiki ma rozwolnienie, niestety nadal jej nie przeszło. Męczy ją od 14.07.13, czyli już drugi tydzień. Byliśmy u 3 lekarzy, każda Pani, która ją badała nie widziała potrzeby zrobienia choćby badań moczu. 
Ostatnio popularne są jelitówki, więc wszyscy z góry zakładają, że to właśnie to. Tymczasem Wiki z rozwolnieniem, była w żłobku przez dwa dni i żadne dziecko się nie zaraziło. My przebywamy z Nią na co dzień i zdrowi jesteśmy. Babcia i kuzyn Wiki mieli jednodniowe problemy jelitowe, ale prawdopodobnie z innego powodu. Jutro jeszcze dowiem się, dokładnie jak oni się czują, ale z tego co starszy kuzyn opowiadał wynika, że już im przeszło. 
Dziś rano Wiki przyjęła czwartą dawkę nowego (drogiego, ale podobno bardzo skutecznego) leku. Siedzę z Nią w domu i strasznie liczę na poprawę. Korzystając z okazji, że jestem w domu,  przejdziemy się, poszukamy sklepu zielarskiego i kupimy suszone jagody. Agnesto pisała, że pomagają, moja kuzynka również tak mówiła, więc i tego spróbujemy. Dopytam się tylko, czy z obecnie przyjmowanym lekiem mogę podawać Małej napar z jagód, ale podejrzewam, że można.

Tak poza tą biegunką to wszystko jest ok :) Wiki w gabinecie lekarskim, jest przykładnie grzecznym dzieckiem, nie wierci się, nie wyrywa, jak ją kładą to leży, jak każą buzie otworzyć, to otwiera. Ślicznie się uśmiecha, okazuje zainteresowanie dosłownie wszystkim, gada sobie coś po swojemu, albo podśpiewuje. Widząc takie roześmiane, pełne energii dziecko, aż ciężko uwierzyć, że jest chore - może dlatego lekarze, nie traktują nas poważnie?

Do żłobka oczywiście Wiki nie chodzi, więc pilnuje Jej kto może. Ostatnie dwa dni spędziła u dziadków na wsi. Trzeba przyznać, że tam jej dobrze. Kurki, kotki, piesek, truskawki, maliny, poziomki, ogórki, marchewka, pietruszka, buraczki, kapusta, a nad nią białe motylki, piaskownica, samochody, traktor i wreszcie rzecz niesamowicie ważna taczka :) Dzieje się tam tyle rzeczy, że nudzić się nie można. To z dziadziem można posiedzieć, obserwować jak przebiera ogórki. To z babcią iść na spacer. To z ciocią iść do kurek. To z drugą ciocią szukać malin. To pomagać wrzucać ogórki do wiadra. To taczką się przejechać, posiedzieć w piaskownicy, pobawić z kotem, ... I ta przestrzeń ! I przede wszystkim nie w domu, tylko na świeżym powietrzu!

czwartek, 25 lipca 2013

KONKURS - ostatnia chwila

Tym, którzy chcieli wziąć udział w konkursie, lecz z jakichś względów tego jeszcze nie zrobili przypominam, że jutro ostatni dzień, by dołączyć do zabawy  :)

Tych,  do których informacja o konkursie jeszcze nie dotarła, informuję, że do jutra mogą jeszcze zgłosić się :)

Wszelki informacje o konkursie znajdziecie TU

Zapraszam :)


wtorek, 23 lipca 2013

"Biuro detektywistyczne Lassego i Mai. Tajemnica złota" Martin Widmark, Helena Willis - recenzja

http://lubimyczytac.pl
Wydawnictwo Zakamarki
Data wydania: 2012
Ilość stron: 92
ISBN: 97883-60963-86-9
kategoria: literatura dziecięca









"Tajemnica złota" to książka o Lasse i Mai, którzy prowadzą małe biuro detektywistyczne w miasteczku Valleby. Pewnego dnia, ze skarbca banku znika 250 kg czystego złota, a jego pracownicy stają się zakładnikami złodziei. Porwanym z pomocą przychodzą mali detektywi.


Jak złodziejom udało się wynieść taką ilość złota nie otwierając drzwi do skarbca i omijając kamerę? Jak skończy się ta historia? Czy detektywi uratują porwanych ludzi i odzyskają złoto? O tym musicie przekonać się sami :) 


"Tajemnica złota" to kryminał dla dzieci. Dzięki wskazówkom w fabule dziecko może rozwiązać zagadkę razem z detektywami. Książka jest bardzo wciągająca, napisana prostym językiem. Długość książki jest odpowiednia dla dzieci. Młody czytelnik, ćwiczący swoją umiejętność czytania nie zmęczy się nią, ani nie znudzi, bez problemu dotrze do końca i będzie chciał przeczytać kolejny tom książki.  Litery są duże, ilość tekstu na stronie nie przeraża, jest sporo ilustracji. 


Książki z serii "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai" od kilku już lat utrzymują się w czołówce listy bestsellerów literatury dziecięcej w Szwecji. Czy polskim dzieciom też podoba się ta seria? Myślę, że tak :) Świadczy o tym choćby fakt, że Pani w księgarni poproszona o wskazanie najbardziej lubianych książeczek dla dzieci wytypowała właśnie te. Chwilę później do półki z tymi książeczkami podbiegła dziewczynka z radosnym okrzykiem "Mamo, ja chcę o detektywach ... "

Książki z cyklu "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai" przeznaczone są dla dzieci powyżej 6 roku życia. Jeżeli chodzi o górną granicę myślę, że takiej nie ma :)



Przypominam, że książkę możecie wygrać w moim konkursie szczegóły znajdziecie TU

The Versatile Blogger Award

Za nominacje do The Versatile Blogger Award dziękuję Marcie :) Chętnie wezmę udział w zabawie :)



Siedem faktów o mnie:
1. Robię mnóstwo błędów ortograficznych, połykam literki lub je podmieniam, ale jak przeczytam za kilka dni tekst, to zdarza się, ze błędy widzę.
2. Jestem bałaganiarą.
3. Jestem domatorką.
4. Jak coś mnie rozśmieszy w książce, to czytam Mężowi na głos dany fragment lub opowiadam. Oczywiście Mąż z tego radości nie ma, ale ja po prostu MUSZĘ.
5. Ciągle powtarzam pewne słowa, ostatnio "generalnie" i ... coś jeszcze, ale nie pamiętam co :)
6. Wyglądam na młodszą niż jestem (chyba jeszcze tak jest, a jak nie to "wyglądałam")
7. Płaczę na filmach, płaczę czytając książki, płaczę ze złości.


Do The Versatile Blogger Award nominuje:
1. http://www.chwile-niezapomniane.pl/
2. http://tanatoza.blogspot.com
3. http://czymzajacmalucha.pl
4. http://kreatywnymokiem.blogspot.com/
5. http://mama-ka.blogspot.com/
6. http://kulinarneprzeboje.blogspot.com/
7. http://milosc-w-wersji-demo.blogspot.com/
8. http://mojkantorwymianymysliiwrazen.blogspot.com/
9. http://e-brudnopis.blogspot.com/
10. http://recenzje-kiti.blogspot.com/
11. http://potravel.pl/
12. http://book-and-cooking.blogspot.com/
13. http://slodkogorzka-ja.blogspot.com/
14. http://lilia.celes.ayz.pl/blog
15. http://zwyczajnamama.blogspot.com/



Zasady:
Każdy nominowany bloger powinien:
- podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu
- pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
- nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów


poniedziałek, 22 lipca 2013

Jeansowa torebka ze starych spodni

Zawsze jak idziemy na zakupy, Wiki zarzuca sobie na ramię siatkę. Pomyślałam, że to już pora na jej pierwszą torebkę. Pomysł w głowie się zalęgł, z wykonaniem musiałam trochę zaczekać, na chwilę natchnienia :) Owa chwila nadeszła przedwczoraj :) W sobotę i  w niedzielę, bawiłam się w krawcową, efekt:

Torebka dżinsowa ręcznie szyta

 Za materiał posłużyły mi stare spodnie Męża. Wycięłam z nich obie tylne kieszenie, zszyłam, dorobiłam rączki (z tym było najwięcej roboty) i torebka gotowa.

torebka dżinsowa ręcznie robiona

Dwie kieszonki, bez zamknięcia (choć nie jestem pewna czy to się nie zmieni jeszcze), pasek zrobiłam specjalnie wiązany, żeby móc regulować jego długość :) a tak poza tym to tak mi się podobało :)

torebka dżinsowa ręcznie robiona

Już myślę nad kolejną rzeczą, którą chciałabym uszyć, ale zaczekam z tym trochę, bo paluszki mnie bolą od przepychania igły przez ten twardy jeans.

sobota, 20 lipca 2013

Fotel do czytania

Mąż mi taki fotel wynalazł :) Fajny, co nie? Wszystko można mieć pod ręką :) Ciekawy czy wygodny :) Jeszcze podnóżek by się przydał do kompletu :)







źródło fotek jest TU

piątek, 19 lipca 2013

Rozwolnienie

Wiki znowu jest chora. Od niedzieli męczy ją rozwolnienie i nie jest to chyba jednak jelitówka. Dziś Mąż po raz kolejny pójdzie z nią do lekarza. Oby jak najszybciej jej przeszło. 
:(

czwartek, 18 lipca 2013

Gąsienica Earlyers Click, Rattle 'n Roll Caterpillar

Gąsienicę Wiki dostała od Cioci z Anglii na święta i od tego czasu, systematycznie przemierza ona nasz pokój w tą i tamtą stronę :) Wiki wcale jej nie ciągnie za sznureczek, specjalnie do tego przewidziany :) Ona bawi się nią jak samochodem :)
Gąsienica, jak widać na załączonym obrazku jest bardzo kolorowa. Na każdym kole (tak, tak, to 8-kołowa gąsienica ;)) ma ciekawy rysunek, który podczas jej toczenia się wygląda jeszcze lepiej.  Na grzbiecie, gąsienica wiezie 3 kulki, w których są mniejsze kuleczki. Kulki na plecach gąsienicy wprawiane są w ruch, kręcącymi się kołami i dzięki swojej zawartości delikatnie grzechoczą. Uśmiechniętą głowę gąsienicy, można skierować, w którąkolwiek stronę.

zabawka gąsiennica

To kolorowe zabawko-stworzenie nabiera ogromnych prędkości przemierzając odległość między mamą/tatą, a Wiktorią. Czasem jedzie wolniej, ale slalomem. Innym razem zjeżdża sobie ze specjalnie dla niej przygotowanej pochylni. Zdarza się, że po drodze wykolei się i pogubi swoje kolorowe kulki, które stają się oddzielną zabawką.

zabawka gąsiennica earlyers click

Kulki mogą być użyte jako grzechotki. Można je turlać, lub wrzucić do miski i pokręcić (fajnie wirują). Można je chować przed uczestniczącą w zabawie osobą. Mogą również zbijać specjalne butelko-kręgle. I pewnie wiele innych rzeczy mogą robić :) wystarczy trochę wyobraźni. 

Zabawka jest porządnie wykonana. Pomimo licznych upadków z wysokości, zderzeń z nogami krzeseł itp. nie widać na niej żadnych śladów.

Spodoba się i dziewczynce i chłopczykowi. Bawić się nią mogą takie maluchy co to raczkować dopiero zaczynają i dzieci starsze, które już biegają.

Niestety w polskich sklepach chyba nie można jej kupić. Znalazłam ją natomiast na  Amazon.com

***

W odpowiedzi na pytanie  Ewy informuję, że kuleczki jak i cała gąsienica nie nadaje się do zabaw w wodzie :) a to z powodu tego, że nie jest ona klejona, tylko skręcana na śrubki, które mogłyby zardzewieć.

zabawka gąsienica earlyers click

środa, 17 lipca 2013

Wywóz śmieci wielkogabarytowych Toruń

Wczoraj myśleliśmy o tym, że trzeba pozbyć się płyt ze starych mebli. Nawet Mąż dzwonił do MPO, żeby się dowiedzieć ile kosztuje zamówienie samochodu od nich, a dziś ukazał się artykuł w Nowościach na temat wywozu dużych śmieci :) Ściągnęliśmy myślami ten temat?

Zabudowa wielorodzinna - wywóz raz na miesiąc:
Rubinkowo, Bielawy, Grębocin nad Struga - 15 lipca, 19 sierpnia, 16 września, 14 października, 18 listopada i 9 grudnia;
Na Skarpie i Kaszczorek - 16 lipca, 20 sierpnia, 17 września, 15 października, 19 listopada i 10 grudnia;
Wrzosy, Bielany, Barbarka - 17 lipca, 21 sierpnia, 18 września, 16 października, 20 listopada i 11 grudnia;
Mokre, Katarzynka, Jakubskie Przedmieście, Winnica - 18 lipca, 22 sierpnia, 19 września, 17 października, 21 listopada i 12 grudnia;
Koniuchy, Chełmińskie Przedmieście - 19 lipca, 23 sierpnia, 20 września, 18 października, 22 listopada i 13 grudnia;  
starówka - 22 lipca, 26 sierpnia, 23 września, 21 października, 25 listopada i 16 grudnia;
Starotoruńskie Przedmieście, Bydgoskie Przedmieście, Rybaki - 23 lipca, 27 sierpnia, 24 września, 22 października, 26 listopada i 17 grudnia;
Rudak, Czerniewice - 24 lipca, 28 sierpnia, 25 września, 23 października, 27 listopada i 18 grudnia;
Podgórz, Glinki - 25 lipca, 29 sierpnia, 26 września, 24 października, 28 listopada i 19 grudnia;
Piaski, Stawki - 26 lipca, 30 sierpnia, 27 września, 25 października, 29 listopada i 20 grudnia.
Zabudowa jednorodzinna - wywóz raz na sześć miesięcy:
Wrzosy, Barbarka, Koniuchy - 1 października;
Bielany i Chełmińskie Przedmieście - 2 października;
Grębocin nad Strugą, Bielawy, Rubinkowo - 3 października;
Kaszczorek i Na Skarpie - 4 października;
Rudak i Czerniewice - 7 października;
Stawki i Piaski - 8 października;
Podgórz i Glinki - 9 października;
Katarzynka, Mokre, Jakubskie Przedmieście, Winnica - 10 października;
Bydgoskie Przedmieście, Rybaki, Starotoruńskie Przedmieście, starówka - 11 października.

Cały artykuł możecie przeczytać TU 

Korzystajcie z tej okazji i róbcie porządki :) bo jak będziecie musieli wywieźć graty i w tym celu specjalnie zamówicie samochód z mpo to zapłacicie 50 zł.


Też tak macie, że jak o kimś myślicie, to ON odzywa się do Was? Ja tak mam często :)

wtorek, 16 lipca 2013

Zmienić siebie, by dać dziecku szansę

Przeczytałam wczoraj książkę "Kiedy byłeś mój" Rebecca Serle i naszła mnie taka myśl, w zasadzie oderwana od książki zupełnie, ale nią sprowokowana.
Moja "młodość" minęła zbyt szybko i nie na tym na czym powinna. W okresie kiedy miałam naście lat, zabrakło intensywnej przyjaźni, zabrakło zakochania, zabrakło takich zwykłych młodzieńczych wybryków ;) Pierwsza miłość przyszła zbyt późno, ale za to awansowała od razu na ostatnią :) 

Wszystko przez mój charakter i przez charakter mojej Mamy. Ja jestem typem domatora, Mama zawsze się o mnie bała. Efekt: uczyłam się i pracowałam. Nie imprezowałam, nie zawierałam mocniejszych więzi z koleżankami/kolegami, nie miałam okazji zrobić żadnych głupstw, nie miałam okazji popróbować  ... 

Już teraz jak patrzę na Wiki zauważam, że Ona też w towarzystwie trzyma się z boku (jak ja). Pewnie w przyszłości też będzie wolała siedzieć w domu, uczyć się, czytać niż wyjść gdzieś z ludźmi, pobawić się, pozwolić innym na zbliżenie się do siebie. Tyle, że ona będzie w innych warunkach się wychowywać. Nie na wsi, gdzie do najbliższej koleżanki trzeba iść 1,5 km pieszo, wąską ulicą, bez chodnika, bez latarni. Wiki będzie mieszkała w bloku, od małego będzie miała kontakt z dziećmi i może jak ja nie zrobię czegoś źle, jak dobrze ją pokieruje, to może ona nie odizoluje się od rówieśników? Jest szansa prawda? Muszę tylko zapanować nad sobą, w odpowiednim wieku pozwalać jej na to co właściwe, a nie namawiać ją, żeby lepiej w domu posiedziała, pouczyła się ... Bo przecież jest czas na naukę i czas na rozrywkę, a rozrywkę nie muszą być tylko i wyłącznie książki.


poniedziałek, 15 lipca 2013

"Basia, Franek i pielucha" Zofia Stanecka - EGMONT - recenzja

Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2012
Ilość stron: 10
kartonowa

 Tym razem, książeczka z serii o Basi, dla młodszych dzieci. Dla takich szkrabów w wieku przed-przedszkolnym, które jeszcze pieluchy używają, albo właśnie uczą się żyć bez niej. 

książka, recenzja basia, franek i pielucha


Franek, młodszy brat Basi, zapragnął załatwiać się tak jak tata. Ściągnął więc pieluchę i ... cóż nie trafił do sedesu. Oczywiście wywołało to w nim złość, zapewne obawiał się, że siostra będzie się z niego śmiała. Siostra jednak postanowiła mu pomóc, przyniosła stołeczek, dzięki, któremu Franek mógł stanąć na wysokości zadania. 

Myślę, że książeczka "Basia, Franek i pielucha" doda maluchowi odwagi i zachęci go nauki kontrolowania swoich potrzeb. Dzięki niej dziecko będzie wiedziało, że nie tylko jemu zdarza się przykładowo nie trafić do nocnika, czy po prostu zapomnieć. Zofia Stanecka porusza również temat złości u malucha oraz chęci naśladowania dorosłych. Przy okazji lektury, możemy z dzieckiem spróbować porozmawiać o tym.

książka, recenzja basia, franek i pielucha

Tekstu w tej książeczce nie ma za wiele, jednak rysunki nadrabiają ten fakt. Czyli wszystko idealnie, bo Maluchom trudniej jest się skupić na tekście niż na rysunkach. Oczywiście nasz komentarz do rysunków jest jak najbardziej wskazany :) 

Zaskoczył mnie format tej książeczki. Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się, że będzie ona takiej wielkości jak wcześniej opisywana przeze mnie "Basia i podróż" (TU) Książka ma kartonowe strony, co zdecydowanie działa na jej korzyść. Będzie dzięki temu mogła dłużej maluchom służyć :) Obrazki, tak jak widzicie są bardzo ładne :) 


Przypominam, że książeczkę macie szansę wygrać w moim KONKURSIE, który trwa do 26.07.2013.

sobota, 13 lipca 2013

"Piknik"

Dzień po imprezie nie jest już tak fajny, jak dzień imprezy :) Niestety niewyspanie daje o sobie znać, ale raz na jakiś czas można pocierpieć :) 

Wczorajszy "piknik", jak co roku rozpoczęto meczem. Chłopaki nie zważając na deszcz zagrali w piłkę nożną. Ślisko było, ale chyba obyło się bez jakichś większych kontuzji. Mój Mąż narzekał na bolącą nogę, ale jak wypił odpowiednią ilość piwa to i noga przestała Go boleć :) Niestety meczu nie widziałam. Może w przyszłym roku się uda. 

Po meczu przyszedł czas na picie, jedzenie i tańce. Duże ilości piwa, kiełbaski, szaszłyki, karkówka z grilla i sałatki zaspokoiły nasz głód, na deser pojedliśmy sobie ciast i ciasteczek. Najbardziej smakowały mi takie jakby małe pączusie z twarogiem w środku, mmm pychotka :) W tle cały czas leciała muzyka (iście weselna :)) więc w końcu przyszedł również czas na tańce :) a uwierzcie mi, tancerzy nie zabrakło :) Jedni lepiej sobie radzili, inni gorzej, ale wszyscy dobrze się bawili :) Ja oczywiście jak zawsze na takich imprezach, żałowałam, że mam dwie lewe nogi. Znalazł się jeden świetny tancerz z zamiłowania, co stwierdził, że nauczy mnie ... niestety moje nogi jakoś nie słuchały i po chwili radości, że już tak dobrze mi idzie, zaczynały się plątać. Nie mniej z Mężem potańczyłam :) być może był to taniec obijaniec, jednak przyjemnie mi było :) Jak tak sobie przypomnę te nasze tańce, to stwierdzam, że coraz lepiej nam idzie :) więc może kiedyś będziemy wywijać jak ci starsi panowie ze swoimi żonami :)

Powrót do domu, był strasznie męczący. Znaczy się dla mnie, bo za kierowcę robiłam. Ciemno, deszcz, czyli warunki w jakich nie znoszę prowadzić i na dodatek skurcz w lewej stopie, który nie chciał odpuścić. Na szczęście dojechaliśmy. 

W nocy śniła mi się impreza, ale nie pamiętam co dokładnie, bo jak się ocknęłam to od razu przeszył mnie ból w obu stopach - kurcze, znowu skurcze. Masakra jakaś. 

Ostatecznie przyszedł dzień "po imprezie". Wiktoria wstała wspaniałomyślnie o 6.20 co jest aż dziwne, bo jak zasypiała to była 17.30!!! Owszem, to że śpi po prawie 12 godzin to nic nowego, ale 13 godzin w sobotę

Ciężko mi się dziś myśli.

*

Przez tą wczorajszą imprezę, odnoszę wrażenie, że dziś to już niedziela, po czym dochodzi do mnie, że niedziela jest jutro :) Fajnie, że jeszcze jeden dzień wolnego :) Oby pogoda się poprawiła.

piątek, 12 lipca 2013

Z bieżącego tygodnia

Ostatnio nie miałam czasu pisać o tym co u nas się dzieje. Jakoś tak nie po drodze mi było, to sobie drzemkę wieczorem zrobiłam i tak mi zeszło do rana, to inny temat był, to znowu recenzję opublikować chciałam, to konkurs ... Więc dziś od niedzieli do piątku w telegraficznym skrócie będzie ;)

Ogromny Smerf na Nowym Rynku w Toruniu :) Można było wejść do zdecydowanie mniejszych domków smerfów, albo uścisnąć dłoń pluszowemu lecz prawdziwemu smerfowi, co Wiki oczywiście uczyniła :)

W miniony weekend znajomi z okolic W-wy nas odwiedzili :) Była okazja pogadać, przejść się na spacer, zajrzeć do domków Smerfów :) i wypić piwo w Krajina piva.

Koleżanka pochwaliła moje ciasta :) Miło mi się zrobiło, bo ja zawsze mam jakieś "ale" do swoich wypieków/potraw. Nigdy nie są takie jakbym chciała. Dobrze wiedzieć, że innym smakują :) Hmm tzn. nie raz mi ktoś mówił, że mu smakowało, ale ja zazwyczaj przyjmuję takie słowa jako komplement z uprzejmości. Tym razem było jakoś inaczej :) zwyczajnie uwierzyłam w to, że faktycznie smakowało ciacho :) 

Szybki przeskok do dnia dzisiejszego. Wiki w domu zostaje z Babcią, a ja z Mężem jadę na imprezę zakładową do firmy, w której On pracuje. Niestety ominie mnie początek, czyli mecz, ale mówi się trudno. Firma owa ma taką fajną tradycję, że co roku organizuje piknik. Co roku są mecze rozgrywane przez pracowników i co roku są tańce :) oczywiście nie brakuje dobrego jedzenia i alkoholu. Dawno nie wychodziliśmy bez dziecka, tylko we dwoje, także cieszy mnie ten wypad. Mam nadzieje, że faktycznie się uda :) 

Ostatnio stwierdziliśmy, że musimy Wiki trochę atrakcji zapewnić. Padł pomysł, żeby przewieźć ją pociągiem :) więc prawdopodobnie w niedzielę (tą lub inną) zamiast samochodem pojedziemy pociągiem do moich rodziców :) Zobaczymy czy jej się spodoba :) 

Nic mi więcej do głowy nie przychodzi. Lecę. Malować się, ubierać i w drogę :)

czwartek, 11 lipca 2013

"Zosia i książę Elfów" Aneta Noworyta - recenzja

Oficyna Wydawnicza Impuls
Rok wydania: 2008
ISBN: 978-83-7587-032-9
Ilość stron: 25
Kategoria: literatura dziecięca




"Zosia i książę Elfów" to krótka historia przyjaźni pomiędzy piękną dziewczynką, a księciem Filipem. Książę Elfów podarował Zosi skrzydełka, dzięki którym przez całe lato, noc w noc, mogła ona bawić się z elfami, poznawać ich świat. Pewnego dnia książę Filip dowiedział się, że jego przyjaciółka jest śmiertelnie chora. Postanowił wykorzystać wszelkie możliwości i spróbować ocalić życie Zosi. Czy jego przyjaciółka powróciła do zdrowia? 


Niestety ta bajka nie kończy się słowami "I żyli długo i szczęśliwie". 


Jest to piękna lecz smutna opowieść o przyjaźni i o przemijaniu. W delikatny sposób oswaja ona dziecko z tematem śmierci, który dla nas dorosłych jest oczywisty, dla dzieci natomiast zupełnie nieznany i niezrozumiały. Książka ta stwarza odpowiednią atmosferę do rozmowy na tak trudny temat. Nikomu nie życzę sytuacji, w której rozmowa z dzieckiem na temat przemijania będzie konieczna. Jednak jeżeli taka sytuacja się zdarzy to "Zosia i książę Elfów" świetnie nada się na wstęp do rozmowy.


Piękna jest ta bajka i pięknie wydana. Twarda okładka, porządny papier, śliczne obrazki. Litery nie są jakieś specjalnie duże, ale nie jest to książka "do nauki czytania", a raczej do czytania dziecku, więc wielkość liter nie jest istotna. Na każdą stronę tekstu, przypada strona z ilustracją, czy ładną? Oceńcie to sami :) Mi się podobają, a najbardziej chyba to właśnie ta strona z sową :)

Książkę otrzymałam na spotkaniu blogerek, od wydawnictwa:


środa, 10 lipca 2013

Smutna wiadomość

Co powiedzieć osobie, z którą niedawno cieszyliśmy się z nowo poczętego życia, gdy to życie wygasło?

Nie potrafię znaleźć słów. Poza zwykłym, nieczułym "przykro mi", żadne słowa nie przychodzą mi do głowy.

:(

wtorek, 9 lipca 2013

"Zrozumieć bez słów" Nancy Rossiter

lubimyczytac.pl
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-240-2378-3
Ilość stron: 313
Kategoria: literatura współczesna









Książkę przeczytałam dzięki Paulinie, która pisała o niej u siebie na blogu, a później pożyczyła mi ją :) za co jestem jej bardzo wdzięczna - Dzięki Paulina :)
"Zrozumieć bez słów" pochłonęłam na dwa "przysiady" (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi :) ) Lubię takie książki :) 

"Zrozumieć bez słów" to historia młodej dziewczyny o imieniu Callie, której życie nie należało do najłatwiejszych. 
Wypadek mamy, nieudany związek, syn chory na autyzm i do tego jeszcze choroba ojca. Wszystko to spadło na Calli w niedługim okresie czasu i mało tego z tymi problemami została sama. Przyznacie, że to zbyt wiele. Zdradzę Wam jednak, że wśród tych nieszczęść Callie odnalazła swoją dawną miłość - Lindena :)  Ale czy on nadal ją kocha? 

Po tym wstępie mogłoby się wydawać, że to smutna książka. Owszem były momenty, w których po policzkach spłynęły mi łzy. Nie jest to jednak książka, która człowieka przybije, zdołuje,  wręcz przeciwnie. Ta opowieść ma w sobie bardzo dużo nadziei, podnosi na duchu :) Dodatkowo uzmysławia czytelnikowi ile ma on szczęścia, którym powinien się cieszyć.

Głównym tematem książki jest autyzm, na tę chorobę cierpi Henry, syn Callie. Przyznam, szczerze, że z tą chorobą nie miałam nidy do czynienia. Dzięki tej książce dowiedziałam się z jakimi problemami borykają się rodzice dzieci autystycznych.
Callie bardzo kocha swojego synka, jednak ma problem ze zrozumieniem jego potrzeb. Chłopiec nie mówi, często reaguje ze złością, wpada w histerię. Przez tę nieumiejętność dogadania się, Callie momentami traci cierpliwość, czuje się bezradna wobec choroby swojego dziecka. Na szczęście zmiana miejsca zamieszkania, kontakt ze zwierzętami, pomoc życzliwych ludzi, pomagają Henremu otworzyć się :)

Czytając, czy słuchając o problemach innych ludzi, o tym z jakimi chorobami rodzą się dzieci, coraz bardziej doceniam fakt, że nasze dziecko jest zdrowe. Słowa "nie ważne jaka płeć, ważne aby zdrowe było" w pełni do mnie dotarły, gdy sama stałam się matką. Szczęśliwą matką ze zdrowym dzieckiem. Szczęśliwą również dlatego, że mam rodzinę, która w razie jakichś problemów wesprze, podtrzyma na duchu, będzie ze mną.


poniedziałek, 8 lipca 2013

KONKURS, lub jak kto woli CANDY

Jest to mój pierwszy konkurs więc proszę o wyrozumiałość :)


ZASADY
  1. Organizatorką konkursu jestem ja Yllla, autorka blogu "Co w głowie piszczy".
  2. Nagrodę stanowią 3 książki: "Basia, Franek i pielucha", "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai. Tajemnica złota", "Ocaleni z XX wieku".
  3. Konkurs przeznaczony jest dla osób mieszkających w Polsce. 
  4. Konkurs trwa od 08.07.2013 - 26.07.2013 roku.
  5. Zwycięzców będzie 3, wyłonieni zostaną w drodze losowania, a "maszyną losującą" będzie mój Mąż.
  6. Ogłoszenie wyników nastąpi do 29.07.2013 roku.
  7. Na adresy zwycięzców będę czekać do 02.08.2013. Jeżeli zwycięzca w określonym terminie nie poda adresu, nagroda przepada.
  8. Nagrody roześlę w ciągu tygodnia (licząc od dnia, kiedy otrzymam adres).

ABY WZIĄĆ UDZIAŁ W KONKURSIE:
  1. Należy w komentarzu zgłosić chęć udziału, podać swój e-mail, podać tytuł książki, którą byście chcieli.
  2. Należy na blogu/ stronie zamieścić baner, oraz poinformować swoich czytelników o konkursie.
  3. Jeżeli ktoś bloga/strony nie posiada wystarczy, że zamieści informację o konkursie przykładowo na facebook, nk, google+
  4. Miło mi również będzie jak dodacie mojego bloga do obserwowanych/ polubicie moją stronę na facebook/ dodacie mnie do kręgów google+
  5. Należy odpowiedzieć na pytanie konkursowe:
Podaj tytuł książki/bajki z dzieciństwa, do której masz największy sentyment.

Odpowiedź można uzasadnić :) 



sobota, 6 lipca 2013

Polędwiczki wieprzowe w sosie grzybowym - obiad u Teściowej :)

Dziś obiad u Teściowej :) Polędwiczki wieprzowe w sosie grzybowym :) Co by nie mówić moja Teściowa i jej córka świetnie gotują.

Ma to swoje plusy - jak nas zaproszą na obiad :)
ale i minusy - nigdy mojemu Mężowi nie będę gotować tak dobrze jak robiła to mama.

Dobrze, że On nie narzeka, a nawet chwali :) przynajmniej się nie zniechęcam :)


piątek, 5 lipca 2013

"Akademia poznawania i malowania. Rysuję zwierzęta, przedmioty i szlaczki" Siedmioróg

Jak byłam dzieckiem, mieszkałam na wsi, a w okolicy nie było dzieci. Moim ulubionym zajęciem, poza jazdą rowerem :) było kolorowanie. Rodzice kupowali mi najróżniejsze kolorowanki: takie cieniutkie z kilkoma rysunkami i takie w formacie książki A4 z kilkudziesięcioma stronami. Na kolorowaniu spędzałam na prawdę wiele godzin. Jak poszłam do zerówki, nie miałam żadnego problemu ze szlaczkami,  zawsze pierwsza kończyłam i Pani musiała specjalnie dla mnie coś wymyślać :) Z nauką pisania było tak samo. Dzięki kolorowaniu, rysowaniu moja mała rączka wprawiła się i pisała zgrabne literki :) 

W moich czasach kolorowanki nie były tak piękne jak ta:


Były zwykłe, czarno białe. Siedmioróg przygotował dla dzieci wyjątkową kolorowankę :) 


Pogrubione, wypukłe i błyszczące kontury rysunków ułatwiają dziecku dokładne kolorowanie. Kolorowe strzałeczki podpowiadają jakim kolorem i w którą stronę malować.


 W kolorowance znajdziemy szlaczki, cyferki, literki i piękne obrazki.



 Ze względu na stopień trudności, kolorowanka  przewidziana jest dla dzieci powyżej 4 roku życia. Jednak myślę, że wszystko zależy od dziecka i niektórym maluchom można już wcześniej ją zaproponować. Z pomocą rodziców  trzylatki również spędzą miło czas z tą kolorowanką :)


Co daje kolorowanie?
  • uczy dzieci cierpliwości, wytrwałości i dokładności,
  • uczy pracy w skupieniu,
  • wprawia małe rączki w posługiwaniu się kredką, pisakiem, dzięki czemu w przyszłości łatwiej dziecku będzie nauczyć się pisać,
  • rozwija wyobraźnię i estetykę dziecka, 
  • uczy dobierania kolorów,
  • nam rodzicom daje trochę czasu :)


czwartek, 4 lipca 2013

"Pod kopułą" (Under the Dome) nowy serial

Nie wiadomo co to właściwie jest. Nie wiadomo kto to zrobił. Nie wiadomo co z tego wyniknie.

Pewnego dnia, bez żadnego ostrzeżenia, na małe miasteczko spada coś w rodzaju szklanej miski. Mieszkańcy Chester's Mill zostają odcięci od reszty świata, przezroczystą, dźwiękoszczelną  "ścianą", która do tego razi prądem. Nie mają żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym, nie docierają do nich nawet fale radiowe, może z małym wyjątkiem ... :)

booklips.pl
Czytaliście książkę Stephena Kinga "Pod kopułą"?  Jeśli tak, to pewnie zainteresuje Was nowy serial, oparty właśnie na tej książce. Jeżeli nie czytaliście, to może nawet lepiej :) Serial bowiem (podobno) różni się znacznie od książki. Jak pisze sam Stephen King w liście do czytelników, o powieści i serialu należy myśleć jak o "dwujajowych bliźniakach". Jakby ktoś chciał przeczytać ten list znajdziecie go TU

Obejrzałam dwa z 13-tu odcinków serialu i muszę przyznać, że wciągnął mnie niesamowicie :) Nie czytałam książki, więc nie widzę różnic między powieścią, a serialem, być może tym przyjemniej mi się ogląda :) Mój Mąż natomiast książkę czytał i już w pierwszym odcinku widział liczne rozbieżności, ale i tak serial chętnie ogląda. W sumie to nie zwróciłam, nawet uwagi ile czasu trwa jeden odcinek, bo dzieje się tam tyle ciekawych rzeczy, że serial i tak zawsze kończy się zbyt szybko. 

http://plejada.onet.pl
Pierwszy moment zaistnienia tej dziwnej sytuacji przedstawiony został genialnie :) Od razu uprzedzam, nie oglądajcie przy małych dzieciach, poleje się trochę krwi. Jedna scena tak zapadła mi w pamięci, że chyba do końca życia jej nie zapomnę.

filmweb.pl
Mogłabym Wam tak opowiadać, że jest super, extra ... bla, bla, bla ... ale wiadomo, że każdy co innego lubi, inny ma gust, więc każdy sam na własnej skórze musi sprawdzić czy mu się podoba coś czy nie. Ja tylko naprowadzam :) Myślę, że warto poświęcić czas na ten serial.