ceneo

niedziela, 30 grudnia 2012

Podsumowanie do wyzwania itp.

W tamtym roku na blogu Wrota Wyobraźni  rzucone zostało wyzwanie "Z półki". Książek na półkach w naszym mieszkaniu jest tyle, że aż regał zaczął się niebezpiecznie uginać. Większości z nich nie czytałam i pomimo najszczerszych chęci jakoś mi do tych książek nie po drodze ;) Zawsze w pierwszej kolejności są te pożyczone czy to z biblioteki czy od innych. Zresztą ogólnie mało czytam, statystyk robić nie będę choć biorąc pod uwagę to, że na lubimyczytac.pl odnotowuję przeczytane książki, zrobić mogłabym. Ale odbiegłam od tematu. 

Chciałam tylko napisać:
1) Zakładałam, że przeczytam 6 książek z półki - przeczytałam 6 i siódmą kończę :) tzn. na pewno do jutra nie zdążę jej skończyć :) 
Przeczytałam więc idealnie tyle co założyłam. 

2) Ze względu na te duże ilości książek nieprzeczytanych, stojących na moich półkach, mam zamiar wyzwanie przeciągnąć na kolejny rok :) 

3) Żeby coś zmienić, urozmaicić, utrudnić, postanawiam w 2013: 
- przeczytać więcej książek z półki niż 6 sztuk
- przeczytać chociaż po jednej książce takich autorów jak:
Musierowicz, Verne, Kraszewski i Prus - lepiej więcej nie będę wymieniać, bo wyjdzie na to, że będę później coś na siłę czytać ;)

***

Było o wyzwaniach, to teraz o konkursach :) Do dnia dzisiejszego wygrałam dwa konkursy :) 

U Leny i u Kruszynki. U Leny wygrałam książkę "Klug" o której już pisałam o TU. Książek od Kruszynki jeszcze nie przeczytałam, więc załapią się do wyzwania "Z półki" :) i do stosiku, który sobie układam: książki, które przeczytam jako kolejne (o ile coś po drodze mi w ręce nie wpadnie).



Zapisałam się jeszcze do dwóch konkursów, które kończą się 31.12.12 więc kto wie :) może jeszcze jakaś wygrana się trafi :)

Święta, święta i po świętach

Jak co roku tyle przygotowań, a później ten wolny czas tak szybko ucieka i tyle się je i tyle się odwiedza ... że człowiek nic nie odpocznie. W tym roku dodatkowo jeszcze choroba dołączyła do grona świętujących i nas męczy. 

Jeszcze przed świętami prababcia Wiki trafiła do szpitala :(  Na szczęście jej stan się poprawia. 
Wiki też chora już przed świętami była - znowu kaszel. Tydzień odkąd dostała lekarstwa minął, a jej się nie poprawiło. Do tego wczoraj i dziś ma gorączkę. Podejrzewamy, że to od zęba, ale że jest też chora to nic nie wiadomo :( Och żeby te zęby w końcu wszystkie wykiełkowały ... Na razie mamy ich 7 sztuk. Jeden nie wiem kiedy wyszedł, bo wyszedł z tyłu szczęki, a tam się go nie spodziewałam. Ciekawe gdzie teraz się pojawi ząbek.
Ja rozłożyłam się wieczorem pierwszego dnia świąt. Gorączka, łamanie w kościach, kaszel ... kaszel nadal mnie męczy, ale na szczęście inne objawy minęły. 
Mąż hmm walczy. Też trochę pokaszluje. Już dwa razy zaczynało go brać, ale po leku, nazwijmy go "napotnym", choroba dalej się nie posunęła.

Jutro sylwester. Mieliśmy uciec z Torunia do moich rodziców, by tam powitać Nowy Rok, ale w związku z tym, że jesteśmy teraz rodziną kichaczy, kaszlaczy to chyba jednak zostaniemy w domu - chociaż decyzja jeszcze nie zapadła, kto wie może jutro będziemy lepiej się czuć :) 

Właśnie przeczytałam co napisałam powyżej. Tryb narzekania chyba mi się włączył. Oczywiście było miło :) wesoło, rodzinnie :) pysznie :) Były śliczne prezenty, zadowolone dzieci z bananami na twarzy :) i uśmiechnięci dorośli. Kolędy pośpiewaliśmy sobie hmm w sumie to w samochodzie :) w drodze z wigilii na wigilię :) 

Właśnie coś zanika zwyczaj śpiewania kolęd w mojej rodzinie. Trzeba będzie chyba coś na przyszłość wymyślić. Może jakiś alakonkurs dla dzieci? Dzieci nauczyć się będą chciały to i rodziców zmobilizują do śpiewania. Z tym, że to jeszcze trochę za nim te najmłodsze pociechy, w tym nasza Wiki śpiewać zaczną :) 
Jestem ciekawa czy me dziecię talent do śpiewania będzie miało :)

piątek, 21 grudnia 2012

wtorek, 18 grudnia 2012

Budzikom śmierć!!!

Dzwoni telefon bo budzik ustawiony na 5.00. Wstałam zaspana, nieszczęśliwa, że to już. Wyłączyłam. Podłączyłam telefon pod ładowarkę, przy okazji zobaczyłam, że na radiobudziku jest 4.00!!! 

Sprawdziłam godzinę u Męża na telefonie i na jeszcze jednym zegarku. Ukradziono mi godzinę snu!!! 

Wróciłam do łóżka "jeszcze na chwilę" z zamiarem wstania wcześniej i wykorzystania tej pobudki o 4.00. Nagle słyszę budzik męża, patrzę na zegarek: 5.30!!! A przecież przed chwilą była 4.00!!! 

Te budziki się chyba za coś mszczą nade mną. Jak ja ich nie znoszę :/

sobota, 15 grudnia 2012

"Księżniczka" Jean Sasson

Przez przypadek trafiłam w bibliotece na serię książek o arabskiej księżniczce Sułtanie. Już w pierwszym akapicie gorąco polecam. Książki te szokują i zapadają w pamięć na długo. Życie kobiet islamu niewiarygodnie różni się od naszego.

W kręgu księżniczki Sułtany - Jean SassonKsiężniczka - Jean SassonCórki Księżniczki Sułtany - Jean Sasson


Jean Sasson spisała prawdziwą historię księżniczki z królewskiego rodu Sa'udów, na podstawie jej dzienników. Opisała życie Sułtany, poczynając od jej dzieciństwa, małżeństwa, w kolejnych częściach książki opisując jej dzieci, oraz historię otaczających księżniczkę ludzi. Opisała świat zdominowany przez mężczyzn, w którym nawet bogatym kobietom brakuje tego co tak ważne WOLNOŚCI. Świat, w którym prawem jest religia, z tym, że koran interpretowany jest często błędnie, bądź inaczej dla kobiet, a inaczej dla mężczyzn (np. rozwód). Świat, w którym kobiety zawsze są gorsze, stworzone są tylko po to, by służyć mężczyźnie i rodzić dzieci.

Obrzezanie kobiet.
Wydawanie 13 letnich dziewczynek, za (ładnie napiszę, choć cisną mi się na język inne słowa) starszych panów.
Gwałcenie 8 letnich dziewczynek, za zgodą ich rodziców.
Utrzymywanie żon tymczasowych - najczęściej młodych dziewczyn, sprzedanych przez rodziny. Kobiety te jak już się znudzą, zostają oddalone przez "męża".
Utrzymywanie haremu kobiet, dla zaspokojenia potrzeb pana domu, jego synów i znajomych.
Kamieniowanie.
Zamykanie do końca życia w odosobnieniu.
Topienie w basenie, na oczach rodziny.

Szokujące, prawda?

Dorzucę jeszcze wiersz, napisany przez młodą kobietę Munirę, wydaną za strasznego człowieka, kolegę jej ojca.


"Pogrzebana żywcem

Żyłam, wiedząc, czym jest uśmiech
Żyłam życiem dziewczyny pełnej nadziei
Żyłam życiem dziewczyny czującej ciepło kobiecości
Żyłam, marząc o miłości dobrego mężczyzny
Żyłam życiem kobiety, której marzenia spełzły na niczym
Żyłam pełna strachu przed mężczyznami
Żyłam, obawiając się złego małżeństwa
Żyłam świadoma, że moim działaniem kieruje diabeł w ludzkiej postaci
Żyłam, błagając tego człowieka, by zostawił mnie w spokoju
Żyłam, by widzieć, jak mój mąż cieszy się swoją męskością
Żyłam, by mógł mnie gwałcić mężczyzna, któremu mnie oddano
Żyłam tylko po to, by noc po nocy znosić jego gwałty
Żyłam, by pogrzabano mnie żywcem
Żyłam, nie mogąc zrozumieć, dlaczego ludzie, którzy podobno mnie kochają, pomogli mnie pogrzebać
Przeżyłam to wszystko, choć nie mam jeszcze dwudziestu pięciu lat"


środa, 12 grudnia 2012

Dermatolog

Po kryzysie pora zebrać się, zebrać siły i przystąpić do działania. A więc, zebrałam się i przemyślałam sprawę. Stwierdziłam, że kremy i maści, które stosuję nic mi nie dają. Jest gorzej i gorzej i gorzej ... zadzwoniłam do dermatologa, żeby się zarejestrować. Miła pani w słuchawce zapisała mnie na pierwszy wolny termin: 21.03.2012 tfuuu 2013 roku! Ślicznie, pierwszy dzień wiosny :) tyle, że to strasznie daleko. Ehhh polskie realia. 

Wcale bym do lekarza nie szła, ale recepty potrzebuję. Wymyśliłam sobie, że chcę znowu z cygnoliną się zaprzyjaźnić. 

Cóż, poczytam, znajdę przepis i pójdę do lekarza rodzinnego po receptę - może się uda.

Do wiosny chciałabym się podleczyć, tak żeby na letnie słońce skórę bez łatek wystawić :)

12.12.12

Co za data :)

http://sphotos-b.xx.fbcdn.net/hphotos-snc6/217877_434718103243822_1946316824_n.jpg


                                a kiedy ten koniec świata?


wtorek, 11 grudnia 2012

Kocham Cię :)

Dziękuję :) za miłe słowa, za wsparcie :) Miałyście rację. Musiałam się wyryczeć ... i wyprzytulać i trochę odpocząć, choć tego odpoczynku jakoś ciągle mi za mało jeszcze. Kryzys chyba przeszedł, trochę spokojniejsza jestem. Nie do końca pogodzona sama ze sobą, ale spokojniejsza. Mniej buntu we mnie. 

I Mężowi dziękuję :) On potrafi mnie pocieszyć, potrafi do mnie mówić w tym złym czasie i najważniejsze: JEST ZE MNĄ.



33 minut(y)
08:37 Kocham Cię
08:38 z plamami, z łyskami, z uśmiechem, ze łzami, z ..., z Wikusią na rękach, z wtuloną buzią w moją klatę, z pąsami od mrozu. Kocham Cię zawsze:) Nawet jak krzyczysz na mnie i się boczysz:)

piątek, 7 grudnia 2012

:(

Jaką stronę bym nie otworzyła w internecie i w świecie rzeczywistym ... wszędzie, wszędzie, wszędzie ... piękne kobiety. Męża też piękne kobiety otaczają, w internecie i w komórce też wyświetlają się piękne, bez wad ...

A ja? Zbiór czerwonych łuszczących się ran, z krzywymi nogami ... pomińmy szczegóły. Źle mi w moim ciele i z moją psychiką.

niedziela, 2 grudnia 2012

Roczniaczek

Wiki skończyła roczek ! Przez te 12 miesięcy niesamowicie dużo się nauczyła nasza dziewczynka :) 

Pamiętam rok temu, jak przyjechaliśmy ze szpitala to tylko spała, płakała i jadła :) a teraz?!

"Mówi": mama...; tata...; baba...; papa...; wrrrrr. Usłyszeliśmy już z jej ust prawdziwe"mama" i "tata", ale rzadko na razie używa tych słów. Pomimo tego, że nie wiele mówi, coraz lepiej komunikuje nam swoje potrzeby. Pokazuje palcem co chce, kręci główką "nieeee", tak fajnie razkłada rączki, żeby pokazać "nie ma", wskazuje na nocnik jak chce siusiu, a jak skończy wyciąga ręce w górę. Rozumie polecenia :) choć nie zawsze chce je wykonać. Jak gdzieś wędruje mówimy do niej: "Wiki, dokąd idziesz? Wracaj!" - odwraca się, uśmiecha i czasem zawraca, a czasem ucieka z psotnym uśmiechem na ustach :) Proszę, żeby mi coś podała to podaje np. uprane skarpetki z miski. Lubi bawić się w podawanie długopisu "proszę-dziękuje". W odpowiedzi na pytanie: "gdzie jest smoczuś? (kotek, ...)" szuka i znajduje :)
Ma swoje zdanie i głośno protestuje jak jej się coś nie podoba :)
Na słowa "Nie wolno", "nie dotykaj", reaguje płaczem. 

Przy ubieraniu pięknie współpracuje. Wkłada rączkę do rękawka. Jak coś trzyma to przekłada do drugiej ręki, żeby tą wolną wsunąć w rękaw. Z pasją odpina rzepy swych bucików :)  Jak nie chce się ubierać to pręży się tak, że ledwo ją utrzymuję na kolanach. Ciężko w takiej sytuacji namówić ją na współpracę.

Jak coś lubi, coś się jej podoba, cieszy ją, to kręci stópkami :) Reaguje tak zarówno na jedzenie, zabawki, jak i na odkurzacz :) bo odkurzanie to fajna zabawa :) 

Rozpoznaje na zdjęciach osoby i bardzo się cieszy widząc np kolegów ze żłobka :) Czy w domu, czy u dziadków, musi obejrzeć wszystkie zdjęcia w ramkach :)

Chodzi za rękę, tak troszkę śmiesznie: prawa nóżka, dostawiamy lewą, prawa i lewą dostawiamy ... :) albo trzymając się mojej nogi :) Potrafii zrobić sama kilka kroczków, jednak boi się. W związku z tym, że szybciej jest na czterech łapkach, większe odległości właśnie w  ten sposób przebywa :)

Tańczy jak tylko usłyszy muzykę :) Wskazuje na radio, żeby je włączyć. Ulubioną jej piosenką jest "Bal arlekina" śpiewany przez Filipinki. Ta piosenka to najlepszy sposób na poprawienie jej humoru :) włączamy ją i wszyscy razem tańczymy, a nasza Kruszynka od razu się uśmiecha :)

Uwielbia jeść :) Mleko, kaszki, owoce, zupki, paluszki, herbatniki ... wszystko. "Myszki"/"wagoniki" czy inaczej nazwaną pokrojoną na małe kawałeczki kanapkę sama zjada, choć zazwyczaj jej część ląduje na ziemi :) Dziś pierwszy raz jadła kefir :) z bananem - bardzo jej smakował :) Lubi pić z naszych, "dorosłych" szklanek, naszą "dorosłą" herbatę :) i jeść to co i my dorośli jemy. Ciasta to pychotka :) Wie już, że kiszony ogórek i madarynka są kwaśne i próbować więcej ich nie chce :)



Od małego śpi w swoim łóżeczku. Zasypia przytulając misia :) Pluszaki bardzo lubi :) z radością tuli je o poranku :) i lubi poprzytulać w ciagu dnia :) Lubi również książki i to nie koniecznie te dla dzieci, z rysunkami. Zdecydowanie bardziej zajmują ją książki grube, takie tylko z literkami, przykładowo Harry Potter lub rachunkowość finansowa. 

Robi siku i co nieco więcej na nocnik. Oczywiście nie oznacza to, że już chodzi bez pieluchy. Nie jest to jeszcze możliwe, chociażby z tego względu, że w żłobku Paniom na razie wygodniej jest zmieniać jej pieluchy niż sadzać ją na nocnik. W lato postaramy się "odstawić" pieluchy. Już teraz Wiki sama pokazuje na nocnik jak chce siku :) Będziemy ćwiczyć komunikawanie potrzeb, żeby w lato pupa nie musiała się w pieluszce dusić.

Jak każde chyba dziecko lubi się kąpać :) 

Żeby nie było, że taka grzeczna: broi oj broi :) Muszę znaleźć inne miejsce na jej ubranka, bo po trzy razy dziennie zrzuca je wszystkie na ziemię :) 

Zapomniałabym o ulubionej zabawie: w tej kwestii nic się nie zmieniło :) najlepsza jest zabawa kontaktowa, czyli wszelkiego rodzaju harce z mamą i tatą :)