ceneo

wtorek, 30 października 2012

Chore

Wiki chora, ja chora ... tylko Mąż się jeszcze trzyma

Wiki to ja już nie wiem który tydzień z rzędu chora :( Co do lekarza pójdziemy, to osłuchowo jest ok, ale jak kaszlała tak kaszle. 

W ubiegły czwartek miała rozwolnienie, w piątek wymiotowała, w sobotę gorączkę 39 stopni miała, a od niedzieli niewiele je (!)  Nie wiem, czy to po prostu na zwykłe przeziębienie, nałożyły się efekty przebijania kolejnego zęba? Bo już jakiś czas temu wydawało mi się, że zaraz się przebije kolejny ząb, ale się nie wydostał. Może to on jest winowajcą tej gorączki?

czwartek, 25 października 2012

Światowy Dzień Chorych na Łuszczycę 29.10

Wiedzieliście, że 29 października obchodzimy taki właśnie dzień? Nie? To ja Was już dziś trochę uświadomię ;) 

Na stronie http://luszczyca.org.pl  możemy przeczytać:

" łuszczyca, która wydaje się być chorobą zupełnie niegroźną, może mieć dramatyczne skutki dla psychiki pacjenta. Chory narażony jest na nieprzyjemne reakcje otoczenia, ponieważ wiedza społeczeństwa o tej, częstej przecież, chorobie jest ciągle niewystarczająca. Niebagatelnym problemem towarzyszącym tej chorobie jest częste u chorych poczucie niższej wartości, popadanie w kompleksy i izolowanie się od społeczeństwa."

Każdy wie co to cukrzyca, a o łuszczycy tak naprawdę wiedzą nieliczni, przeważnie Ci, którzy z chorym mieli kontakt.  Aby poszerzyć grono poinformowanych, przekazuję odwiedzającym mojego bloga kilka bardzo podstawowych wiadomości na ten temat:

"Łuszczyca jest:
  • przewlekłą, gdyż w każdej chwili może wystąpić jej nawrót
  • niezakaźną, gdyż nie można się nią zarazić przebywając, dotykając czy nawet żyjąc z osobą chorą. Jest ona uwarunkowana genetycznie
  • nieuleczalną, gdyż skłonność do łuszczycy nigdy nie mija. Cechuje się jednak ona okresami remisji podczas których choroba przebiega bezobjawowo
chorobą skóry na którą choruje około 2-3% społeczeństwa. Co ważne i co należy podkreślić: łuszczycą nie można się zarazić, gdyż jest chorobą uwarunkowaną genetycznie!" (źródło)

Dla tych co chcieliby zobaczyć jak to może wyglądać wklejam link: ŁUSZCZYCA ZDJĘCIA

***

Łuszczyca - przewlekła! niezakaźna! nieuleczalna! dziedziczna!
To wszystko mogę potwierdzić. Na dowód tego, że jest to choroba niezakaźna powiem, że wiele osób chorych na łuszczycę wiąże się ze zdrowymi (np. ja i moje ciocie). Ich partnerzy pomimo ciągłego kontaktu z chorą osobą są zdrowi.

Mnie obecnie najbardziej boli, to że jest to choroba dziedziczna :/ Boję się, że Wiki będzie nią obarczona :/


Spotkaliście się już z tą chorobą? Znacie ludzi chorych na łuszczycę? Czy przy pierwszym kontakcie z chorym obawialiście się o swoje zdrowie?

Przyznam szczerze, że ja osobiście nie spotkałam się ze "złą" reakcją ludzi mnie otaczających, ale powiedzmy sobie szczerze, u mnie nie wygląda to aż tak źle, na basen nie chodzę, nad jezioro/morze rzadko się wybieram ... Nie stwarzam okazji. 

Natomiast słyszałam, o sytuacjach, do których dochodziło szczególnie na basenie. Ludzie widząc chorego na łuszczycę, nie wiedząc, że jest na to chory, bądź nie wiedząc, że tym się nie zarażą, prosili ratownika o wyproszenie chorej osoby. Nie dziwię się i rozumiem. 

Chciałabym, żeby o tej chorobie było głośniej i głośniej, żeby chorzy na łuszczycę też zostali zrozumiani. W końcu poza brzydką skórą, jesteśmy normalnymi ludźmi, z normalnymi potrzebami.

sobota, 20 października 2012

Psotne ząbki

Wiki ma już 6 zębów i kolejne w drodze :) Do pełnej szczęki to jeszcze nam daleko, ale już teraz ząbki świetnie sobie radzą i nie raz psocą - zazwyczaj na zakupach. 

W poprzednim poście pisałam, że Wiki lubi jeść. Lubi do tego stopnia, że siedząc w wózku z zakupami już wgryzła nam się w ser, chleb, a ostatnio w banana. Wystarczyła chwila nieuwagi, lub w ostatnim przypadku brak rąk. 

Ostatnio byłyśmy we dwie w sklepie. Trzymałam ją na ręku, pakowałam chleb i banamy do plecaka, płaciłam, a moje psotne maleństwo tym czasem banana sobie wyciągnęło z plecaka i wpakowało do buzi. Oczywiście potrzeby zdejmowania skórki, czy folii to Wiki jeszcze nie ma, więc muszę mieć oczy i ręce w okół głowy ;) 

Żeby nie było. Wiki nie gryzie wszystkiego, ale jak widzi jedzenie to nie przepuści. Zaraz muszę zajmować jej uzębienie jakąś przylepką, ciastkiem, czymkolwiek, byleby nie najadła się przykładowo sera w folii.

Żłobek i choróbska

Wiki przed pójściem do żłobka, ani razu nie chorowała. Natomiast od początku września w domu spędziła już 2 tygodnie ze względu na chorobę. Katar i kaszel, chwila przerwy i znowu od początku. Teraz kataru nie ma, ale za to kaszle i kolejny tydzień będzie w domu :(

Mamy babcie, które pomagają ile mogą. Babcie jednak mają inne zajęcia niż pilnowanie wnuczki. Jedna ciągle ma jakąś robotę na polu (cóż na gospodarstwie rolnym zawsze robota jest) druga pilnuje nieco starszego brzdąca i z dwójką nie da sobie rady. Więc zarówno ja, jak i mąż już musieliśmy w pracy wolne brać. 

Z tym wolnym to tak jest, że niby Ci urlop przysługuje, ale jak już bierzesz kolejny z rzędu dzień, bo znowu dziecko chore, to pracodawca patrzy takim wzrokiem, że nic nie musi już mówić. Wiadomo co myśli: Płacę Ci żebyś pracowała, była dyspozycyjna ... a nie na okrągło zwalniała się, brała urlop, ... Chciałabym powiedzieć, że pracodawcy brakuje wyrozumiałości, ale jak postawię się na jego miejscu, to świetnie go rozumiem. 

Efekt: martwisz się o zdrowie dziecka i jeszcze masz dodatkowo to głupie poczucie winy. W pracy nawalam bo ciągle się zwalniam. Babcie wykorzystuję. Jestem uzależniona od nich wszystkich. Przytłacza to trochę. 
Do tej pory, jak trzeba było to zostawałam po godzinach, przychodziłam w sobotę, żeby na czas wszystko było zrobione. Rodziców też nie musiałam prosić o nic. Teraz wszystko się zmieniło. 

Do tego wkurza fakt, że za żłobek 600,00 płacę , a przez pół miesiąca muszę się martwić kto jutro z dzieckiem posiedzi, kto ją przypilnuje.

Mam nadzieję, że Wiki szybko się uodporni i będzie lepiej.

***

Teraz trochę pogodniej. W żłobku jest dobrze :) Odnoszę wrażenie, że Wiki się tam podoba. Jak ją zostawiam to czasem przez chwilę zrobi podkówkę i łezkę uroni, a czasem spokojnie zostanie. Jak ją odbieram, to jest uśmiechnięta, wesoła, grzeczna :) Pokazuje mi paluszkiem rysunki powieszone na szafach. Wygląda do dzieci, które jeszcze zostają w żłobku. Uśmiecha się do innych rodziców, którzy akurat po swoje pociechy przyszli. 

Panie mówią, że Wiki jest wyjątkowo wesołym dzieckiem. Każdego wita uśmiechem. Mówią, że nie sprawia problemów. W tej kwestii muszę wierzyć im na słowo. 

Oglądałam zdjęcia z zajęć w żłobku, na niektórych widać, że Pani Ciocia siedzi z pacynkami na palcach i coś pokazuje, a nasza Kruszynka zapatrzona, skupiona :) Na innym zdjęciu Ciocia z gitarą :) to zapewne Wiki również się podobało :) Muzyka na nią działa uspakajająco, zaraz zaczyna się bujać :) 
W domu, czasem jak jest bardzo marudna, zaczynamy śpiewać Bal Arlekina (śpiewać to zbyt dużo powiedziane, bo przez większość piosenki dukamy "na, na, na, ...") i tańczymy, humor od razu Jej się poprawia, uśmiech od ucha do ucha się pojawia :)

Jedyne co mnie martwi, to że jak wraca do domu to głodna jest. Choć z drugiej strony to taki mały głodomorek :) Wczoraj zjadła zupę i poszliśmy do lekarza. Potem na zakupy. Przy kasie, ja pakuję banany do plecaka i płacę, a dziecko banana z plecaka wyciąga i do buzi pakuje :) (od karmienia, godzina nie minęła, a zupy zjadła sporo). Po drodze do domu, pomimo braku rąk, nakarmiłam ją tym bananem. W domu zjadła jeszcze sporo kaszy i poszła spać. Myślałam, że do rana już będzie spała po takiej ilości jedzenia, a ona jeszcze koło 22,00 obudziła się i znowu mleka sporo wypiła :) I o 5,00 znowu głodna była.

Pora kończyć :)

piątek, 19 października 2012

Być dzieckiem

Chcę znowu być dzieckiem. Nie zmuszać się do niczego. Pozwolić by to inni mnie zmuszali. Pozwolić sobie na wybuch złości na nich ...

Lecz czasu cofnąć się nie da. Już mama mnie nie pilnuje, nie krzyczy "Posprzątaj". Sama muszę się dyscyplinować. I złości na innych rozładowywać bezkarnie nie mogę. 

Po raz kolejny wstaję i się zmuszam. Rozwieszę to pranie zanim oczy mi się zamkną. Choćby o północy, wstanę i ugotuję ten obiad, żeby jutro mieć więcej czasu, lepiej się zająć swoim dzieckiem.

***

Poprzestawiało mi się. Czasem budzę się przed budzikiem (tym o 5,00!!!) za to zasypiam koło 20,00. Po przespaniu chwili wstaję ogarnąć co trzeba i do łóżka wracam koło północy. I kolejny dzień od nowa.
 :) jutro sobota :)

sobota, 13 października 2012

"Klug" Kasper Bajon

Dodaj napis
Rzadko piszę recenzje, ale z okazji tego, że książkę "Klug" wygrałam w konkursie u Leny  i jest to moja pierwsza wygrana, napiszę kilka słów o niej.

"To nie było zwykłe morderstwo – raczej precyzyjny komunikat, ostrzeżenie wysłane światu.

Jakub Klug, genialny szachista, zwycięzca rekordowej liczby turniejów.

Pokonani przeciwnicy sugerowali, że w ogóle nie istniał.
Podobno na zawodach grywał w weneckich maskach, a na co dzień krył się za ciemnymi okularami.
Mówiono, że swoją najsłynniejszą partię rozegrał za pomocą telegrafu.
Podejrzewano, że był wielką mistyfikacją, zakrojonym na szeroką skalę oszustwem.

Jego zmasakrowane ciało znaleziono nad Tamizą w 1888 roku. Kości miał pogruchotane, twarz doszczętnie spaloną, a na pobliskim murze ktoś namalował jego krwią symbol żuka. Ostateczny szach i mat.
"

Po przeczytaniu opisu z okładki książki szczerze powiedziawszy spodziewałam się, że "Klug" to kryminał, a jest to raczej coś na kształt biografii tytułowego bohatera, światowej sławy szachisty Jakuba Kluga, którego istnienie poddaje w wątpliwość nawet sam autor.

"Jeżeli Jakub Klug gdziekolwiek i kiedykolwiek istniał,..."

Myślę, że jest to książka dla "smakoszy", którzy zwracają większą uwagę na formę, styl  ... niż na samą fabułę.  Autor bawi się słowami. Prowadzi filozoficzne rozważania o niepowtarzalnośi i bezpowrotnym przemijaniu czasu. Używa słów niezrozumiałych dla przeciętnego człowieka, zmuszając go czasem do otworzenia słownika języka polskiego.

" Wrzesień. Wrze sień. Upałem wrzała sień w domu, ..."
 
Odnoszę wrażenie, że Bajon bawi się również strukturą książki, nie jest ona zwyczajna. Rozdziały przedzielone są stronami z wypunktowanymi przykładowo pomysłami na tytuł książki, filmami, które warto obejrzeć. Po ostatnim zdaniu rozdziału piątego: "Koniec części piątej i ostatniej" pojawiają się jeszcze dwa rozdziały, które bardziej przypominają jakieś notatki niż opowiadania.

Nie należę do "smakoszy" ;) nie znam się na literaturze, języku ... dlatego bardziej skupiam się na samej treści. Wiem jednak, że nie tylko treść świadczy o wartości dzieła. Właśnie dlatego nie chcę oceniać tej książki. Proponuję, żeby każdy sam przeczytał ją i wyrobił sobie swoje własne zdanie na jej temat.

Piękny, jesienny dzień

Niczego nie planowaliśmy, a weekend sam z siebie stał się tak przyjemny :)  Wczoraj obiado-kolacja: 2 blachy pizzy :) na nas dwoje (nie zjedliśmy wszystkiego, zostało trochę na śniadanie :) ) i czekolada na deser. Do tego film. Wiki szybko zasnęła, więc wieczór spokojnie spędziliśmy :) Taka chwila odpoczynku po tygodniu pracy zdecydowanie dobrze robi.


Dziś wstałam o 6,30 pozmywałam, pranie zrobiłam, popłakałam przy książce, powariowałam z Wiki w niepościelonym łóżku :) Jakoś tak wszystko spokojnie, nie w biegu jak zazwyczaj. Zakupy zostały na jutro, bo samochód u mechanika został. O obiedzie nie myślałam w ogóle, a co tam. 
Poszliśmy odwiedzić Babcię :) Wiki pobawiła się z kuzynami. Później poszliśmy na spacer.

Spacer bez wózka, bez chusty, po prostu nóżkami po ziemi :) Wiki z taką ochotą chodziła :) Oglądała kwiatki, goniła liście i gołębie. Cały czas uśmiechnięta :) szczęśliwa :) I ja też szczęśliwa, bo czego chcieć więcej :)

czwartek, 11 października 2012

"Wybrałam życie" Brygida Grysiak

Wybrałam życie - Brygida Grysiak
źródło: lubimyczytać.pl
Niedawno u Pauli usłyszałam o tej książce. Stwierdziłam, że to coś dla mnie. Ostatnio będąc w bibliotece zauważyłam, że książka stoi na półce i czeka na mnie ;) zabrałam do domu. Czytam sobie po troszeczku i łzy wylewam, i rozmyślam: czasem wydaje nam się, że jest tak źle, narzekamy, nie potrafimy cieszyć się tym co mamy, a tymczasem inni przeżywają prawdziwe tragedie :(

Co znaczy zmęczenie, brak czasu dla siebie, ... w porównaniu do sytuacji kiedy kobietę mąż tłucze za wszystko, czy sytuacji kiedy z braku pieniędzy ludzie podejmują decyzje o pozostawieniu dziecka w "oknie życia" ...

Warto czasem sięgnąć po tego typu książkę. Przeczytać. Zastanowić się nad własnym życiem, problemami. I docenić to co się ma. 

Jakby ktoś chciał recenzję to TU jest

wtorek, 9 października 2012

Sobie i Wam więcej czasu

Tak rzadko teraz mam czas przysiąść do pisania, że jak już mi się uda to nie wiem co pisać. 

Każdy dzień ucieka w takim samym rytmie. Pobudka o 5.00, żłobek, praca, gotowanie, jedzenie obiadu, chwila dla dziecka, kolacja, szykowanie kanapek, jakiś serial/film przy którym zazwyczaj zasypiam i pobudka o 5.00 ... Czasem chwila z książką w dłoni. Trochę więcej czasu jest w weekend, ale i tak za mało. Jak nadrobimy pranie, sprzątanie ... z tygodnia, to czasu na spacer czy inne przyjemności zazwyczaj zabraknie (może jakbym wstawała o 5.00 w sobotę/niedziele to byłoby lepiej, ale nieeeeeeee!!!! kocham spać, więc chociaż w weekendy muszę w łóżku trochę dłużej poleżakować :).

Wszystkim życzę WIĘCEJ CZASU :)



czwartek, 4 października 2012